"kilka słów do autora artykułu"
Pozwól że zacytuję:
"Mój drogi Julianku. Zanim się człowiek na jakiś temat wypowie, to powinien się trochę tematem zainteresować, rzecz sprawdzić, w kilka miejsc pójść. Nie byłeś nigdy w klubie gejowskim? Twój wybór, ale, jeśli nie sprawdziłeś empirycznie, jak to wszystko w środku wygląda, to się nie odzywaj, bo być może my tam siedzimy i przy kieliszku wody niegazowanej czytamy biblię na głosy. Być może nie czytamy, być może - nie biblię i być może woda jest jednak gazowana, ale Ty tego nie wiesz, bo nigdy w takim miejscu nie byłeś. Zajrzyj kiedyś, nikt Cię nie zje.
Poza tym, chłopcze kochany, znam kilka par monogamicznych, które w lokalach gejowskich bywają i krzywda im się nie dzieje. Czekaj, coś mi świta: może Ty wychodzisz z założenia, że im mniej pokus będziecie mieli, tym większa szansa, że Wasz związek pozostanie monogamiczny. Jeśli tak, to ja szczerze gratuluję silnej woli. Naprawdę miałeś mnóstwo szczęścia, że trafiłeś na Romea"
- Osobiście uważam, iż zbyt mocnych słów użyłeś. Zbyt wielu wulgaryzmów. Mają prawo nie chodzić po lokalach - przyznajmy szczerze... Tendencja jest spadkowa. Bez szaleństw. Wkraczasz do klubu - a tam banda rozchisteryzowanych panienek w zbyt przyciasnych ubraniach, bądź same fanki stylizujące się na Shane głośnego serialu The L word. Żenada.
Może i jak człowiek wkracza w dorosłe życie, szuka swojej tożsamości chodzi do klubu - chce poznać rówieśników - zgodzę się z tym. Ale chyba każdy na pewnym etapie swojego życia poszukuje czegoś więcej.. Nie piję do par które się tam razem udają. Może faktycznie wolą klimat klubu. Ale nie należy zapominać o tym, iż ktoś może mieć inne upodobania. I atmosfera znanych nam klubów może mu nie odpowiadać.
Mało tego, uważam, iż monogamia związków nie zależy od przebywania w pewnych miejscach. Spójrz jak sobie zaprzeczasz... Używasz stwierdzeń - jeżeli nie pójdą to może nie zrobią. Może po po prostu nie chcą iść.
Jestem zadeklarowaną lesbijką. Mam partnerkę od wielu lat. I też wolałabym nie być utożsamiana z bandą wystrojonych wykolczykowanych lesbijek maszerujących centralnymi ulicami wielkich miast. Nie jest kwestią to, iż się wstydzę swojej orientacji. O mojej orientacji wiedzą ci, którzy uważam że powinni wiedzieć. Nie chcę być utożsamiana z innego powodu.
Jak nawiązujesz w artykule :
"Wiecie co? Przychodzą takie chwile w życiu każdej pary, że "symbol" to może sobie ona w.... wsadzić; na palcu to on może i ślicznie - romantycznie wygląda, ale w urzędzie, czy szpitalu Wam nie pomoże. Mam nadzieję, że któregoś dnia zrozumiecie, że związek dwojga ludzi, to nie tylko obrączki na palcach, a jeszcze kilka rzeczy, z których być może nie zdajecie sobie teraz sprawy. Ciekaw jestem, jak się poczujecie, gdy kiedykolwiek ktokolwiek odmówi jednemu z Was udzielenia jakiejkolwiek informacji związanej z drugim, bo przecież nie jesteście legalną parą, ani "kimś z rodziny". Co wtedy? Będziecie skakać, tupać i piszczeć "Zobaczcie, mamy obrączki, ale papiery nam nie były potrzebne, a legalizacja nie była niezbędna!"? Co się zaś tyczy ślubu, to kto w ogóle mówi o kościelnym - tym bardziej, że Romeo jest antyklerykałem"
- oto główny powód mojego nieutożsamiania się. Ktoś walczy w sejmie o to, aby było nam lepiej. Ktoś chce, aby ustawa została przeforsowana. Abyśmy mogli wszyscy na równi z innymi korzystać na tych samych zasadach z podstawowej wiedzy zdrowotnej na temat naszych partnerów. Abyśmy mogli na tej samej zasadzie dziedziczyć, zapisywać, przekazywać. Paradoks. Dlaczego tak się jeszcze nie dzieje? Społeczeństwo nasze, nie jest tolerancyjne. Wystarczy że zobaczy klika zdjęć, parad, poprzebieranych ludzi... A wiadomo , że jeżeli nie ma w sejmie konkretnego ugrupowania, które zajmuje się pewnymi ustawami , nie przeforsuje się tej ustawy. A jeżeli się jej nie przeforsuje, zawsze można zebrać 100 000 głosów obywateli.. Więc gdzie ich szukać? Wśród tych obywateli, którzy oglądają poprzebieranych ludzi?
