Konkurs Tęczowe Pióro rozstrzygniętyNagrodzone opowiadanie: "Znikanie"
Uroczystość rozdania nagród laureatom Konkursu Literackiego o Nagrodę "Tęczowego Pióra" odbyła się 6 listopada 2002 roku w warszawskim biurze Senator RP, prof. Marii Szyszkowskiej podczas konferencji prasowej, organizowanej wspólnie przez Panią Senator, oraz Międzynarodowe Stowarzyszenie Gejów i Lesbijek na Rzecz Kultury w Polsce (ILGCN- Polska).
Prace nadesłane na konkurs zaskoczyły organizatorów i jury wysokim poziomem i ogromnym zaangażowaniem autorów. Senator Maria Szyszkowska, honorowa przewodnicząca jury powiedziała zebranym, że poza ogromną przyjemnością, jaką sprawiła jej lektura nadesłanych wierszy i opowiadań, miała też ogromny problem z wyłonieniem najlepszych. Praktycznie do ostatniej chwili nie było wiadomo, kto zajmie pierwsze miejsce, a różnica punktów, jaka dzieliła zwycięzców od laureatów drugich miejsc była bardzo niewielka.
W sumie na konkurs przysłano 35 prac, spełniających warunki formalne. Spośród nich jury postanowiło nagrodzić 4 osoby.
Pan Daniel Chlastawa, laureat Nagrody "Tęczowego Pióra" w kategorii poezji, oraz Pan Piotr Paweł Czyż, laureat wyróżnienia w tej samej kategorii i nagrody ufundowanej przez redakcję "Nowego Mena", odebrali nagrody rzeczowe i dyplomy z rąk Pani Senator. Niestety Pani Magdalena Fręś, laureatka Nagrody "Tęczowego Pióra" w kategorii prozy, oraz Alicja Marcinkowska, laureatka wyróżnienia i nagrody ufundowanej przez Ambasadora Kultury Polskiej przy ILGCN, nie mogły przybyć na uroczystość. Zgromadzeni dziennikarze i przyjaciele Pani Senator nagrodzili gorącymi oklaskami mocno wzruszonych laureatów. Szczególnie wzruszona była mama Daniela, która nie mogła uwierzyć, że jej syn zwyciężył w naszym konkursie. Podczas rozmowy członkowie Zarządu ILGCN - Polska zapewnili ją, że postarają się pomóc Danielowi w rozwijaniu i promocji jego niewątpliwego talentu.
ILGCN-Polska
Publikujemy opowiadanie, nagrodzone pierwszą nagrodą "Tęczowego Pióra" w dziale proza:
Magdalena Fręś: "Znikanie"
Przeszłam przez pokój pełen tańczących ludzi i przemknęłam do kuchni. Usiadłam na stołku w rogu i czekałam, aż serce zacznie mi bić w rytm muzyki, abym mogła się włączyć w rozgrzaną gromadę tańczących ciał. Wciągałam mocno brzuch, żeby wałeczki tłuszczu nie były widoczne pod obcisłą bluzką. Po chwili poczułam znajomy ból żołądka, który zawsze pojawiał się, kiedy spodnie wpijały mi się w talię. [MF1]Pomiędzy pustymi butelkami po winie, gęsto ustawionymi na stole, zobaczyłam parę smutnych oczu, patrzących na mnie z zainteresowaniem, a zaraz potem drugą, zadziorną parę ciemnych oczu, i uśmiech. Odgarnęłam butelki, żeby odkryć, że obie pary oczu należą do brązowowłosych chłopców, którzy trzymają się za ręce.
Nazywam się Marko Matetić. Urodziłem się 18 lipca 1971 roku w Nis, Serbia, była Jugosławia. Od dzieciństwa wiedziałem, że jestem inni niż moi rówieśnicy, którzy często mi dokuczali z powodu mojej wrażliwości i kruchości. Ponieważ pisałem wiersze i romantyczne historie, a nigdy nie miałem dziewczyny, rodzice zabrali mnie do Oliviery Bagić, psychiatry, którą zacząłem odwiedzać w lecie 1989 roku. Pani psychiatra, która cierpiała na homofobię jak reszta serbskiego społeczeństwa, postawiła diagnozę: homoseksualizm.
