Koosie - Okruchy życiaOdcinek drugi: Znaleźne
-Mysiu, nie wiesz, gdzie położyłem wyciągi bankowe?
Jacek oderwał wzrok od monitora. Krzyś stał wsparty o framugę z pytającym wyrazem twarzy. Wyglądał ponętnie w długich bokserkach i popielatej bluzie. Jacek pomyślał, że za te nogi w grubych, wełnianych skarpetach oddałby cały świat. Od niedawna mógł się nimi cieszyć na co dzień i umiał to docenić. Z trudem oderwał wzrok od ideału.
-Ostatni raz widziałem cię z nimi w kuchni - stwierdził.
-I co z tego - westchnął Krzyś. - Tyle to i ja pamiętam. Chyba masz za dużą kuchnię, niestety... - znów westchnął zabawnie i obrócił się na pięcie.
-Nigdy tak o niej nie myślałem - uśmiechnął się Jacek. - Poza tym to nasza kuchnia - napomniał głośniej.
Postanowił zrobić krótką przerwę i ruszył śladem Krzysia. Skręcił, by zgasić światło w łazience, i zgarnął stos reklamówek z szafki w przedpokoju. Krzyś przeszukiwał w kuchni kolejne szuflady, niecierpliwie potrząsając czupryną.
-Nie tego przypadkiem szukasz? - podsunął mu wydruki.
-Aaaaaa... owszem. Podobno nie wiesz, gdzie są - Krzyś próbował odebrać papiery, jednak Jacek cofnął rękę.
-Nie tak szybko - pokręcił głową. - Gdybym ci powiedział od razu, nie mógłbym wystąpić o znaleźne.
-A występujesz? - w głosie Krzysia zabrzmiała wyraźna nadzieja. - Myślałem, że masz pilną robotę.
-Aż taka pilna nie jest - Jacek odłożył na bok ulotki i objął go wpół. - Zaczeka godzinkę...
Krzyś oparł głowę na jego ramieniu.
-To nierozsądne. Mister Pierdziuliński poczuje się rozczarowany twoją postawą. Zobaczysz, obetnie ci premię!
-Nie dowie się. Poza tym wszystko przez ciebie, na pewno by zrozumiał. Wystarczy spojrzeć... - wsunął dłonie pod krzysiową bluzę. - Wciąż mnie zadziwia, jaki jesteś gorący - wyszeptał mu do ucha.
-To jeszcze nic - Krzyś obrócił się wpół i polizał go po szyi. - Spróbuj niżej...
-Aż się boję.
Bał się naprawdę. "Takie historie się nie zdarzają", pomyślał nie po raz pierwszy. Zastanawiał się bez przerwy od ponad trzech miesięcy.
Poznali się w klubie, za sprawą Pi, który z przekąsem przedstawił Krzysia jako najgorętszy towar w mieście i okolicach. Cztery lata młodszy, przystojny w niemal uniwersalny sposób, po dwóch fakultetach, rozpoczynał błyskotliwą karierę w agencji reklamowej.
Pierwsze spotkania Jacek traktował niezobowiązująco: dawno nauczył się z dystansem podchodzić do nowych znajomości. Chadzali do kina, na imprezy, do restauracji. Krzyś żywił najwyraźniej coraz konkretniejsze zamiary, a gdy po kilku tygodniach zaproponował wspólny wypad w góry, Jacek zaniepokoił się nie na żarty. Dotąd musiał zabiegać o względy mężczyzn i przywykł do myśli, że żadnego nie utrzyma na dłużej. Tymczasem chłopak, o którym mógł tylko marzyć, najwyraźniej interesował się nim na serio. Po powrocie z Zakopanego oznajmił rodzicom, że znalazł mężczyznę swego życia, spakował się i przeprowadził.
Jak gdyby nigdy nic.
Co w nim widział? Jacek dobiegał trzydziestki, pracował w biurze rachunkowym, celebrował prawdziwie starokawalerskie nawyki. O swojej urodzie mawiał "szok'n'go", nie był wylewny i raczej nie gustował w życiu towarzyskim. Przyjaciele określali go pieszczotliwie mianem wyemancypowanego kołtuna. Czym mógł zaimponować komukolwiek? Czym zainteresował Krzysztofa?
-Boję się sparzyć - wyszeptał zagubiony.
-Nie ma powodu - usłyszał spokojny głos. - Daj rękę, poprowadzę...
Poprowadził. Pocałunek smakował gorzko aromatem popołudniowej kawy. Jacek kochał popołudniową kawę Krzysia.
Świergot telefonu zaskoczył ich na podłodze. Słuchawka leżała na blacie. Zastygli spleceni w oczekiwaniu na kolejny sygnał. Przeczekali także trzeci.
-Nie odbieraj - słowa Krzysia płynęły bezgłośnie z oddechem. - To na pewno Kasak. Nagra się.
-Nie o tej porze - pokręcił głową Jacek. - Poza tym zadzwoniłby na komórkę.
Aparat znów się odezwał. Jacek wyśliznął się spod Krzysia i sięgnął po omacku do góry.
-Słucham?
-No cześć, co porabiacie?
-Zgadnij - znacząco zawiesił głos.
-Czyżby to, co myślę...? - Robert zachłysnął się teatralnie.
-Owszem. - Jacek nie krył satysfakcji.
-Ups. Sorry. Nie wiedziałem.
-Nie mogłeś wiedzieć - stwierdził tonem, który mówił raczej "nie mogłeś trafić inaczej". Robert jakby usłyszał jego myśli.
-Ale mogłem przypuszczać - zachichotał. - Młodzi, świeżo sparowani... Jak wam się żyje na wspólnym gospodarstwie?
