
George Michael
Radosna wiadomość dla wszystkich wielbicieli George'a Michaela: w poniedziałek piętnastego marca 2004 ukazała się na rynku jego nowa płyta "Patience". Słowo to znaczy "cierpliwość" i jest doskonałą aluzją do kilkuletniej przerwy twórczej artysty. Kampanii promocyjnej towarzyszyła - jak zwykle - fala plotek, domysłów i dziennikarskich kaczek. Pisano, że piosenkarz postanowił zakończyć karierę a "Patience" jest jego pożegnalnym prezentem dla fanów, że płytę będzie można legalnie za darmo ściągnąć z internetu w zamian za dobrowolny datek na cele dobroczynne. Cytowano też jego wypowiedzi z przeróżnych wywiadów. W jednym z nich powiedział, że z powodu jego zaangażowania politycznego uważany jest w USA za "gejowskiego komunistę".
Ci, którzy lubią muzykę George'a Michaela będą nową płytą zachwyceni. Czterdziestoletni piosenkarz bez ogródek przyznaje, że przez dłuższy okres cierpiał na niemoc twórczą. O jej przyczynach mówił bardzo otwarcie w wywiadzie dla niemieckiej gazety Berliner Morgenpost, którego treść przytaczamy:
BM: Procesowałeś się i zrywałeś kontrakty z wytwórniami fonograficznymi a teraz związałeś się ponownie z koncernem Sony, pod którego marką ukazała się najnowsza płyta. Po co ci to wszystko było?
George Michael: Wiem, wiem. Poszedłem po linii najmniejszego oporu. Powiedziałem sobie: mam was wszystkich gdzieś. Ale z drugiej strony wiem, że mam zobowiązania wobec milionów moich fanów, którzy dochowali mi wierności, pomimo iż ostatnio moja muzyka tylko rzadko była grana w radiu. Teraz mówię im - witajcie ponownie, zobaczcie, co u mnie słychać. To właśnie dla tych ludzi tak długo pracowałem nad moją nową płytą.
BM: Pięć lat!
GM: Jeśli liczyć od chwili ukazania się ostatniego albumu to nawet osiem lat. Co daje dwie piosenki rocznie. Przez dwadzieścia dwa lata mojej kariery opublikowałem tylko sześć płyt. A jednak w Wielkiej Brytanii zostałem wyróżniony jako artysta, którego piosenki najczęściej pojawiały się w radiowych audycjach muzycznych w ostatnich dwudziestu latach. I to pomimo iż długo mieszkałem w Stanach Zjednoczonych.
BM: W USA nie mogłoby się to zdarzyć.
GM: Rozdział pod tytułem Ameryka jest dla mnie zamknięty. Tam nie można odnieść sukcesu jeśli się nie jest ciągle obecny w mediach. A może sądzicie że miałem problemy w związku z aresztowaniem w męskiej toalecie?
BM: Raczej ze względu na krytykę polityki prezydenta George W. Busha.
GM: A dlaczego miałem sobie nakładać kaganiec? Swoją drogą jestem zdumiony, że właśnie amerykańskie firmy biły się o współpracę ze mną. Myślałem że mają mnie za gejowskiego komunistę. Inna sprawa, że w amerykańskich mediach prawie wcale o mnie nie mówiono. Wiele rozgłośni umieściło mnie na czarnej liście.
BM: Z powodu tego aresztowania w męskiej toalecie?
GM: Nieeee. Na czarną listę wsadził mnie Tommy Mottola.
BM: Tommy Mottola był szefem koncernu Sony w czasie, gdy prowadziłeś przeciwko niemu proces. A jednak album "Patience" ukazuje się właśnie w Sony. Dlaczego?
GM: Powiedzmy to tak: od czasu tego procesu moja muzyka nie była grana w radiu. Tommy Mottola był przez wiele lat najpotężniejszą postacią przemysłu muzycznego. Ale już go nie ma. Jasne, że nie mam żadnych złudzeń co do czterech największych firm fonograficznych. Ale Sony zaproponował mu najlepsze warunki. Naprawdę chcieli współpracy. I za tę współpracę zaoferowali mi nieprzyzwoicie dużą furę pieniędzy.