- Hej - zwróciłam się do nich. - Mam na imię Karolina. Przyszłam tu sama. Zacznijcie do mnie gadać, to się szybciej oswoję.
- Nie masz dziewczyny? - zapytał ten wyższy.
- Nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą i uniosłam brwi, w oczekiwaniu na wyjaśnienie lub dalszy ciąg pytania.
- To napij się - powiedział ten niższy, podając mi drinka zabarwionego na niebiesko.
Nazywam się Ivan Rukavina. Urodziłem się 16 czerwca, 1980 roku w Banjaluce, Bośnia i Hercegowina. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z tego, że jestem inny w wieku lat 7. Miałem 11 lat, kiedy rozpoczęła się wojna w byłej Jugosławii, Bośni i Hercegowinie. To był rok 1991. Miałem problemy z powodu mojego chorwackiego pochodzenia. A kiedy odkryłem, że jestem homoseksualny, zaczęły się inne, nowe problemy.
Poczułam dłoń na ramieniu.
- Kochanie moje, tak się cieszę, że przyszłaś. Zmieniłem pomysł na tę imprezę w ostatniej chwili i wysłałem do wszystkich wiadomość, że mile widziani są wszyscy, którzy chcą ujawnić swoją orientację seksualną, a jeszcze tego nie zrobili - powiedział Antonio, akompaniując sobie arystokratycznymi gestami.
- Nie sprawdzałam dzisiaj poczty - ucięłam. - To co ja tu, do cholery, robię, w mojej heteroseksualnej mniejszości?
- Wyluzuj się, kochanie, życie jest piękne, zwłaszcza po drugim drinku - powiedział Antonio, kołysząc biodrami i podając mi szklankę pełną płynu w kolorze różowym.
Zostałem zwerbowany do odbycia obowiązkowej służby wojskowej w Sarajewie w 1990 roku. Od samego początku w barakach "Slavisa Vajner Cica" byłem źle traktowany przez oficerów, którzy powiedzieli, że widać muszę być "pedziem", na co wskazywałoby moje zachowanie i moja wrażliwość.. Zostałem wybrany do najgorszej roboty, takiej jak czyszczenie toalet.
Westchnęłam i postanowiłam poszukać drugiego stołka zajętego przez kogoś, kto przyszedł sam. Obeszłam mieszkanie dwa razy. Wszyscy byli już co najmniej lekko wstawieni, rozmawiali w grupkach, obejmowali się, jakaś ruda dziewczyna śmiała się głośno, uderzając dłońmi w płaski, mocny, odsłonięty brzuch, z kolczykiem w pępku. Rozejrzałam się wokoło - wszyscy byli szczuplejsi ode mnie. I świetnie się bawili. Odmówiłam kolejnego drinka, bo wiedziałam, ile to paskudztwo ma kalorii. Kiedy wróciłam do mojego kąta, był już zajęty przez dwie pary ciemnych oczu.
- Ja mam na imię Marko, a to jest Ivan - przedstawili się w końcu. - Widzimy cię co rano, jak przebiegasz koło naszego domu.
- Och, jaki wstyd - uśmiechnęłam się. - Więc do tej pory zawsze widzieliście mnie z czerwoną twarzą i fatalną fryzurą.
W pierwszym tygodniu marca 1998 spotkałem w dyskotece chłopaka, Igora Zorića. Mój ojciec pobił mnie ciężko co najmniej siedem razy w 1998 i 1999 roku. Po raz pierwszy, kiedy rodzice dowiedzieli się o mnie i Igorze. Od tego czasu mój ojciec zrobił się podejrzliwy i nerwowy, co wyrażał w niekontrolowanej złości w postaci bicia mnie pasem i pięściami.
Jak tylko udało mi się wyciągnąć Antonia za rękaw z biblioteki, jakieś dwa dni później, zapytałam o ciemnooką parę. Po chwili zastanowienia Antonio odpowiedział, że to skomplikowana historia, że oni są tutaj w oczekiwaniu na emigrację do Kanady i że wybiera się do nich na kawę tego wieczora. Miałam do nich dołączyć zaraz po aerobiku. Tym razem na zajęciach po raz pierwszy założyłam krótkie spodenki zamiast legginsów i w czasie rozgrzewki zauważyłam, że mam dołeczki w udach. Okropne. Jak u kobiet z obrazów Rubensa. Wydałam się sobie potworna.
