
Maria Rodziewiczówna
- Krzysztof Tomasik -
Trudno dziś oceniać odziaływanie twórczości Marii Rodziewiczówny. Z jednej strony pozostaje pisarką anachroniczną i niemal zapomnianą, z drugiej wciąż silne jest wspomnienie jej niezwykłej popularności, w docieraniu i zdobywaniu uwielbiania u masowej publiczności lepszy był chyba tylko Sienkiewicz. Jednocześnie zaczyna się pojawiać zainteresowanie Rodziewiczówną w akademickich kręgach gender i queer studies, gdzie posiłkując się wiedzą o życiu prywatnym pisarki odkrywa się drugie i trzecie dno jej z pozoru konwencjonalnych powieści.
Maria Rodziewiczówna urodziła się w majątku Pieniuha koło Grodna 3 lutego 1864 r. To najbardziej prawdopodobna data, choć rozpowszechniona jest też inna - 2 lutego 1863. Jej dziecińswo zostało silnie związane z powstaniem styczniowym. W wyniku represji rodziców zesłano na Syberię, dziewczynką i jej rodzeństwem zajęli się dziadkowie, potem krewna - Karolina Skirmuntowa. Powrót matki i ojca po siedmiu latach wiązał się z przeprowadzką do Warszawy, a potem odziedziczonego majątku Hruszowa na Polesiu. Z tym miejscem Maria związana będzie już niemal do śmierci.
Po śmierci ojca 17-letnia zaledwie Rodziewiczówna postanawia spłacić siostrę, brata i samodzielnie zacząć prowadzić rodzinne gospodrstwo. Jednocześnie próbuje pisać, zadebiutuje nowelką "Gama uczuć" drukowaną w 1882 r. w "Dzienniku Anonsowym". Cztery lata później w prowadzonym przez Marię Konopnicką "Świcie" pojawi się w odcinkach powieść "Straszny Dziadunio", która zdobyła wyróżnienie w konkursie pisma. Kolejna - "Dewajtis" otrzyma II nagrodę "Kuriera Warszawskiego". Potem ukażą się następne, wyczekiwane i masowo kupowane, będzie ich razem kiladziesiąt. Jednocześnie Rodziewiczówna nie zaniedbuje swojego gospodarstwa, jest silnie związana z Kościołem katolickim, udziela się społecznie, od 1906 r. była działaczką Koła Zjednocznych Ziemianek, a od 1907 redagowała pismo "Ziemianka".
Do tego trzeba dodać tragiczne perypetie ostatnich chwil w czasie wojny i już można mieć dobre wyobrażenie w jaki sposób przedstawia się życiorys Rodziewiczówny w biografiach i leksykonach, modelowym wręcz przykładem są dwie książki poświęcone pisarce autorstwa Jana Głuszeni i wspomnienia jej przyjaciółki - Jadwigi Skirmunttówny "Pani na Hruszowej". Nie ma tam miejsca na pytania, wątpliwości czy działania nie przystające do wypracowanego wyobrażenia, a niewygodne kwestie zostają przemilczane. O ile można zrozumieć takie działanie u Skirmunttówny, która prawdopodobnie w ten sposób ukrywała własne uczucia, o tyle biorący wszystko za dobrą monetę biograf jest nie tylko mało wiarygodny, ale wręcz śmieszny.
A życie Rodziewiczówny nie było tak banalne jak by się mogło wydawać, a na pewno odbiegało znaczenie od schematu epoki. Już jako nastolatka miała stwierdzić kategorycznie, że nie wyjdzie za mąż. Trudno powiedzieć czy to oświadczenie to efekt przekory czy tak wczesnej świadomości na temat własnych pragnień, być może już wówczas wymyśliła dla siebie alternatywny model życia. Zdecydowanie wyróżniała się także wyglądem: wysoka, "dobrze zbudowana", z orlim nosem, włosami obciętymi na jeża i w męskim stroju bardziej przypominała opisywanych w swoich powieściach paniczów niż ich ukochane. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że na przełomie XIX i XX wieku ciągle bardzo silnie przestrzegano obowiązku noszenia stroju przypisanego danej płci, jeszcze w 1907 r. poetka Maria Komornicka, która ścięła włosy i spaliła sukienkę została uznana za obłąkaną i oddana do zakładu dla psychicznie chorych.
