Wielcy i niezapomniani: Wacław Niżyński

"Tańczyłem rzeczy straszne"

Wacław Niżyński stał się Bogiem w wieku 30 lat. Choć gdy pozna się jego życie, zaskakuje to, że zwariował tak późno. Świat, w którym żył, najnormalniejszego człowieka doprowadziłby do obłędu. A tymczasem on wcale nie był najnormalniejszy. Bardzo wrażliwy, niezwykle uzdolniony, całe życie rozdarty - pomiędzy dwiema narodowościami, dwiema orientacjami seksualnymi. Pomiędzy zaborczą żoną a zazdrosnym kochankiem, przeżywaniem tańca a tworzeniem choreografii, pomiędzy dwiema światowymi wojnami. Bóg tańca podziwiany przez miliony i zakładnik seksualny mecenasów sztuki. Wydawać by się mogło, że cały świat sprzysiągł się, by wpędzić go w chorobę. Udało się. W wieku 30 lat genialny tancerz, twórca nowoczesnego baletu ze szczytu sławy spadł w mrok szaleństwa. Schizofrenia okazała się wierniejsza od kochanków, rodziny, wielbicieli. Nigdy nie dała mu uciec.

(...) Zaraz po skończeniu szkoły przyjęto go do zespołu baletowego Teatru Maryjskiego. Pensję dostał niedużą, ale petersburski teatr był wówczas najlepszą sceną baletową świata. Niżyński szybko awansował na pierwszego tancerza. Niemal od razu zwrócił uwagę krytyki. I nie tylko jej. Po jednym z przedstawień dostał bilecik z zaproszeniem na mały raut. Podpisano - książę Paweł Dymitrowicz Lwow. To był pierwszy "opiekun" tancerza. Za towarzystwo i wdzięki Wacława wypłacał jego matce niewielkie kwoty. Niżyński wkroczył w świat nocnego życia Petersburga. Zamieszkał w apartamencie księcia, na przedstawienia przyjeżdżał saniami.

Przygoda z carskim baletem skończyła się jednak z dnia na dzień. Podczas występu w Paryżu na przedstawieniu "Giselle" 22-letni Wacław włożył zbyt odważny strój. A na widowni zasiadał car z małżonką. Trykotowe spodnie mocno opinały nogi i biodra tancerza, uwydatniając intymne szczegóły jego budowy. Car zamiast skupiać się na figurach tanecznych, analizował ubiór Niżyńskiego. Wacława zwolniono zaraz po spektaklu.

Ale tancerz nie cierpiał długo na bezrobocie. Prawie natychmiast zgłosił się do niego z propozycją pracy - i zmiany partnera życiowego - Siergiej Diagilew. 35-letni impresario założonego niedawno, a już odnoszącego sukcesy zespołu baletowego otoczył rozgoryczonego Niżyńskiego czułą opieką. Zajął się wszystkim: życiem osobistym, gażą, mieszkaniem, rolami. Nawet edukacją tancerza, która - trzeba przyznać - była mocno zaniedbana. Diagilew wysyłał go do teatru, muzeów, uczył literatury i sztuki. Wymagał. I odniósł sukces. Za cenę osobistej wolności Niżyński błyszczał na światowych scenach. Wnosił do baletu powiew nowości.

Do tego czasu rola tancerzy ograniczała się właściwie do bycia tłem i "podnośnikiem" dla tancerek. Niżyński ich uwolnił. Na niego, nie na jego sceniczne partnerki, kierowały się teraz reflektory. Szybko z odtwórcy wyrósł do roli choreografa. W 1912 roku na scenie paryskiego Théatre du Chatelet pojawił się w "Popołudniu fauna". Muzykę napisał specjalnie dla niego Claude Debussy. Gdy opadła kurtyna, równie głośno jak owacje podniosły się gwizdy oburzenia.

To był jednak dopiero początek. Rok później balet Diagilewa wystawił dwa przedstawienia z choreografią Niżyńskiego - "Gry" i "Święto wiosny". Nikt nie wiedział, co o tym myśleć. W pierwszym brakowało konfliktu dramaturgicznego, a pomysł oparto na grze w tenisa. Drugi spektakl to prawdziwy szok.

29 maja na widowni Théatre des Champs Elysées pobili się przeciwnicy i zwolennicy awangardowego widowiska. Wrzawa zagłuszała orkiestrę. Niżyński nie przerwał przedstawienia. By aktorzy mogli tańczyć, za kulisami wybijał im rytm. Kilka razy gaszono i zapalano światło. "W całym balecie nie ma ani jednego położenia ruchu, ani jednego położenia ciała, które świadczyłoby o gracji, lekkości, szlachetności, pięknie i wyrazistości tańca" - pisała krytyka. Tematem przedstawienia były pogańskie obrzędy prasłowiańskie, zmysłowość, prymitywizm.

Taniec na płaskich stopach z palcami zwróconymi do środka, bezwładne ręce, zaciśnięte pięści, zapadnięty tors. Ruchami tancerzy kierowała nie melodia, ale pulsujący, nerwowy rytm. Tego jeszcze nie było.