Żyłem pod ogromną presją ze strony rodziców, którzy chcieli, abym znalazł żonę i miał z nią dzieci. Moją reakcją była próba samobójcza w 1993 roku, kiedy połknąłem dużą ilość tabletek i zostałem odratowany w szpitalu w Nis. Byłem w desperacji i chciałem znaleźć kogoś bliskiego i przeprowadzić się do innego miasta.
Wróciłam do domu, rozebrałam się i stanęłam przed lustrem. Kasia wyjrzała ze swojego pokoju i spojrzała na mnie pytająco.
- Ale ja mam tłusty tyłek, co, nie? - spojrzałam na siebie krytycznie. - Jak to zrobić, żeby zniknął?
- A ja zawsze chciałam mieć duży biust i duży tyłek - powiedziała Kasia. - Nie narzekaj.
Moje nogi nabrały szczuplejszego kształtu od biegania, brzuch zrobił się płaski od ćwiczeń, ale tyłek nadal pozostał nieznośnie duży. Odmawiałam sobie słodyczy już od dłuższego czasu i nie słuchałam wołania żołądka, a tyłek wciąż pozostał taki sam.
- Dlaczego moje ciało mi to robi?! - pogroziłam sama sobie w lustrze.
- Dlaczego ty to robisz swojemu ciału? - powiedziała Kasia i wycofała się do swojego pokoju, gdzie mogła spokojnie zajmować się czytaniem i pogryzaniem herbatników w cichości swego szczupłego ciała.
Wyrzuciłam masło z lodówki.
Ponieważ nie miałem się dokąd zwrócić, zacząłem szukać kogoś bliskiego przez Internet. Spotkałem Marko w Sieci w sierpniu 1998 roku.
Spotkałem Ivana przez Internet w sierpniu 1998 roku i zakochałem się. Uciekłem z mojego miasta pod koniec marca 1999 roku i pojechałem do Prijedor, gdzie mieszkał Ivan i tam wynająłem dom za jego oszczędności. Po raz pierwszy spotkaliśmy się osobiście i to był początek naszego związku.
- Ruszać się, dziewczyny, raz, dwa, trzy, więcej energii! - krzyczała instruktorka aerobiku poprzez muzykę, która i tak zagłuszała wszystko oprócz rytmu mojej własnej krwi w uszach. Nauczyłam się już oddychać prawidłowo przy ćwiczeniach, wydech przy skłonie, wdech przy wymachu. Muzyka dała mi się ponieść ponad ból mięśni. Zauważyłam, że już nie musiałam zaciskać zębów przy drugiej serii ćwiczeń. Instruktorka też zauważyła regularność mojego oddechu i położyła mi dwa ciężarki na brzuchu, żeby nie było mi łatwiej. Zapominałam o całym świecie i myślałam tylko o pokonywaniu oporu własnego ciała, znikałam z codziennej rzeczywistości w bezpieczny świat przepływu własnej krwi, nad którym miałam kontrolę.
Moi rodzice mieli obsesję z powodu wcześniejszych wydarzeń, a poza tym byli paranoikami z natury, więc zaczęli mnie śledzić. 20 kwietnia 1999 roku ojciec śledził mnie, jak szedłem na randkę z Marko na przedmieściach miasta, gdzie obejmowaliśmy się od czasu do czasu. Ojciec zabrał mój paszport, prawo jazdy i inne dokumenty, wyzwał mnie i pobił. Przez następnych kilka dni rodzice nie pozwolili mi wychodzić z domu, zamknęli wszystkie drzwi na klucz i nie pozwolili mi używać telefonu i komputera.
Spędziłam z Antoniem wieczór w domu Marko i Ivana, którzy opowiedzieli mi swoją historię o paranoi i prześladowaniach z powodu ich miłości. Chcieliby zniknąć z rzeczywistości, która jeszcze niedawno ich otaczała. Rano Marko dołączył do mojego porannego biegu. Wyglądał na zmartwionego. Zatrzymałam się w połowie trasy, żeby go wysłuchać.
- I ty tak, cholera, biegasz przez te dwa mosty co rano bez odpoczynku? - zapytał przysiadając na murku.
- To tylko około trzy kilometry i zajmuje mi to około dwadzieścia pięć minut.