Rodziewiczówna, świadomie lub nie, wykorzystała sytuację Polek, które dzięki nieobecności mężczyzn (powstania i zsyłki) osiągnęły dość silną pozycję w społeczenstwie często przejmując na siebie tradycyjnie męskie obwiązki, np. prowadzenie gospodarstwa. Wiązało się to oczywiście z obowiązkami, ale niosło ze sobą możliwość samostanowienia i pieniądze, a więc swobody o których kobiety z Europy Zachodniej mogły tylko pomarzyć. W efekcie pisarka mogła nie tylko zrezygnować z wychodzenia za mąż, ale także wybrać wspólne życie z kobietą. Majątek zresztą zawsze pełny będzie mieszających w nim kobiet, początkowo oprócz Marii była to matka, babka i siostra, potem przyjaciółki i partnerki właścicielki. Jedną z nich jest Helena Weychert, także działaczka Stworzyszenia Ziemianek. Określa się ją, podobnie jak Rodziewiczównę jako "męski typ", będąc córka ziemianina zaprowadziła zmiany w gospodarstwie, wprowadziła płodozmian i zaleciła kopanie nawadniających rowów, jednocześnie wyrzeźbiła meble i uruchomiła nieczynną gorzelenię, co znaczenie poprawiło przychody majątku.
Weychert mieszkała w Hruszowej kilka lat, potem przeprowadziła się do kupionego wspólnie z pisarką mieszkania na Brackiej, razem nabyły także niewielką posiadłośc koło Falenicy nazywaną "Wyraj". W 1919 r. miejsce Weychert w gospodarstwie Rodziewiczówny zajęła daleka kuzynka autorki "Wrzosu" - Jadwiga Skirmunttówna, która będzie tam przez następne 20 lat. Skirmunttówna była przeciwieństwem Weychert, ale także pisarki - młodsza od niej o jedenaście lat, drobna blondynka o delikatnych rysach. Razem musiały stanowić parę, która kilkadziesiąt lat później w środowisku lesbijek zostanie przedstawione jako model: butch/femme. Sama Skirmunttówna w tej sposób opisywała podział obowiązków:
"Rodziewiczówna chciała, żebym od razu miała bardzo wyraźne stanowisko pani domu, objęłam wiec po trochę i coraz bardziej wszystko, co się z tym stanowiskiem łączyło: dom i gospodarstwo kobiece; ona sobie zostawiła interesy i męską część gospodarstwa."
Z czasem w życiu Rodziewiczówny ustalił się podział, trzy miesiące zimowe spędzała z Heleną Weychert w Warszawie, pozostały czas w Hruszowej z Jadwigą Skirmunttówną. Dodać do tego trzeba, że obie panie za sobą nie przepadały, w jednym z listów pisarka informuje, że wyjazd Heleny "jest konieczny... wobec jej idiosynkrazji na punkcie p. Skirmuntt..."
Większość utworów Rodziewiczówny powstało, gdy Polska była jeszcze pod zaborami, nic więc dziwnego, że głównym tematem moralizatorskich powieści pozostaje przede wszystkim walka o uratowanie majątku ziemskiego przed obcymi, choćby kosztem osobistego szczęścia, co automatycznie wiąże się z zachowaniem języka, kultury i religii. Jednak w kręgu zainteresować pisarki była też emancypacja kobiet. Zresztą Stowarzyszenie Ziemianek, którym kierowała wspólnie z Weychert za cel stawiało sobie podniesienie statusu ekonomicznego, kulturalnego o zawodowego kobiet wiejskich. Dała temu wyraz także w książkach, Grażyna Borowska opisująca jej pisarstwo zauważa:
"Niezwykłą postać kobiecą stworzyła pisarka w powieści 'Kądziel' (1899); bohaterka tego utworu dźwiga brzemię obowiązków domowych, na swój sposób tyranizuje rodzinę, trzymając wszystko żelazną reką, wymagajac od otoczenia pracy i wysiłki. Świat stworzony w 'Kądzieli' to republika kobiet, mocny wariant rzeczywistości, zbudowany bez udziału mężczyzn."
