Pełna tolerancji, światła Gazeta Wyborcza

Czyli polska inteligencja i geje

Gdyby w jakimś piśmie wydrukowano dyskusję o prawach Romów lub Żydów w której oskarżono by ich o porywanie dzieci i kryminogenność - powiedzielibyśmy być może, że takiego faszystowskiego pisemka drukującego ponure, kłamliwe i siejące nienawiść bzdury nie weźmiemy więcej do ręki. A właśnie tak można by było streścić sierpniową dyskusję w "Gazecie Wyborczej" na temat legalizacji związków homoseksualnych. Wtedy myśleliśmy z oburzeniem o autorce tych zarzutów, Zofii Milskiej-Wrzosińskiej. Czytając jej teksty z dystansu widzimy, że problem nie sprowadza się do homofobii znanej psychoterapeutki.

Kiedy w krajach cywilizowanych prowadzono dyskusje nad prawami homoseksualistów, nad ich prześladowaniami i dyskryminacją, w Polsce panowała na ten temat martwa cisza. Nie skończyła się ona z przemianami ustrojowymi ani ze zniesieniem cenzury. Homoseksualizm nadal kojarzy się dziennikarzom tylko ze skandalem. Nic dziwnego, że na najsłynniejszego polskiego geja wykreowali molestującego kleryków arcybiskupa Paetza. Trudno się też dziwić, że przeciętnemu Polakowi gej i lesbijka kojarzą się z jakąś manią seksualną, a spory dotyczą głównie tego, w jakim stopniu to hobby jest szkodliwe społecznie.

Obecnie, kiedy politycy i dziennikarze prześcigają się w udawaniu światłych Europejczyków także u nas modne stało się udawane zrozumienie i obłudna akceptacja dla odmiennej orientacji seksualnej. Najczęściej to udawanie niewiele kosztuje. Pożytek jaki wynika z takiej przebieranki dla samych gejów i lesbijek jest jeszcze mniejszy. Warto jednak poobserwować te ćwiczenia i manewry w mistrzowskim wykonaniu czołowej gazety, starannie pielęgnującej swój wizerunek medium umiarkowanego, otwartego i niezależnego.

"Gazeta Wyborcza" przez rok rozważała publikację artykułu Jacka Kochanowskiego ("Gej poza prawem"), który w rzeczowy, rozsądnie uargumentowany, wyważony sposób przedstawił pogląd o potrzebie legalizacji związków osób homoseksualnych. Tekst opublikowany został w sierpniowy czwartek, aby następnego dnia skontrować go emocjonalnym wystąpieniem Milskiej-Wrzosińskiej. Ten aspekt czasowy nie jest bez znaczenia: czwartek w sierpniu to dzień, w którym sprzedaż gazety jest chyba najmniejsza, ale piątkowe wydanie ma większy nakład - zatem więcej czytelników zapoznało się z repliką niż z samym artykułem Kochanowskiego. Na pierwszej stronie piątkowej "Gazety" umieszczono zajawkę, która sygnalizuje teksty, do których redakcja przywiązuje szczególną wagę i zachęca do ich lektury.

Milska-Wrzosińska w swym artykule oświadcza, że są cztery powody, dla których "pełen tolerancji światły inteligent zaczyna wycofywać bezwarunkowe poparcie dla równych praw mniejszości":
- po pierwsze "nie dość dociekliwi publicyści" głoszą twierdzenia o genetycznym podłożu homoseksualizmu;
- po drugie z upodobań seksualnych nie powinny wynikać żadne prawa;
- po trzecie homoseksualiści uwodzą nieletnie dzieci i cudzych mężów, którzy porwani swoim matkom i żonom służą homoseksualistom jako "świeże mięso" - w tym specjalizują się zwłaszcza organizacje homoseksualistów i ich poradnie;
- po czwarte naśladowanie ceremonii ślubnych i równe prawa stanowią inwazję w świat heteroseksualny, co grozi "zakwestionowaniem podstaw naszej kultury".
Pominę tu szatę językową artykułu, stwierdzenia o "wychowywaniu homoseksualnych janczarów", "prymitywnym starczym wyuzdaniu" i podobne kwiatki. Tekst Zofii Milskiej-Wrzosińskiej czytany na gorąco śmieszył, tumanił, przestraszał. Dziś budzi zażenowanie - jak zawsze, kiedy ktoś dotąd szanowany negliżuje publicznie swoje fobie i dziwactwa myślowe, koniecznie chcąc udowodnić, że ignorancja nie odbiera swady i pewności siebie.

