Świetny tekst :] ukazuje śmieszną rzeczywistość :>
W sumie za każdym razem gdy pojawiałam się w klubach dla homo/hetero mogłam zaobserwować takie sytuacje- ach, jedna wielka rozpusta x3 dla spragnionych wrażeń i przygód raj na ziemi :]
W sumie za każdym razem gdy pojawiałam się w klubach dla homo/hetero mogłam zaobserwować takie sytuacje- ach, jedna wielka rozpusta x3 dla spragnionych wrażeń i przygód raj na ziemi :]
Kurcze niezle , hehe faktycznie wydawało mi się że u gejów to taka norma , a tu napalone kobiety też bywają z myślą . Hmmm opis akcji w klubie dla heteryków , bomobowy - masakra !
Wydawało mi się, że tylko u gejów tak jest. W pewnej mierze na pewno wynika to z nieumiejętnego posługiwania się alkoholem. Ale wydaj mi się, że na tym polega dojrzałość - żeby umeć używać wszystkiego ale z zastosowaniem jakiegoś umiaru
gdyby to nie byl komp powiedziala bym "cudowne lekkie piuro" uwielbiam czytac a Twoje artykuly sa swietne :D swieta racja kobiety uapdaja ale istnieja i porzadne nie ma co sie zamartwiac. Nadzieja umiera ostatnia...
Ps. myslalas o pisaniu ksiazki?:D:D
Ps. myslalas o pisaniu ksiazki?:D:D
Jako że uniwersalna obiektywność jest mitem, różne zjawiska można opisywać jedynie z bardziej lub mniej subiektywnej perspektywy. Bardziej subiektywny punkt widzenia to przedstawienie jedynie swoich wrażeń, przemyśleń i wniosków. Mniej subiektywna a zarazem próbująca zmierzać do tzw. obiektywności perspektywa to starania ujęcia czegoś na poziomie bardziej ogólnym, wychodzącym poza sferę jedynie indywidualnego spojrzenia, które wiążą się zawsze z jakimś redukcjonizmem. Kartezjański czysty rozum, boski punkt widzenia, spojrzenie znikąd nie istnieją. Dlatego jeżeli ktoś stara się opisać jakiś aspekt życia, zawsze robi to z jednej strony ze swojego punktu widzenia, odnosząc się jednak do kontekstu, w którym się znajduje i do zaplecza w postaci nabytej wiedzy. Najważniejsze by nie rościć sobie prawa do ogólnej, naturalnej czy jedynej prawdy.
Moje spostrzeżenia, które - wydaje mi się - można przenieść na bardziej ogólny poziom: Z kulturą wysoką, czyli elitarną, nigdy nie było tak, że była ona powszechnie dyskutowana, ponieważ nie była każdemu dostępna. Dlatego możliwość rozmawiania o Da Vincim mieli tylko stosunkowo nieliczni, którym umożliwiały to: przywilej pobierania edukacji, materialne zaplecze, miejsce i kontekst urodzenia, zdolności intelektualne, czas życia i jego warunki, charakter rodziny i jej środowiska (rodziny robotnicze, wiejskie a arystokracja, intelektualiści). Z tego powodu knajp, w których prowadziło się wysublimowane dyskusje było zawsze mniej i ludzi w nich bawiących było mniej. Do dziś granice pomiędzy grupami społecznymi uległy przemieszczeniom i pozornie do kultury wyższej dostęp ma więcej ludzi. Ale zasadniczo kontekst życia, warunki i możliwości decydują o tym, kto może znaleźć się w elitarnym gronie. Struktura społeczna pozwala na to w dalszym ciągu tylko nielicznym.
Poza tym kultura mainstreamowa, i cały spektakl społeczny tego systemu (jak to określał Debord w Społeczeństwie spektaklu) sprowadza wszelką kulturę duchową do poziomu towaru, zysku i kiczu. Wystarczy obejrzeć telewizję publiczną - już nie wspominając o komercyjnych kanałach - programy na vivie, mtv czy forfuntv, aby przekonać się do czego ogranicza się główny nurt. Imprezy masowe, duże koncerty, juwenalia mają podobny charakter. Edukacja podstawowa, średnia, a często nawet wyższa nie uczy krytycznego spojrzenia na mechanizmy społeczne, manipulacje medialne, treści i informacje, którymi wszyscy są zewsząd bombardowani. Kultura klubowa ogranicza się w dużej mierze również do zysku z alku czy koncertu i nie mobilizuje raczej do spotykania się i dzielenia przemyśleniami czy snucia wysublimowanych wątków w rozmowach. Kluby nie dają impulsów, nie prowokują, nie mobilizują do twórczego wyrażania się, do rozmów.