-Jak najlepiej - myśl o własnym szczęściu natychmiast nastroiła go lepiej. Spojrzał w dół na Krzysia, półnagiego, pośród rozrzuconej odzieży, z rękoma pod głową. "Kto to?", odczytał z ruchu warg. "Robert", odpowiedział, pochylił się i pocałował go w policzek.
- Powoli przestajemy się zadeptywać - powiedział wymijająco. Nie miał ochoty zbytnio się rozwodzić. - A co u ciebie? Nie odzywasz się jakoś ostatnio.
-Nie narzekam. Grudzień mnie wprawdzie nastraja jakoś zimowo, ale poza tym wszystko w porządku.
-A to już grudzień? - zdziwił się Jacek. - Nie zauważyłem...
Z rozrzewnieniem obserwował Krzysia, który wstał, zebrał rzeczy z podłogi i nastawił wodę. Przez chwilę studiował naklejki na puszkach z herbatą, a gdy dotarł do ulubionej, nasypał odpowiednią ilość do filtra i umieścił go w czajniczku.
-I co? - zapytał, ledwie Jacek odłożył słuchawkę.
-Umówiliśmy się pojutrze w mieście.
-Tyle słyszałem. Coś się stało? - usiadł na podłodze, oparł się o ścianę i przyciągnął Jacka do siebie.
-Nie wiem, chyba tak - stwierdził z wahaniem, moszcząc się między jego nogami. - Chociaż może to tylko wrażenie.
-Cóż, Robi miewa swoje nastroje...
-Okresowo. Idziemy wybierać jakieś meble.
-Przeprowadzają się? Remont?
Jacek pokręcił głową.
-Raczej potrzeba odmiany - powiedział.
Przeczucie podpowiadało mu, że Robert nie zadzwonił ot tak, żeby pogadać, ani nawet żeby się umówić. W jego głosie wychwycił dobrze znany rodzaj niepokoju, jednoznaczny sygnał, że coś jest nie w porządku. Czyżby pokłócił się z Jarkiem? Kolejna scysja z ojcem? Na odpowiedź przyjdzie zaczekać: zanim Robert dojrzeje do zwierzeń, minie zapewne przynajmniej kilka dni.
-Jak znam życie, Jarek jeszcze o niczym nie wie - roześmiał się Krzyś. - Roberto podejmuje najważniejsze decyzje...
-Niekoniecznie, Słonko - zadumał się Jacek. - Otóż niekoniecznie.
Krzyś myślał już o czym innym. Oplótł go ramionami i pocałował w kark.
-Pal sześć ich obu - wyszeptał - wiesz, na co mam ochotę?
Jacek zamknął oczy. Podbrzusze Krzysia niemal parzyło przez cienki materiał spodenek. Ciepło przenikało go na wskroś. Czuł się bezpiecznie.
-Na herbatę? - uśmiechnął się przekornie. - A praca?
Krzyś oderwał usta od jego ucha.
-Może poczekać - zamruczał. - Sam mówiłeś.
Czajnik elektryczny pstryknął. Świat znów przestał istnieć.
Koosie
Kolejny odcinek webnoweli pod tytułem "Okruchy życia" już za tydzień!

|
Marcin (niezalogowany)
2002.10.29 21:13
Fajna nowela!Podoba mi sie. A bajkowo moze byc-jak u mnie:)Mam nadzieje ze juz zawsze:-)
Anyx (niezalogowany)
2002.05.20 12:10
Ladne. Bardzo ladne. Juz dawno nie czytalem czegos tak... hmm... uroczego i optymistycznego. No, moze poza telefonem Roberta. Ach! ;-)~~
...ja chce jeszcze... :-)
Marcin Gaweł (niezalogowany)
2002.05.14 20:43
Wspaniale! Dlugo przyszlo mi czekac na nowe texty Koosiego. Felietony, choc w wydzwieku wciaz aktualne, InnaStrona publikowala z rocznym (albo i wiecej) poslzigiem. PIerwsze dwa odcinki webnoweli (fu-co za paskudne nazwa, koosiego webnowela? toz to nie cyber"klan"!) sa wymienite. To swietna gejowska proza. Czekam z niecierpliwoscia. Dziekuje, Koosie. Mam teraz wspanialy (dodatkowy) powod, by polubic poniedzialki. Brakuje takiego pisania. Oj, jak bardzo.
Pozdrawiam Marcin Gaweł
ps. Kiedy nowa publicystyka?
Tomek (niezalogowany)
2002.05.14 4:21
Luke: nie, nie chcialem napisac "zero penisów". Nie oczekiwalem po takim "serialu" scen tzw. erotycznych (no i dobrze - w koncu nie o to tu chodzi), oczekiwalem jednak, ze "serial" ten bedzie w stanie mnie zainteresowac... A to sie jak na razie nie udalo...
soren (niezalogowany)
2002.05.13 23:02
bardzo przyjemne, tylko troche niepokojące tym swoim bajkowym szczęściem.Nie wiem czy mam ochotę czytać takie rzeczy będąc samotnym, ale to już moja czysto osobista uwaga.
Luke (niezalogowany)
2002.05.13 18:24
a może chciałeś powiedzieć "zero penisów"? :-) Mi się podoba... też bez penisów.
Tomek (niezalogowany)
2002.05.13 17:44
zero fabuly, zero akcji, zero sensu... a jak na "webnowele" cotygodniowa, to i ilosc nie powala na kolana... Koosie niech sie lepiej zajmie normalnymi artykulami, a nie takim grafomanstwem...
|
|
|