"Julian: - Tak naprawdę największym problemem są w tym wszystkim rodzice. Oni po prostu nie potrafią tego zaakceptować, a ja nie chcę ich skrzywdzić. Z drugiej jednak strony nie mogę przecież zrezygnować ze swojego szczęścia. Pozostaje nadzieja, że wszystko kiedyś się ułoży, ale to pewnie potrwa jeszcze parę ładnych lat.
Chłopaki. Jeśli macie zamiar żyć według tego, co podoba się Waszym rodzicom - bo akurat IV przykazanie jest Waszym ulubionym - to ja radzę od razu zakończyć związek i poszukać sobie dziewczyn. Rodzice będą zachwyceni, że ich synowie odzyskali zmysły. To jest Wasze życie. Nie Waszych rodziców. Liczycie się Wy i Wasze szczęście, a nie to, czy rodzice poczują się skrzywdzeni, dotknięci, strzelą focha - na pewno z przytupem - i nie będą się odzywać. Jasna sprawa, że teraz jest najtrudniej, bo jesteście od nich zależni, niemniej, sporo już za Wami, gdyż ujawniliście się i rodzice wiedzą, czego się mogą spodziewać. Jeśli nie będą w stanie zaakceptować tego, że się kochacie, to będzie to ich problem, nie Wasz. Nigdzie nie jest napisane, że trzeba mieć poprawne relacje z rodzicami. Można próbować - zaprawdę godne to i sprawiedliwe - ale nie za cenę swojego szczęścia czy też rezygnacji z własnej tożsamości."
- Czasem po prostu nie chcąc krzywdzić innych ludzi, wybieramy taką a nie inną drogę. Nie należy ganić nikogo za to, jaką drogę życiową obrał i w jaki sposób ma zamiar ją przebyć.
"To tyle ode mnie, Romeo i Julianie. O ile w sprawach dotyczących relacji z rodzicami Wam współczuję, o tyle powiedzieć muszę, że w kwestiach dotyczących, dajmy na to, środowiska, pieprzycie niczym potłuczeni."
- zbyt wiele wulgaryzmów, stwierdzeń potłuczeni etc. Żyj i daj Żyć innym.
Pozdrawiam Ciepło.
Pozwól że zacytuję:
"Mój drogi Julianku. Zanim się człowiek na jakiś temat wypowie, to powinien się trochę tematem zainteresować, rzecz sprawdzić, w kilka miejsc pójść. Nie byłeś nigdy w klubie gejowskim? Twój wybór, ale, jeśli nie sprawdziłeś empirycznie, jak to wszystko w środku wygląda, to się nie odzywaj, bo być może my tam siedzimy i przy kieliszku wody niegazowanej czytamy biblię na głosy. Być może nie czytamy, być może - nie biblię i być może woda jest jednak gazowana, ale Ty tego nie wiesz, bo nigdy w takim miejscu nie byłeś. Zajrzyj kiedyś, nikt Cię nie zje.
