Kino: Czas, który pozostał

W poszukiwaniu straconego sensu

powiększ

Romain (Melvil Poupaud) może zwierzyć się tylko
swojej babci (Jeanne Moreau), © Mars Distribution
W momencie pisania tej recenzji, najnowszy obraz francuskiego reżysera znika z repertuaru komercyjnych kin. Być może przyćmił go blask zapowiadanej już od ponad pół roku i obsypanej nagrodami "Tajemnicy Brokeback Mountain". Być może zaspał też dystrybutor filmu, który trochę "cichaczem" wpuścił film Ozona na ekrany polskich kin (nasze zapytanie o materiały prasowe pozostało bez odpowiedzi). A może to po prostu "wina" filmu, który sam w sobie jest cichy i wolny od sensacji. Krzysztof Tomasik określił "Tajemnicę Brokeback Mountain" mianem filmowego wydarzenia roku. Obraz Anga Lee jest bezsprzecznie wielkim wydarzeniem - zarówno filmowym jak i medialnym, jednak w tej pierwszej kategorii ma moim zdaniem poważnego rywala.

Romain (Melvil Poupaud) to przystojny 32-letni fotograf, który stoi u progu wielkiej kariery. Właśnie przygotowywuje się do sesji zdjęciowej dla magazynu "Vogue". Sława i duże pieniądze są już na wyciągnięcie ręki. Także życie osobiste układa się całkiem dobrze. Romain nie może się skarżyć na brak powodzenia u mężczyzn, choć jego aktualny związek powoli się wypala. Wszystko do czego dąży schodzi jednak na drugi plan, gdy podczas wizyty u lekarza dowiaduje się, że jest chory na raka. Specjalista nie daje mu dużych szans. Romain nie godzi się na chemoterapię i przyjmuje do wiadomości, że zostało mu tylko kilka miesięcy życia. Czas który mu pozostał, przeznacza na to, co w życiu naprawdę ważne...

Motyw człowieka, który dowiaduje się o swoim bliskim końcu nie jest szczególnie odkrywczy. To jednak nieistotne, ponieważ wszystko inne jest tu odkrywcze. Ozon nie koncentruje się na cierpieniu, unika scen budzących litość, rezygnuje prawie całkowicie z ukazywania fizycznego cierpienia, które w przypadku choroby nowotworowej jest przecież potworne. Film Ozona to portert człowieka, który z dnia na dzień musi na nowo zdefiniować swój system wartości. Główny bohater skutecznie zagłusza wszystkie swoje życiowe lęki pracą i zawrotnie szybkim tempem życia. Gdy wiadomość o zbliżającej się śmierci pozostawia go sam na sam ze sobą, musi stawić im czoła. "Nie jestem dobrym człowiekiem, proszę pani" - mówi przypadkowo poznanej kelnerce. Ta wypowiedź odzwierciedla samoocenę człowieka, który skutecznie wykluczył wszystkich, którzy mogliby skomplikować jego na pozór uporządkowane życie. Romain odczuwa wyraźnie brak bliskich, intensywnych relacji, choć tylko ten jeden raz bezpośrednio obwinia siebie. Problem emocjonalnego niespełnienia widoczny jest wyraźniej w rozmowie z ojcem, któremu zarzuca unikanie rozmów na temat uczuć oraz w scenie porzucenia (a raczej wyrzucenia) swojego dotychczasowego chłopaka, kiedy to zamiast opowiedzieć partnerowi o swojej chorobie, kończy ponad rok trwający związek krótkim "już cię nie kocham".

Film Ozona to bomba z opóźnionym zapłonem. "Czas, który pozostał" nie powoduje ataków histerii wśród widzów. Film trafia powoli, zajmuje przez długi czas ujawniając coraz to nowe aspekty. Prosta w zasadzie fabuła kryje w sobie rozważania na bardzo trudne tematy. Pierwszym z nich jest śmierć - temat trudny, bo nadal tabuizowany. Drugi aspekt to emocjonalna pustka, wypełniana banałami współczesnego życia. Mówienie o tym bez telenowelowej ckliwości wymaga ogromnej wrażliwości. Ozon, który sam jest gejem, zdaje się zadawać pytanie czy formuła gejowskiego życia: szczęście = piękni mężczyźni, kariera, kasa, high society i high life jest faktycznie zgodna z rzeczywistością. Dla bohatera jego filmu nie jest. Rewizja tej formuły odbywa się jednak bez nahalnego przemądrzania się z odpowiednią dozą wyrozumiałości: "Nie wiem, co mam robić... nie wiem co jest dobre" - Romain zwierza się swojej babci (wielka Jeanne Moreau!) - "Idź za instynktem" - odpowiada babcia, opowiadając jak po śmierci swojego męża opuściła swojego syna (ojca Romaina).

"Czas, który pozostał" nie jest lekkim, przyjemnym filmem na słoneczne niedzielne popołudnie. W każde inne dni bez ograniczeń go jednak polecam.

Radek Oliwa

"Czas, który pozostał" ("Le temps qui reste")
Francja 2005
Scenariusz i reżyseria: François Ozon
Występują: Melvil Poupaud, Jeanne Moreau, Valeria Bruni Tedeschi, Daniel Duval, Marie Riviere, Christian Sengewald
Dystrybucja: Gutek Film




 Filmy: 5x2 - układ prawie idealny

 Filmoteka IS - "Czas, który pozostał"

 Filmoteka IS - "8 kobiet"

 www.francois-ozon.com

artykuł IS
szukaj w hiacyncie
witryna WWW
e-mail
klip audio
klip video

podoba mi się nie podoba mi się
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.


garfield   (niezalogowany)   2006.03.19 0:48
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
a ja twierdze, ze ten film o wlos tylko nie przekracza granicy kiczu :-/ (choc plastycznie calkiem ladny, trzeba przyznac)
 
Narcyzek   (niezalogowany)   2006.03.16 14:14
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Mi podobał się najbardziej moment odejścia głównego bohatera no i może rozmowa z lekarzem oraz wspomnienia dzieciństwa, ale cała reszta - mimo iż temat poważny - była banalna... ale może właśnie o to chodzi, że cierpienie bliźniego jest banalne i niewidoczne...
 
nick   (niezalogowany)   2006.03.15 10:58
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
bardzo przecietny, najmniej udany film ozona
 
kml   (niezalogowany)   2006.03.14 20:16
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Nie wiem skąd się biorą zachwyty nad tym filmem. Albo po prostu nie umiem się zachwycać nad wszystkim co wyszło spod ręki geja.

Jest coś sztucznego w tym filmie (co nie pozwla ponieść się historii) może to też być moje złudznie. Najlepiej przekonać się osobiście. Pozdr
 
radek (37) Kraków   2006.03.14 16:01
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Problem w tym, że nie wszyscy, którzy lubią kino czytają "Wyborczą"
 
Walpurg   (niezalogowany)   2006.03.14 15:37
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Film miał dwie duże recenzje w piatkowej "Wyborczej" - kilka tygodni temu (w samej "Gazecie" i w w dodatku "Co jest grane"). Obie entuzjastyczne.
Informacja była chyba wystarczajaca - sam byłem na nim w krakowskim kinie "Pod Baranami" (na Rynku) i ludzi było całkiem sporo - w każdymr azie więcej niż na Tajemnicy Brokeback Mountain.

Też się dziwię, dlaczego środowisko filmu nie zauważyło. I szkoda, bo jest naprawdę świetny.
 




Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie

Zaloguj Zaloguj
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu randka gej książki les gej lgbt

 
teraz wszystkich online: 622
Mamy już 79013 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.02 s.