- Muszę schudnąć - wyznał Marko, który wyglądał na bardzo szczupłego. - Ivan poznał kogoś przez Internet, pewnie nie uważa mojego ciała za wystarczająco atrakcyjne.
- O czym ty mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- To musi zniknąć - powiedział, chwytając się za skórę na brzuchu. - Ja nie mam wyjścia. On mnie musi kochać. Oddałem mu wszystko, nawet swoją wolność.
- Nie płacz, bądź mężczyzną - zażartowałam.
- Widać z ciebie lepszy mężczyzna niż ze mnie - powiedział smutno. - Dlaczego ty nie masz dziewczyny? Jesteś taka ładna. Niejedna na pewno marzy o tym, by cię mieć w swoich ramionach.
Spojrzałam na niego z uwagą. Nie widziałam w jego oczach takiego podziwu, jaki kiedyś widziałam w oczach innych mężczyzn. Dla niego mogłabym w ogóle nie mieć ciała. Poczułam ciężar swoich pośladków i płacz ugrzązł mi w gardle. Moje ciało było ciężkie, za duże i niewygodne. Wbiegłam po schodach na most, a potem do domu, na piąte piętro.
16 maja 1999 roku spotkałem się z Marko w innej części miasta, aby mu opowiedzieć o tych wszystkich okropnych wydarzeniach. Marko przyniósł wiersze, które dla mnie napisał. Całowaliśmy się. Niestety, zauważyli nas policjanci z patrolu. Zostaliśmy zaaresztowani na posterunku Ministarstvo Unutrasnijih Poslova, Prijedor, przy ulicy Jovana Raskovica. Tam byliśmy przesłuchiwani i wyzywani. Policjanci zdjęli nasze odciski palców, zrobili zdjęcia z trzech stron i potem czytali wiersze Marko, śmiejąc się, spluwając i bijąc nas. Policjanci krzyczeli i wyzywali nas od pedziów, co pieprzą w dupę, bezwartościowych dupków, których powinni zabić. Niektórzy policjanci krzyczeli: "Mój syn zginął z powodu takich pedziów jak wy, przyszliście tu, żeby zniszczyć nasz kraj, wy gówno warci szpiedzy...". Byliśmy zastraszani i niektórzy z policjantów przysięgali na ich zmarłych braci, że zabiją nas, jak tylko nas jeszcze raz zobaczą. Mój ojciec przyjechał 17 maja, 1999, około 8 rano. On również nas straszył, mówił, że jeśli nas jeszcze raz zobaczy, to nas zabije i ze Marko powinien wrócić do Serbii.
Zadzwoniłam do Antonia.
- Nie mów im ani słowa o twoim ostatnim romansie z tym Serbem - powiedział Antonio. - Bo spanikują i już więcej ich nie zobaczysz. Jeżeli chcesz, żeby nadal byli twoimi przyjaciółmi, pozwól im myśleć tak, jak do tej pory. Że nie masz dziewczyny.
- To kogo oni wtedy będą lubić? - zapytałam.
Po wielu dniach przetrzymywania i ukradkowych telefonów udało mi się odnaleźć paszport i inne dokumenty. W tym czasie żyliśmy w takim stresie, że Markowi zesztywniała cała ręka, a ja cierpiałem z powodu ataków paniki i hiperwentylacji. Jak tylko odnalazłem dokumenty, spakowałem się i uciekłem z domu pod koniec lipca 1999, pomiędzy 28-ym a 31-szym.
Odwróciłam się do lustra z telefonem w ręce i spojrzałam na swoje nogi. Były zdecydowanie szczuplejsze. Odłożyłam słuchawkę i poszłam do ośrodka sportowego z dwoma litrami wody mineralnej na obiad pod pachą. Od jakiegoś czasu nie odczuwałam już głodu, ani bólu żołądka. W szatni dziewczyny przekomarzały się na temat różnic w ciężarze tkanki mięśniowej i tłuszczowej. Przerwałam ich dyskusję mówiąc, że ja nie widzę problemu, bo moja tkanka mięśniowa rozwija się pięknie pod tłuszczową. Dziewczyny przyznały mi rację i zaczęły na wyścigi napinać mięśnie ud tak, żeby były widoczne pod okrywającym je tłuszczykiem. W czasie ćwiczeń bardziej uważnie obserwowałam, jak pracują mięśnie nóg moich koleżanek i zauważyłam, że wiele z nas pociło się w pachwinach, tworząc mokrą plamę na spodenkach. Żadna jednak nie czuła się tym ograniczona. Byłam pewna, że byłoby inaczej, gdyby w grupie był choć jeden chłopak. Natychmiast przestałabym czuć się tak swobodnie w spoconej koszulce, z czerwoną twarzą i dwudniowym zarostem na łydkach.