Redakcja "Gazety Wyborczej" to w swoim mniemaniu także "pełni tolerancji światli inteligenci". Redaktorem prowadzącym numeru z tekstem Milskiej-Wrzosińskiej był zresztą (tak się złożyło) zastępca redaktora naczelnego - jednocześnie psycholog z doktoratem. Zatem tekst tak jawnie niedorzeczny, tak arogancko obrażający miliony osób, a nadto kłamliwy opublikowany został bez zwłoki i - jak było do przewidzenia - zdominował dyskusję. Zapewne redaktorzy byli zdumieni licznymi głosami polemicznymi wobec tez Milskiej-Wrzosińskiej. Wydrukowali je wprawdzie, ale z odpowiedzią autorki, w której pozwoliła sobie wysunąć nowe oskarżenia, w tym o kryminogenność orientacji homoseksualnej. I w ten sposób dyskusję ucięto.

Przeglądając te teksty zadajemy sobie niepokojące pytania. Dlaczego redakcja "Gazety Wyborczej" uznała głos Milskiej-Wrzosińskiej za istotny? Dlaczego jej wywodom nadano protekcjonalny wobec gejów tytuł (nawet autorka zaprotestowała)? Dlaczego zestawiono go z artykułem Kochanowskiego, chociaż - jak się okazało - mimo swojej homofobii autorka nie była wcale przeciwniczką takich rozwiązań prawnych? Dlaczego chciano, aby agresywne zarzuty zdominowały rzeczowe argumenty? I dlaczego dyskusję przyozdobiono rysunkami Jacka Gawłowskiego przedstawiających dziwaczne żarówki, które nie będą świecić, bo są skonstruowane wbrew prawom fizyki? Ktoś mógłby powiedzieć, że Milska-Wrzosińska została użyta instrumentalnie, aby utopić dyskusję na zasadniczy temat: legalizacji związków.

Nie są to zresztą jedyne pytania, jakie można zadać "Gazecie Wyborczej". Wszyscy pamiętamy, jak po ukazaniu się raportu "Lambdy", dokumentującego przypadki dyskryminacji, pozbawiania praw obywatelskich, a także prześladowań z powodu orientacji seksualnej na jej łamach zabrał głos Maciej Nowak, który przedstawiając się jako gej i dyrektor teatru oświadczył, że nikt mu tu nie przeszkadza żyć, kochać i być twórczym i że ogłaszanie takich raportów jest niepotrzebne. Wszyscy byli tak zdumieni jego odwagą (przyznać się? w Polsce?), że nie zauważyli, iż przedstawione w raporcie fakty miały jednak miejsce. Że reakcją "Gazety Wyborczej" na poniżanie, dyskryminację i akty przemocy jest bagatelizowanie, przemilczenie, chronienie polskiej opinii publicznej przed nieprzyjemną, choć ogólnie znaną prawdą. Że dyrektora Macieja Nowaka nie spotka w jego teatrze żadna przykrość, podobnie jak dyrektor Szymon Szurmiej raczej nie doświadczy w swoim teatrze antysemityzmu. Ujawnia się tu przykra cecha "Gazety Wyborczej": martwią ich głównie problemy osób o wysokiej pozycji społecznej. Jeżeli oni potrafią sobie uwić bezpieczne gniazdko - nie mówmy, że w ogóle są jakieś prześladowania.

Nawiasem mówiąc, Maciej Nowak też z czasem odkrył, że na tym najlepszym ze światków nie zawsze jest sprawiedliwie traktowany: chciał oddać honorowo krew i odmówiono mu. Z takim strasznym problemem, tak boleśnie dotykającymi gejów w ich codziennym życiu "Gazeta Wyborcza" chętnie zaznajomi swoich czytelników. Opatrzy je sympatyczną, przyjacielską ripostą: Przykro mi, Maciek, ale nie masz racji.