Do innych ciekawych wniosków doszła Barbata Szargot w tekście "Bez sentymentów", gdzie udowodniła, że wbrew pozorom powieści Rodziewiczówny nie były romansami w pełnym tego słowa znaczeniu, gdyż miłość tam przedstawiona nie stanowiła nadrzędnej wartości, niemal zawsze osiągano ją właściwie siłą woli, nie trzeba było pokonywać także żadnych przeszkód, które stają na drodze, klęskę ponoszą raczej ci, którzy sprzeciwiają się rodzinie i tradycji. Wnioski są zaskakujące:
"para sentymentalnych kochanków powinna skupiać się na miłości, tymczasem w utworach autorki 'Wrzosu' wartością główną bywają peniadzę. Bohaterowie nieustannie je liczą. Widać to już w 'Dewajtisie', gdzie główną przeszkodą w osiągnięciu szczęścia przez parę bohaterów stanowią pieniądze heroiny (oraz obawa, 'co ludzie powiedzą'). Nie są to przeszkody tworzone przez otoczenie, lecz uwewnętrzniony problem samych bohaterów."
To zresztą nie jedyne odkrycia jakie są możliwe przy okazji badania życia i twórczości Marii Rodziewiczówny, wciąż czeka ona na biografię, która spróbowałaby ogarnąć ten fenonem, a przy okazji odpowiedzieć na kilka pytań. Na zgłebienie czeka choćby okres dwudziestolecia międzywojennego, kiedy ta tak płodna wcześniej pisarka niewiele tworzyła, wielu myślało nawet, że już nie żyje. Regres widoczny jest także w jej poglądach, staje się anachroniczną czcicielką wyidealizowanego wizerunku Polski, zbliża się do kregów skrajnej prawicy. Znane jest jej operowanie pojęciem "rządu w Polsce", co przypomina dzisiejsze określanie "parasa polskojęzyczna" używane przez "Nasz Dziennik". Zresztą te skojarzenia nie są przypadkowe, w Hruszowej odbywały się spotkania Obozu Wielkiej Polski, bywał też Jędrzej Giertych, dziadek obecnego ministra edukacji.
A jednak nic nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać, nawet pozornie nie podlegający dyskusji silny związek z katolicyzmem. Podczas podróży po Włoszech Maria Konopnicka pisała do syna 13 III 1910 r.:
"Jest Rodziewiczówna, ale nie mieszka w Nicei, tylko Monte Carlo. Dwa razy przyjeżdżała już mnie odwiedzić. Zupełnie teraz przejęta buddyzmem - i to jako wyznawczyni gorąca. I ja odnoszę się do buddyzmu sympatycznie, ale jako do systemu filozoficznego. [...] Ona zaś jako do religii. Należy do warszawskiej loży buddystów i pisze powieść Atma, co znaczy po sanskrycku: dusza; treść powieści dotyczy przechodzenia z żywota w żywot dusz ludzkich. Niedawno właśnie odprawiała buddyjski post. [...] Z tej gorliwej klerykałki - co się zrobiło. Co prawda to też klerykałka, tylko buddyjska."
Nic nie jest więc oczywiste, a wiedza o Rodziewiczównie wciąż pozostaje do zebrania i opisania. Jej biografia zawierać powinna liczne fotografie, w jej przypadku mają one czasem większą moc wywrotową niż sam tekst. Była w końcu największą lesbijką typu butch w historii polskiej literatury.