Poza tym, chłopcze kochany, znam kilka par monogamicznych, które w lokalach gejowskich bywają i krzywda im się nie dzieje. Czekaj, coś mi świta: może Ty wychodzisz z założenia, że im mniej pokus będziecie mieli, tym większa szansa, że Wasz związek pozostanie monogamiczny. Jeśli tak, to ja szczerze gratuluję silnej woli. Naprawdę miałeś mnóstwo szczęścia, że trafiłeś na Romea"
- Osobiście uważam, iż zbyt mocnych słów użyłeś. Zbyt wielu wulgaryzmów. Mają prawo nie chodzić po lokalach - przyznajmy szczerze... Tendencja jest spadkowa. Bez szaleństw. Wkraczasz do klubu - a tam banda rozchisteryzowanych panienek w zbyt przyciasnych ubraniach, bądź same fanki stylizujące się na Shane głośnego serialu The L word. Żenada.
Może i jak człowiek wkracza w dorosłe życie, szuka swojej tożsamości chodzi do klubu - chce poznać rówieśników - zgodzę się z tym. Ale chyba każdy na pewnym etapie swojego życia poszukuje czegoś więcej.. Nie piję do par które się tam razem udają. Może faktycznie wolą klimat klubu. Ale nie należy zapominać o tym, iż ktoś może mieć inne upodobania. I atmosfera znanych nam klubów może mu nie odpowiadać.
Mało tego, uważam, iż monogamia związków nie zależy od przebywania w pewnych miejscach. Spójrz jak sobie zaprzeczasz... Używasz stwierdzeń - jeżeli nie pójdą to może nie zrobią. Może po po prostu nie chcą iść.
Jestem zadeklarowaną lesbijką. Mam partnerkę od wielu lat. I też wolałabym nie być utożsamiana z bandą wystrojonych wykolczykowanych lesbijek maszerujących centralnymi ulicami wielkich miast. Nie jest kwestią to, iż się wstydzę swojej orientacji. O mojej orientacji wiedzą ci, którzy uważam że powinni wiedzieć. Nie chcę być utożsamiana z innego powodu.
Jak nawiązujesz w artykule :
"Wiecie co? Przychodzą takie chwile w życiu każdej pary, że "symbol" to może sobie ona w.... wsadzić; na palcu to on może i ślicznie - romantycznie wygląda, ale w urzędzie, czy szpitalu Wam nie pomoże. Mam nadzieję, że któregoś dnia zrozumiecie, że związek dwojga ludzi, to nie tylko obrączki na palcach, a jeszcze kilka rzeczy, z których być może nie zdajecie sobie teraz sprawy. Ciekaw jestem, jak się poczujecie, gdy kiedykolwiek ktokolwiek odmówi jednemu z Was udzielenia jakiejkolwiek informacji związanej z drugim, bo przecież nie jesteście legalną parą, ani "kimś z rodziny". Co wtedy? Będziecie skakać, tupać i piszczeć "Zobaczcie, mamy obrączki, ale papiery nam nie były potrzebne, a legalizacja nie była niezbędna!"? Co się zaś tyczy ślubu, to kto w ogóle mówi o kościelnym - tym bardziej, że Romeo jest antyklerykałem"
- oto główny powód mojego nieutożsamiania się. Ktoś walczy w sejmie o to, aby było nam lepiej. Ktoś chce, aby ustawa została przeforsowana. Abyśmy mogli wszyscy na równi z innymi korzystać na tych samych zasadach z podstawowej wiedzy zdrowotnej na temat naszych partnerów. Abyśmy mogli na tej samej zasadzie dziedziczyć, zapisywać, przekazywać. Paradoks. Dlaczego tak się jeszcze nie dzieje? Społeczeństwo nasze, nie jest tolerancyjne. Wystarczy że zobaczy klika zdjęć, parad, poprzebieranych ludzi... A wiadomo , że jeżeli nie ma w sejmie konkretnego ugrupowania, które zajmuje się pewnymi ustawami , nie przeforsuje się tej ustawy. A jeżeli się jej nie przeforsuje, zawsze można zebrać 100 000 głosów obywateli.. Więc gdzie ich szukać? Wśród tych obywateli, którzy oglądają poprzebieranych ludzi?
"Julian: - Tak naprawdę największym problemem są w tym wszystkim rodzice. Oni po prostu nie potrafią tego zaakceptować, a ja nie chcę ich skrzywdzić. Z drugiej jednak strony nie mogę przecież zrezygnować ze swojego szczęścia. Pozostaje nadzieja, że wszystko kiedyś się ułoży, ale to pewnie potrwa jeszcze parę ładnych lat.