W samym środku sierpniowej dyskusji interesujący artykuł w "Gazecie Wyborczej" zamieścił Andrzej Osęka ("Geje bez piór"). Wyraził w nim kilka trafnych uwag, dotyczących postrzegania gejów przez Polaków, ale w końcu orzekł, że sami powodujemy odrzucenie z powodu zbytniej ostentacji, zbyt pierzastych parad i kiczowatej pornografii w pisemkach gejowskich, w których ze świecą można by szukać Platona czy Prousta. Nie jest tak trudno domyśleć się, dlaczego pisma dla homoseksualistów to głównie pisma pornograficzne lub pół-pornograficzne. W końcu pisma wyłącznie dla heteroseksualistów to też pornografia. Wszystkie inne pisma, a zwłaszcza pisaninę Platona i Prousta, czytują ludzie o różnych orientacjach. Cały więc tekst estety Osęki, mimo że ciekawy, dźwięczy wygodnym dla homofobów i uspokajającym sumienie wnioskiem: nie morderca jest winien, lecz zamordowany. Ponosimy słuszną karę za pornografię, za kicz, za ostentację aktywistów, za ludzi z piórami w tyłku.

"Gazeta Wyborcza" pełni szczególną rolę wśród polskich mediów, ponieważ jej łamy zastąpiły jakby inteligenckie spotkania z czasów PRL-u, podczas których dyskutowano na ważne społecznie tematy. Dziś inteligenci gonią za groszem, nie mają czasu na spotkania i zdają się w kształtowaniu swoich sądów na "Gazetę". Poglądy - lewicowe, prawicowe czy liberalne - które w mniemaniu redakcji nadają się do druku, są odtąd uznawane przez wykształconą część społeczeństwa za godne zastanowienia. Więc postawa "Gazety" to nasz największy pech. Nie jest ona jednak przypadkowa. Łagodnie homofobiczna była w czasach PRL większa część naszej inteligencji, z której wywodzi się "Gazeta".

Problem jest oczywiście szerszy. W kraju, w którym nie było prawdziwego Oświecenia, a Romantyzm sprowadzony został do walki o niepodległość - ani nie cenimy swojego umysłu, ani nie dbamy o swoje uczucia. Do Europy romantyczni dyktatorzy każą nam pójść z naszymi umarłymi, bo to oni, a nie my jesteśmy naprawdę ważni. W Polsce wielkie sprawy przez stulecia pożerały i degradowały prywatność, a więc także seksualność. Resztę uczynił Kościół, dla którego tematy takie były niewygodne. Trudno się więc dziwić, że spośród całej plejady polskich pisarzy gejów i lesbijek prawie żaden z nich nie uczynił z homoseksualizmu tematu swojej twórczości. Często zresztą miał tu miejsce przyjacielski szantaż, albo warunkowa akceptacja dla pożytecznych i... milczących. Tak na przykład środowisko "Znaku" traktowało Jerzego Zawieyskiego, co bez zażenowania opisała Józefa Hennelowa. Cóż, w mniej "kulturalnych" środowiskach siniaki są zadawane pięściami.
Geje nie uzyskali wsparcia środowisk opozycyjnych, kiedy podlegali prześladowaniom podczas esbeckiej akcji "Hiacynt". Demokratyczna opozycja, nie stając po stronie represjonowanych, de facto umożliwiła SB jej kontynuowanie aż do roku 1989 i trudno będzie przyszłym historykom wywabić tą plamę na bohaterskim "styropianie". Takie opowiedzenie się po stronie prześladowców ma też swoje dalsze psychologiczne konsekwencje: zawsze już będziemy darzyć niechęcią prześladowanych.

Rok 1989 zmienił nieznacznie sytuację polskich gejów i lesbijek, ale zmianę ich wizerunku zawdzięczamy głównie hollywoodzkim filmom i serialom, od "Dynastii" począwszy. Tak naprawdę w nich dopiero Polacy zobaczyli osoby homoseksualne takimi prawie, jakimi są: jako normalnych ludzi, których homoseksualizm nie czyni gorszymi ani lepszymi, mądrzejszymi ani głupszymi, weselszymi ani smutniejszymi. Gdyby nie te trafiające do naszej telewizji produkcje polska kultura nie wykrztusiłaby z siebie prawdy o gejach: że nie są oni potworami (jak bohater kuriozalnego filmu Zanussiego), ani ekscentrycznymi hedonistami, ale ludźmi raczej zwykłymi w swoich problemach, nadziejach i potrzebach. I że istnieją miejsca na świecie, gdzie są traktowani normalnie i - nic złego z tego powodu się nie dzieje. Rosnąca mimo wszystko tolerancja wobec homoseksualistów wiele zawdzięcza zachodniej kulturze, choćby i nie najwyższych lotów. Natomiast nic albo bardzo niewiele - polskiej kulturze i polskim mediom. I to chyba w polskiej homofobii jest najboleśniejsze. Że prawie nie mamy prawdziwych przyjaciół. Mamy za to "Gazetę Wyborczą".