Na temat kultury w Poznaniu polecam tekst Lecha Merglera "kultura - a co to za biznes?" w publica.pl oraz programy bell hooks na youtube.
A na samo rozluźnienie obyczajów w karnawałowej atmosferze nie można chyba spojrzeć jednoznacznie. Trudno w gorącej atmosferze parkietu, przy wszechogarniającym zapachu spoconych ciał, dymu papierosowego i woni imbirowego trunku spowijających i otulających ludzi, porwanych przez wir tańca i niesionych rozgrzanym przez alkohol podnieceniem, wymagać objawień Marii Panny w ich twarzach. W żadnym wypadku nie mam na myśli typowego w wielu knajpach parkietowego podrywu "na psa", gdzie jakiś nagrzany gościu zachodzi dziewczynę od tyłu i próbuje ślinić się jej na szyję czy łapać za tyłek - to jest żena.
Najważniejsze, że komuś chce się refleksyjnie uczestniczyć np. w takiej łikendowej bibce i opisywać swoje wrażenia. Jest to niezbędna iskra, by wywołać pożar dyskusji.
postrawiam!
Moje spostrzeżenia, które - wydaje mi się - można przenieść na bardziej ogólny poziom: Z kulturą wysoką, czyli elitarną, nigdy nie było tak, że była ona powszechnie dyskutowana, ponieważ nie była każdemu dostępna. Dlatego możliwość rozmawiania o Da Vincim mieli tylko stosunkowo nieliczni, którym umożliwiały to: przywilej pobierania edukacji, materialne zaplecze, miejsce i kontekst urodzenia, zdolności intelektualne, czas życia i jego warunki, charakter rodziny i jej środowiska (rodziny robotnicze, wiejskie a arystokracja, intelektualiści). Z tego powodu knajp, w których prowadziło się wysublimowane dyskusje było zawsze mniej i ludzi w nich bawiących było mniej. Do dziś granice pomiędzy grupami społecznymi uległy przemieszczeniom i pozornie do kultury wyższej dostęp ma więcej ludzi. Ale zasadniczo kontekst życia, warunki i możliwości decydują o tym, kto może znaleźć się w elitarnym gronie. Struktura społeczna pozwala na to w dalszym ciągu tylko nielicznym.
Poza tym kultura mainstreamowa, i cały spektakl społeczny tego systemu (jak to określał Debord w Społeczeństwie spektaklu) sprowadza wszelką kulturę duchową do poziomu towaru, zysku i kiczu. Wystarczy obejrzeć telewizję publiczną - już nie wspominając o komercyjnych kanałach - programy na vivie, mtv czy forfuntv, aby przekonać się do czego ogranicza się główny nurt. Imprezy masowe, duże koncerty, juwenalia mają podobny charakter. Edukacja podstawowa, średnia, a często nawet wyższa nie uczy krytycznego spojrzenia na mechanizmy społeczne, manipulacje medialne, treści i informacje, którymi wszyscy są zewsząd bombardowani. Kultura klubowa ogranicza się w dużej mierze również do zysku z alku czy koncertu i nie mobilizuje raczej do spotykania się i dzielenia przemyśleniami czy snucia wysublimowanych wątków w rozmowach. Kluby nie dają impulsów, nie prowokują, nie mobilizują do twórczego wyrażania się, do rozmów.
Na temat kultury w Poznaniu polecam tekst Lecha Merglera "kultura - a co to za biznes?" w publica.pl oraz programy bell hooks na youtube.
A na samo rozluźnienie obyczajów w karnawałowej atmosferze nie można chyba spojrzeć jednoznacznie. Trudno w gorącej atmosferze parkietu, przy wszechogarniającym zapachu spoconych ciał, dymu papierosowego i woni imbirowego trunku spowijających i otulających ludzi, porwanych przez wir tańca i niesionych rozgrzanym przez alkohol podnieceniem, wymagać objawień Marii Panny w ich twarzach. W żadnym wypadku nie mam na myśli typowego w wielu knajpach parkietowego podrywu "na psa", gdzie jakiś nagrzany gościu zachodzi dziewczynę od tyłu i próbuje ślinić się jej na szyję czy łapać za tyłek - to jest żena.