BM: A gdzie zasady? Cztery lata zmarnowane w salach sądowych.
GM: Gdybym się nie procesował, musiałbym zgodnie z kontraktem dostarczyć jeszcze cztery albumy. I nie miałbym żadnej kontroli nad artystyczną jakością moich produkcji. A o tym, że nie jestem szczególnie szybki i płodny to już mówiliśmy.
BM: Wolisz imprezować zamiast pracować?
GM: Będę szczery: przez wszystkie te lata siedziałem w studio i próbowałem rozpaczliwie zrobić płytę, ale nic mi nie wychodziło. Do tego wszystkiego wpadłem w depresję po śmierci mojej mamy. Dlatego sądzę, że to aresztowanie w toalecie sam podświadomie sprowokowałem. Z dwóch powodów. Po pierwsze - tak byłem zajęty karierą że nie miałem czasu na żal i smutek po stracie matki, a po drugie - byłem wściekły na ludzi którzy zarzucali mi że nie chcę się przyznać do tego że jestem gejem. A właśnie im nie chciałem tego powiedzieć. I dlatego dałem się aresztować.
BM: I co? Pomogło?
GM: To był taki efekt: Niech się dzieje co chce! Albo: No i co? Mieliście wszyscy rację. O! Co za niespodzianka! Szokujące!!! Przyznaję: nigdy nie chciałem spektakularnego wyoutowania. Ale wszystko to, co się stało, dało mi kilka miesięcy oddechu, energii do walki o siebie samego. A potem wpadłem ponownie w depresję.
BM: A jeszcze potem zmarł Twój przyjaciel Anselmo.
GM: Czułem się zupełnie pusty, nie wiedziałem, o czym mam pisać. Straciłem wiarę, duchowość. Byłem przepełniony gniewem i strachem przed jeszcze straszniejszymi rzeczami, które mogą mi się przydarzyć. Harowałem do upadłego a wszyscy myśleli, że jestem królem życia.
BM: Tymczasem świat się zmienił w szybkim tempie.
GM: I to jak! Wojny, zbrodnie, kontrola nad mediami przez koncern Ruperta Murdocha, potem jedenasty września no i wojna w Iraku. Urzeczywistniło się wszystko, czego się obawiałem. Tego było już za wiele. W takiej sytuacji nie można po prostu usiąść i pisać piosenek o uczuciach i miłości!
BM: No, ale napisałeś "Shoot The Dog", song w którym brytyjski premier Tony Blair jest pieskiem prezydenta Busha.
GM: To mi pomogło. Odzyskałem energię. Pomimo że tłukli we mnie jak w worek treningowy. Ale wideo do tej piosenki bardzo mi się podobało. Było zabawne.
BM: Jesteś dumny z tego, że jesteś Brytyjczykiem?
GM: Chyba tak...Pomimo że nie mam wielu powodów...
BM: I pomimo że muzyka grupy Wham była oprawą dla epoki pani Thatcher?
GM: Chyba nie mówicie tego poważnie? Słońce, Ibiza, opalone ciała mają być ilustracją thatcheryzmu? Byliśmy wtedy dwoma chłopakami, potomkami imigrantów w pierwszym i drugim pokoleniu, którzy odnieśli sukces. Byliśmy młodzi i bogaci. Ale sukces w branży muzycznej nie oznacza automatycznie prawicowych poglądów politycznych. Już od pierwszego dnia dystansowaliśmy się od polityki pani Thatcher. Graliśmy koncerty dla strajkujących górników.
BM: A niedawno przyjąłeś zaproszenie na obiad u premiera Tony Blaira. Nie będziesz już u niego bywał?
GM: Jeszcze z nim nie skończyłem. Cierpliwości.
Opracował: Tomek Juszkowski