I potem właściwie też już nic nie było. Niżyński przestał kreować, zaczął teraz odtwarzać swoje dotychczasowe role. Coraz częściej objawiał cechy charakteru, które jak dotąd przypisywano raczej jego "gwiazdorstwu". Nadmiernie koncentrował się na krytyce własnej osoby, bał się odrzucenia i osamotnienia, nie umiał i nie chciał podejmować codziennych decyzji - zrzucał je na Diagilewa. Miał wybuchy histerii i gniewu, stawał się coraz bardziej wyobcowany. W kontaktach z artystami pokroju Strawińskiego, Debussy'ego, Cocteau czuł niedostatki swego wykształcenia. Mało kto wierzył, że wielki tancerz nie umiał nawet czytać nut!

Tymczasem opiekun przejął też rolę strażnika. Kontrolował jego życie, nie pozwalał mu opuszczać towarzystwa ludzi, których dla niego wybierał.

W 1913 roku zespół wyrusza na tournée po Ameryce Południowej. Diagilew, któremu Cyganka wywróżyła, że zginie na wielkiej wodzie, w obliczu długiej morskiej podróży został w domu. (Wiele lat potem zmarł w Wenecji...). Popłynęła za to tancerka, która miała zmienić życie Niżyńskiego. Romola (właściwie Romoalda) de Pulszky. Arystokratka węgierska, która niedawno dołączyła do zespołu, dawno była zakochana w Niżyńskim. Postanowiła wykorzystać okazję. Nie było to zresztą trudne. Kilka rozmów po francusku, w którym to języku Niżyński czuł się bardzo niepewnie, i bezwolny tancerz, jak pisze jego biografka, "pozwala Romoli ożenić siebie z nią".

Plotki rozchodzą się szybciej niż morskie fale. Diagilew oburzony takim brakiem lojalności ze strony swego pupila wysyła telegram: 'Balety Rosyjskie nie potrzebują już twoich usług. Nie próbuj się z nami spotykać". Impresario Wacława zostaje jego żona. W 1914 roku rodzi się pierwsza córka tancerza i wybucha I wojna światowa. Romola, Kira i Wacław Niżyńscy przebywają wtedy w Budapeszcie. Stosunki tancerza z teściową są tak złe, że "mamusia" nie waha się napisać donosu na policję: "Wacław Niżyński to rosyjski szpieg". Zostaje internowany. Jego stan psychiczny się pogarsza, bada go neurolog.

Po zwolnieniu z internowania, w czym pomaga Diagilew udobruchany przez kolejnego kochanka, Niżyński znów dostaje angaż w balecie. Razem z grupą Diagilewa wyrusza do USA. Potem były Hiszpania, Ameryka Południowa i ogromny stres. Niżyński nadal tańczy fenomenalnie, ale zaczyna zdradzać początki manii prześladowczej. Staje się burkliwy i podejrzliwy. Wpada w depresję.
(...) Ostatni raz Niżyński wystąpił publicznie 19 stycznia 1919 r. Przedstawienie pomogła mu przygotować żona, sądząc, że taniec go uleczy.

(...) Długo nie wychodził na scenę. Potem rozłożył na niej w kształt krzyża biały i czarny aksamit. Wystawił krzesło i blisko pół godziny patrzył na zahipnotyzowaną publiczność. Taniec, jaki wykonał potem, był czystym szaleństwem, które zawładnęło jego ciałem. Pokazywał wojnę i śmierć.

Tego wieczoru po powrocie do domu zaczął pisać. "Publiczność przyszła się bawić. Sądziła, że tańczę dla uciechy. Ja tańczyłem rzeczy straszne. Bali się mnie i dlatego myśleli, że chcę ich zabić. Nie chciałem nikogo zabijać. Kochałem wszystkich, ale mnie nikt nie kochał, dlatego się zdenerwowałem. Chciałem dalej tańczyć, ale Bóg mi rzekł: Dość! Zatrzymałem się".

To początek "Dziennika", który pisał bez przerwy przez sześć tygodni. Zapisał trzy zeszyty. Ich tematem miały być Życie, Śmierć i Uczucia. "Bóg jest ogniem w głowie. Żyję do czasu, dopóki mam ogień w głowie. Mój puls to trzęsienie ziemi. Jestem trzęsieniem ziemi". W marcu Romola zawiozła go do Zurychu do psychiatry. - Pani mąż jest nieuleczalnie chory. To schizofrenia - stwierdził.

(...) Umarł w 1950 roku w szpitalu w Londynie. Trzy lata później jego prochy zostały pochowane na cmentarzu Montmartre.

(Fragmenty artykułu Olgi Woźniak, opublikowane przez Przekrój 11.09.2003)





















 "Przekrój" w internecie

 Ulubione zawody gejów: Tancerz baletowy

 Różowa Lista

artykuł IS
szukaj w hiacyncie
witryna WWW
e-mail
klip audio
klip video

podoba mi się nie podoba mi się
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.


matti   (niezalogowany)   2006.11.16 23:31
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Piotr Tomaszuk ze swoimi aktorami sięgnął po postać Niżyńskiego by pokazać czym jest szaleństwo, że jest ono granicą dzielącą Boga i Człowieka - "BóG NiżyńskI" - Wierszalin - polecam.
 




Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie

Zaloguj Zaloguj
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu randka gej książki les gej lgbt

 
teraz wszystkich online: 654
Mamy już 79016 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.022 s.