Moi rodzice przyjechali do domu Marko z dwoma policjantami, którzy zaatakowali Marko, jak tylko otworzył drzwi. Kiedy usłyszałem głosy rodziców, uciekłem przez okno z tyłu domu, z pokoju na parterze, w którym policjanci znaleźli niezbite dowody rzeczowe, jakich używają geje. Zanim wydostałem się przez okno, zamknąłem drzwi na klucz. Te drzwi zostały wyważone przez moich rodziców i policjantów.
Późnym wieczorem zadzwonił telefon. Ivan płacząc, zapytał czy może przyjść i porozmawiać. Zanim zdążyłam z niego zdjąć najbardziej przemoczone od deszczu ubrania, dowiedziałam się, że pobił się z Marko. I że Marko głodził siebie i jego przez ostatnie kilka dni. Ugotowałam spaghetti, słuchając dalszej części opisu szału zazdrości. Zadzwoniłam do Antonia.
- Idź i sprawdź, czy ten drugi się nie powiesił. - powiedziałam. - Bo ten pierwszy siedzi u mnie z oczami zapadniętymi w głąb czaszki z głodu.
Dwie godziny później zadzwonił Antonio tylko po to, żeby przekazać słuchawkę Ivanowi. "Wrócę, jak nie będziesz mnie bił" - usłyszałam fragment rozmowy.
- Wracam - oznajmił Ivan. - Ale błagam cię, nie mów mu, że coś u ciebie jadłem.
Uścisnął mnie mocno, ale nie poczułam przepływu ciepła z jego ciała do mojego. Pewnie wydawałam mu się obrzydliwa. Nie dość, że byłam kobietą, to jeszcze byłam gruba.
Rodzice wrócili do domu w Prijedor. Policjanci zatrzymali nas w areszcie w Nis. Byliśmy przesłuchiwani przez czterech czy pięciu policjantów, którzy zadawali nam pytania: "Pedzie, lubicie być pedziami?", "Co by się stało, jakbym ci włożył tę pałkę w dupę, byłoby ci dobrze?", "Wy zboczeni kryminaliści, musicie mieć AIDS i chcecie zarazić innych zdrowych ludzi?". Bili nas po twarzy i walili pałkami gdzie popadnie, jeden z nich pluł na nas. Oficjalnie o nic nas nie oskarżono, ale powiedzieli, że najlepszym oskarżeniem dla nas jest strzał w tył głowy.
Było po drugiej w nocy, jak położyłam się spać, a o siódmej zadzwonił budzik. Byłam zmęczona i chciałam spać dalej, ale jak uniosłam kołdrę i spojrzałam na swój tłusty tyłek, zwlokłam się z łóżka, zawiązałam starannie adidasy i biegałam w lekkim porannym deszczu.
Na zajęciach z aerobiku instruktorka zamykała drzwi od środka. Żadna z nas się nie wstydziła, że miała celulitis albo wałeczki na brzuchu. Wszystkie robiłyśmy pokraczne wygibasy do rytmu albo i nie do rytmu.
- Ciekawe, że taka forma tortur jest nie tylko akceptowana, ale i pochwalana przez społeczeństwo - powiedziała Kasia.
- Chcesz być piękna, musisz cierpieć - wysyczałam pomiędzy jednym wejściem na step a drugim.
- Dla kogo ty chcesz być piękna? - rozłożyła szczupłe ręce Kasia. - Przecież twoim gejowskim przyjaciołom jest wszystko jedno, czy ważysz sto kilo, czy pięćdziesiąt.
- Jak zejdę do pięćdziesięciu kilogramów to przestanę się nad tym zastanawiać - uśmiechnęłam się.
- Tak, tak, wtedy znikną wszystkie twoje problemy - wydyszała sarkastycznie Kasia.