Tomasz Górski





 Wywiady IS eXtra - Jacek Kochanowski, socjolog

artykuł IS
szukaj w hiacyncie
witryna WWW
e-mail
klip audio
klip video

podoba mi się nie podoba mi się
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.


strony:   1 2
roocky (?)   2007.05.13 1:21
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Teksty w "GW" nigdy nie były obiektywne. Ta gazeta słynie z tendencyjności niezleżnie od tematu tylko od zapotrzebowania( społecznego tym razem).Nic dodać nic ująć.
 
krzysiek (?)   2004.01.20 16:21
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Mineło już trochę czasu, więc chyba moge to napisać: to najlepszy tekst Tomasza Górskiego opublikowany na Innej Stronie! :-)
 
molterei   (niezalogowany)   2002.12.17 10:02
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
chciałbym tylko zwrócić uwagę, iż Milska będąc psychologiem nie reprezentuje poglądów całego środowiska polskich psychologów. świadczy o tym dobitnie artykuł dr Anny Lipowskiej-Teutsch, członkini Zarządu Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. jej nadesłany artykuł do Gazety Wyborczej nie został opublikowany (nie ma jak cenzura...) pojawił się kilka miesięcy poźniej w Ośce i jest dotępny on-line po adresem: http://www.oska.org.pl/wydarzenia/srodowiska08_02.html
 
TG   (niezalogowany)   2002.12.14 19:34
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Przyznaję się bez bicia, że nie mam refleksu. W podstawówce chłopaki nigdy nie stawiali mnie na bramce :-( Na swoje usprawiedliwienie mogę jednak powiedzieć, że tekst przeciw Milskiej wysłałem do GW trzy dni po artykule, a ostatnio zgadaliśmy się z panem red. nacz. IS (ukłony) na ten temat, więc skrobnęłem powyższy artykulik.
Myślę, że także gazeta gejowska nie ma obowiązku głosić jednej słusznej racji. Zaręczam jednak, że zwykły czytelnik pobieżniej przeczytał i słabiej odebrał głos pełen doskonale przemyślanych argumentów, niż głos który wali jak cepem i wzywa do ratowania dzieci oraz cywilizacji. Zestawianie ich już jest manipulacją. Co do spuszczania z tonu, to Milska odpowiedziała w swoim drugim tekście wspomnianej psycholog Bojarskiej-Nowaczyk, że "kompromituje jej zawód". Widziałem bardziej zbitych z tropu.
Nie wiem, dlaczego ludzie, którzy czytają GW mieliby się nie zgadzać z Milską, skoro zgadzają się z nią redaktorzy (nie napisali nic od siebie). Homofobia jest także produktem medialnego tabu i stronniczych artykułów, także GW, choć z pewnością są gorsi. Tych "mądrych, światłych i szlachetnych" heteryków nic nie zmusza do samokrytycyzmu ani działania. Może więc zamiast lukru i kadzenia troszeczkę prawdy. Prawdziwi przyjaciele powinni to znieść. A swoją drogą ciekawe, co mielibyśmy zrobić, żeby "zasłużyć" na ich wsparcie?
Jeśli zaś mówimy o taktyce, to nie zaszkodzi marchewkę pochlebstw uzupełnić o kijaszek demaskacji cynizmu i dwulicowości. W ten sposób możemy przemówić i do tyłka i do przodka strony. A doprawdy trudno mi sobie wyobrazić, żeby mogli nam uczynić Coś Gorszego Niż To Co (Nie) Robią Obecnie.
Ja co prawda tak samo "za długo żyję w tym homofobicznym kraju", ale z żółcią rzeczywiście trochę przesadziłem. Jeżeli Szanowna Redakcja (kłaniam się) jeszcze kiedykolwiek będzie mnie chciała publikować obiecuję uroczyście: nigdy więcej tyle żółci (tfu).
No i zgadzamy się prawie we wszystkim. :-)
 