Najważniejsze, że komuś chce się refleksyjnie uczestniczyć np. w takiej łikendowej bibce i opisywać swoje wrażenia. Jest to niezbędna iskra, by wywołać pożar dyskusji.
postrawiam!
panna-bajroniczna:
Nie neguję Twojego doświadczenia. Byłoby to nielogiczne. Jest Twoje, nie moje. Mnie zdarzało się rozmawiać o muzyce, filmach, coming outach i... owszem o du*** maryni też.
Nie podoba mi się artykuł. Może lekki i łatwy ale przewidywalny do bólu. Wpisuje się w pojawiający się od czasu do czasu nurt z tezami, które już podałam. A propos kobiecości to mam taki ulubiony wątek na kobiety-kobietom ;)
autorka nic nie mówiła o wyglądzie bo ten akurat gra tu ostatnie skrzypce, a rozmowa o Da Vincim to jedynie przykład tego, że można porozmawiać o czymś innym niż wysłuchiwać bełkotu pijanej kobiety- może trafiłam na taki dzień, nie ukrywam jednak, że wyraźnie mi się to wszystko rzuciło w oczy. Kobiecość droga superzero to nie blond włosy, a szanowanie samej siebie, a tego mi tam brakowało. Pozdrawiam ;)
Nie neguję Twojego doświadczenia. Byłoby to nielogiczne. Jest Twoje, nie moje. Mnie zdarzało się rozmawiać o muzyce, filmach, coming outach i... owszem o du*** maryni też.
Nie podoba mi się artykuł. Może lekki i łatwy ale przewidywalny do bólu. Wpisuje się w pojawiający się od czasu do czasu nurt z tezami, które już podałam. A propos kobiecości to mam taki ulubiony wątek na kobiety-kobietom ;)
ech, nigdy mi sie nie zdarzylo zeby ktos robil takie starty:/ ubaw by byl nieziemski:)) a tak nuda i nuda - grzeczne lub mniej tance i wiecej NIC :((( straszne uogolnienie ten tekst, a na imprezy warto chodzic w dobrym humorze, zeby z usmiechem i przymurzeniem oka patrzec na nieudane proby wstawionych gwiazd jednego wieczoru - na trzezwo zadna z nich nie bedzie miala odwagi nawet popatzec Ci w oczy:))
bardzo dobry tekst obrazujacy istote nie tylko klubowego ale i codziennego zycia wielu mlodych i tych mniej lesbijek.
smutne i niestety prawdziwe.
pozdrawiam normalnie bawiace sie na imprezach kobiety :)
smutne i niestety prawdziwe.
pozdrawiam normalnie bawiace sie na imprezach kobiety :)
Artykuł wywołał wiele emocji..i niezależnie od tego czy pozytywnych, czy negatywnych, to dobrze:) Na tym polega sztuka pisania.. Na wywołaniu uczuć w odbiorcy.. Zdania są podzielone, ale czy jest na świecie temat, na który ludzie wypowiadaliby się jednostronnie? Nie.! Każdy ma prawo do własnego zdania.
Co do samego tekstu, jak dla mnie b. dobry, przyjemnie się czyta, co więcej-pochłania ;)
Wprawione pióro autorki..Czekam na nowe artykuły.!:)
Pozdrawiam serdecznie, M.
Co do samego tekstu, jak dla mnie b. dobry, przyjemnie się czyta, co więcej-pochłania ;)
Wprawione pióro autorki..Czekam na nowe artykuły.!:)
Pozdrawiam serdecznie, M.
Trzy zaczepki i przypadki na całą imprezę to chyba trochę za mało żeby generalizować. Poza tym na rozmowę 'o Da Vincim' lepiej chyba wybrać się do restauracji na kolację or whateva, a nie do klubu gdzie z założenia tańczy się i pije, a rozmowa jest naturalnie utrudniona przez nap****lającą muzykę;> I jeśli wychodzisz poza swoje cztery kąty naturalnym jest,że spotkasz ludzi różnej maści, zawsze i wszędzie, tak było jest i będzie!:] czy to klub hetero czy homo, jak widać bez różnicy





















































0
0





