Dwa dni później rodzice nasłali mojego kuzyna, Tomislava Horvata, i jego kumpla o ksywie Dule, aby mnie zmusili do powrotu do domu. Tomislav zamknął się z Marko w pokoju, gdzie najpierw go wyzywał, a potem zaczął bić, przytknął mu nóż do gardła i pociął kilkakrotnie jego ręce. Kiedy usłyszałem płacz Marko i wołanie o pomoc, wyłamałem drzwi i kiedy starałem się obronić Marko, kuzyn mnie zaatakował.
W nocy, w drodze powrotnej z ubikacji, postanowiłam przymierzyć spódnicę, do której nie mieściłam się od lat. Pasowała. Spałam spokojnie do rana, a potem poszłam biegać, żeby nie stracić tego, co już osiągnęłam. Zjadłam kromkę chrupkiego pieczywa na śniadanie i cały dzień bolała mnie głowa. Popękały mi kąciki ust. Już nie pamiętałam, kiedy ostatni raz miałam okres. Ale jak wracałam do domu ubrana w moją wąską spódnicę, chłopak z budki z gazetami uśmiechnął się do mnie.
Uciekliśmy do Belgradu, gdzie znaleźliśmy stowarzyszenie gejów i lesbijek "Arkadija". Członkowie tego stowarzyszenia byli ofiarami ataków i prześladowań. 27 listopada 1999 spotkaliśmy założyciela "Arkadiji", Dejana Nebrigica. Poradził nam opuścić kraj tak szybko, jak to możliwe, ponieważ persekucja była zbyt poważna i życie gejów zagrożone. 29 grudnia 1999 roku Dejan Nebrigic został zamordowany.
Zyskałam więcej pewności siebie, zakładając dżinsy, które teraz były już wyraźnie za duże. Byłam z siebie dumna i byłam pewna, że wszyscy dokoła to zauważają. Już prawie zniknęłam, jeszcze trochę i będę mogła rozpocząć nowe, szczupłe życie. Jak zejdę do czterdziestu pięciu kilo, przestanę o tym myśleć.
Magdalena Fręś: Znikanie
"Tęczowe Pióro", pierwsza nagroda - proza

|

|
artykuł IS |

|
szukaj w hiacyncie |

|
witryna WWW |

|
e-mail |

|
klip audio |

|
klip video |
|

|
swietne opowiadanie. odebralem je jako porownanie ,kontrast swiata przesladowanych gayow i dziewczyny z wydawac by sie moglo blachym problemem. to co laczy wszystki te postacie to uparte dazenie do celu i osiagniecie go za wszelka cene za pomaca nawet drastycznie podejmowanych decyzji. wspaniale, poruszajace opowiadanie z waznym przeslaniem. siwetny scenariusz na film .gratuluje.
xxxx (niezalogowany)
2003.02.25 19:22
Kiedyś przeczytałam opowiadanie , którego autorem był pewien gej .Znalazł się on takim samym położeniu jak bohater powyższego opowiadania. Jego ojciec był delikatnie mówiąc prostym człowiekiem, który nie chciał przyjąć do wiadmomości , że jego syn jest,, inny".
Niestety to opowiadanie zostało napisane na podstawie prawdziwych przeżyć bohatera.
Nie mieści mi się w głowie , ze ludzie mogą być tak okrutni.
Paweł (niezalogowany)
2002.12.09 20:18
Bardzo inspirujące i ciekawe opowiadanie. Jest w nim wszystko to, czego brakowało mi w wierszach laureta Nagrody "Tęczowego Pióra" - Świerzość, niebanalność oraz szersze i bardziej krytyczne spojrzenie na rzeczywistość. Gratuluję.
khamir (niezalogowany)
2002.11.10 19:26
Bardzo poruszylo mnie to opowiadanie. Jestem hetero, ale zajmuje sie problematyka homosekusalizmu z punktu widzenia prawa i takie opowiadana rzucaja inne swiatlo na zycie homo i hetero. Stosunki homoseksualne byly niegdys karane przez prawo karne, obecnie nikomu sie nawet nie sni taka regulacja prawna, ale nienawisc pozostaje i wiele osob nie miala by nic przeciwko zagrozeniu kara takich zachowan. Odbiegam tu od spojrzen ze strony roznych religii, ale pewne sytuacje, opisane tu w artykule, sa karygodne,i to zachowanie innych powinno podlegac karze. Dzieki za ten arytkul.
|
|
|