tamarys   (niezalogowany)   2002.12.14 12:23
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Przeczytałem i mnie przytkało. Ktoś mi tu próbuje robić wodę z mózgu. Nie ulega wątpliwości, że Autor ma poważny problem, z którym długo się nosił, aby wreszcie go objawić światu. Tylko, że jego problem polega na tym, że ma trudności z odróżnianiem przyjaciół od wrogów. Kto jest zdaniem autora naszym przyjacielem - czy ten, kto nam serwuje tony lukru i wazeliny? A wrogiem jest każdy, kto nam za mało kadzi? Ja sam nie mam złudzeń co do Gazety Wyborczej, która jest moim zdaniem medium mocno dwulicowym, a gdy ma w czymś ważny dla siebie interes, to ani chwili nie waha się z perfidną manipulacją. Ale ten medal ma także i inne strony, czego Autor zaciekle nie chce widzieć. Bo akurat w przypadku dyskusji, która wywołała u Autora (cóż za refleks), taką furię Gazeta zrobiła dla nas generalnie dobrą robotę. Przykładem perfidii Gazety nie jest akurat ta dyskusja, ale na przykład sprawa tak zwanej "afery Teleranka", gdzie przy lwim udziale Gazety właśnie z błahostki wykreowano "aferę" o antyhomoseksualnym ostrzu, aby tym ostrzem odciąć, w przeddzień zbliżających się wyborów, głowę prorządowemu kierownictwu telewizji. Była to wyjątkowo grubymi nićmi szyta prowokacja, ale jakoś światła i nobliwa Gazeta się jej nie brzydziła - liczył się tylko cel. Wracając zaś do sprawy dyskusji. Śledziłem ją z zapartym tchem, ale wnioski wyniosłem całkowicie odmienne niż Autor. Przede wszystkim dla mnie osią całej dyskusji był mimo wszystko wspaniały artykuł Jacka Kochanowskiego, a nie obsesyjnie przywoływany przez Autora homofobiczny artykuł pani Milskiej. Cóż to za zarzut, że dopuszczono p. Milską do głosu? Czy Autor nie zauważył, że z założania miała to być dyskusja właśnie, a nie plenum KC PZPR? Czy dla Autora dyskusja jest tylko wtedy, gdy wszyscy dmuchają w tę samą trąbę? A gdy pojawia się adwersarz to już nie jest dyskusja - to skandal? Czy Autor nie zauważył, że Gazeta nie jest pismem gejowskim i nie ma obowiązku głosić jednej tylko, jedynie słusznej i tylko nam miłej racji? Czy autor nie pamięta, że homofobiczne poglądy natychmiast zostały skontrowane przez innych dyskutantów, chociażby przez inną pania psycholog z Gdańska, która nie zostawiła suchej nitki na bredniach i fobiach pani Milskiej? I czy pani Milska, zbita z tropu zmasowaną krytyką jej poglądów, nie spuściła z tonu w swojej replice i nie wycofała się niezręcznie z niektórych swoich sformułowań? Ja również wypowiedź pani Milskiej przyjąłem jako przykrą, bolesną, niesprawiedliwą i w ogóle oburzającą. Ale daleki jestem od tego, aby reagować na nią jak byk na czerwoną płachtę. Za długo żyję w tym homofobicznym kraju i poglądy takie jak pani Milskiej, a nawet o wiele bardziej skrajne, nie są dla mnie żadną nowością. Przez całą dobę z tym obcuję, w pracy, w domu, w telewizji i w autobusie, gdy przysłuchuję się rozmowom napakowanych młodzieńców i przyklejonych do nich ich seksownych lasek. Jak Autor w takim otoczeniu (w sondażach tylko 15% respondentów zgadza się nas tolerować, reszta podziela poglądy pani Milskiej)wyobraża sobie nasz lobbing i zyskiwanie sojuszników dla naszej sprawy spoza naszego getta? Jeśli mamy z niego kiedykolwiek wyjść to przecież nie zrobimy tego o własnych tylko siłach. Musimy mieć sprzymierzeńców wśród mądrych światłych i szlachetnych heteryków, którzy ujmą się za nami. Ale żeby tak się stało to najpierw to my musimy udowodnić, że na ich wsparcie zasługujemy, że również jesteśmy mądrzy, światli i szlachetni. A nie tylko oczekiwać, jak dziecko od matki, na bezwarunkową miłość. Wiem, że również marzeniem Autora jest to wszystko osiągnąć, ale, pardon, zabiera się do tego od tyłka strony. Bo na pewno nie zdobędziemy sympatii i poparcia, jeśli zamiast mocno zabiegać o sympatię tych, którzy się jeszcze wahają, ale już skłaniają w naszą stronę, będziemy toczyć pianę, wylewać żółć i przygważdżać do gleby naszą frustracją każdego, kto za rzadko nad nami cmoka.
 
M-k   (niezalogowany)   2002.12.14 0:38
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Wbrew pozorom nie trzeba się namęczyć. Jeśli redaktor nie zastanowił się wcześniej, nie poszukał informacji nt. "leczenia" homoseksualizmu, to wybór praktyka-terapeuty na eksperta mógł się wydać rozsądny. :(

A to oznacza, że automatycznie wybrano homofoba. Działają tu dwa mechanizmy [jak w NARTH]:
1. ktoś kto "leczy" GL nie uzna, że taka terapia jest bez sensu [bo z tego żyje; nawet jeśli wyniki są złe znajdą się następni frajerzy];
2. terapeuta spotyka tylko te osoby, dla których homoseksualizm jest problemem, prowadził do problemów lub towarzyszyły mu inne problemy. Dlatego ten obraz automatycznie jest negatywny, wypaczony.

Szkoda, że redaktor nie zwrócił się do psychologa [np. z Lambdy], który ma kontakty z GL, ale nie "leczy" ich, tylko pomaga im zaakceptować siebie i przezwyciężyć inne problemy. Obraz byłby zupełnie inny.
Marek
 
M-k   (niezalogowany)   2002.12.14 0:36
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Nie wiem jak działają redakcje, ale wyobrażam sobie, że zdefiniowanie obiektywizmu i "dobrej woli" jest trudne. Siedzi sobie taki redaktor, nie daj Boże katolik, i miałby nagle uznać się za mądrzejszego od papieża? A ta "teza anty-gejowska" nie była chyba sztuczną inicjatywą redaktorów GW. Wzięła się raczej z [zazwyczaj umiarkowanej] homofobii inteligencji i Kościoła [tak, "dziś jest lepiej": to nie zboczenie, tylko ... zranienie :( ].

Czy znasz przypadki rozsądnych artykułów np. szanowanych psychologów, których GW nie opublikowała z powodu z góry założonej tezy? Cóż, jeśli nikomu [poza Kochanowskim] nie chciało się napisać profesjonalnego tekstu...

Nie jestem szczęśliwy z powodu tonu dyskusji w GW. Ale po prostu nie liczyłem na nic więcej. I cieszę się, że temat w ogóle został poruszony.
Marek
 
antarex (42) Warszawa   2002.12.12 23:07
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Moim zdaniem na pierwszym miejscu była (nie w sensie chronologicznym, lecz w sensie ważności, eksponowania, zajawki na pierwszej stronie) homofobiczna wypowiedź pani M-W podpierająca się autorytetem psychologa. Pisze o tym powyżej w artykule Tomek, zresztą sam też obserwowałem tę dyskusję. Nieźle trzeba się namęczyć żeby znaleźć tak homofobicznego psychologa jak pani M-W, a wątpię żeby był to wybór przypadkowy. Dlatego uważam, że Gazeta Wyborcza przeszła na stronę homofobów. Oprócz Newsweeka nie mamy już w tym kraju przyjaciół w mediach
:-((
 
free   (niezalogowany)   2002.12.12 20:48
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
I co bylo Twoim zdaniem na pierwszym miejscu?
 
antarex (42) Warszawa   2002.12.12 15:50
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Samo "poruszanie tematu" gejów to żaden powód do chwały dla "Gazety Wybiórczej". Nasz temat w podobny sposób, co pani Milska-Wrzosińska poruszają w "Naszym dziennkiku" czy w Radiu Maryja.
Chodzi o to w jaki sposób się ten temat porusza: Czy na pierwszym miejscu prezentuje się brednie homofobów czy też obiektywne, naukowe poglądy.
 
strony:   1 2




Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie

Zaloguj Zaloguj
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu randka gej książki les gej lgbt

 
teraz wszystkich online: 406
Mamy już 78980 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.027 s.