Chłopaki. Jeśli macie zamiar żyć według tego, co podoba się Waszym rodzicom - bo akurat IV przykazanie jest Waszym ulubionym - to ja radzę od razu zakończyć związek i poszukać sobie dziewczyn. Rodzice będą zachwyceni, że ich synowie odzyskali zmysły. To jest Wasze życie. Nie Waszych rodziców. Liczycie się Wy i Wasze szczęście, a nie to, czy rodzice poczują się skrzywdzeni, dotknięci, strzelą focha - na pewno z przytupem - i nie będą się odzywać. Jasna sprawa, że teraz jest najtrudniej, bo jesteście od nich zależni, niemniej, sporo już za Wami, gdyż ujawniliście się i rodzice wiedzą, czego się mogą spodziewać. Jeśli nie będą w stanie zaakceptować tego, że się kochacie, to będzie to ich problem, nie Wasz. Nigdzie nie jest napisane, że trzeba mieć poprawne relacje z rodzicami. Można próbować - zaprawdę godne to i sprawiedliwe - ale nie za cenę swojego szczęścia czy też rezygnacji z własnej tożsamości."
- Czasem po prostu nie chcąc krzywdzić innych ludzi, wybieramy taką a nie inną drogę. Nie należy ganić nikogo za to, jaką drogę życiową obrał i w jaki sposób ma zamiar ją przebyć.
"To tyle ode mnie, Romeo i Julianie. O ile w sprawach dotyczących relacji z rodzicami Wam współczuję, o tyle powiedzieć muszę, że w kwestiach dotyczących, dajmy na to, środowiska, pieprzycie niczym potłuczeni."
- zbyt wiele wulgaryzmów, stwierdzeń potłuczeni etc. Żyj i daj Żyć innym.
Pozdrawiam Ciepło.
para na pozor sympatyczna, ale....czemu taka zakamuflowana. nie wiem czy to dobry przyklad.czy potrzeba nam promocji gejow ktorzy boja sie wlasnego cienia??? chyba nie. moze niech wyborcza pokaze ze mozna zyc otwarcie jako gej czy lesbijka. to bardziej edukacyjne byloby moim zdaniem.
http://hyakinthos78.blogspot.com/
http://hyakinthos78.blogspot.com/
Ale o gustach się nie dyskutuje, każdemu podoba się co innego, masz prawo patrzeć na "czajniczki" z dysaprobatą ale nic więcej, jego święte prawo do wolności Bo o to chodzi, nie musisz akceptować ale wypada tolerować
Pan Konrad tak pisze, jakby sam nigdy dylematów tożsamościowych nie miewał i całemu światu prawa do nich odmawiał... Wyciąga pojedyncze zdania z kontekstu i przekonuje nas, jacy to Romeo i Julian źli... Źli bo... bo co? Bo nie zaliczją samych siebie do "środowiska gejowskiego"? W klubach nie bywają? Zaręczają się "symbolicznie"?
A ja pytam: co w tym złego? Co złego w tym, że Wyborcza próbuje pokazać historię dwóch "normalnych" facetów w mało normalnej polskiej rzeczywistości?
Artykuł w Wyborczej czytałam już jakiś czas temu. Jedyna refleksja, która mi do głowy przyszła była taka: smutne. Smutne, że wciąż jeszcze żyjemy w rzeczywistości, gdzie chłopaków takich jak Romeo i Julian, czy dziewczyn o podobnym podejściu jest mnóstwo. Nie dlatego, że są to osoby "miałkie", ale dlatego, że dla bardzo wielu osób przesiąkniętych heteromatriksem do cna - jesteśmy jakoś "chorzy". Nie jeden/nie jedna z nas gdzieś w głębi siebie przeżywał lęk pod tytułem: "czy to normalne?".
Jasne, że takie lęki ograniczają. Jasne, że trzeba je oswajać. Protestować trzeba. Uświadamiać trzeba. Ale z głową i bez agresji.
Idę o zakład, że powyższe wpisy czyta iluś tam "Julianów", którzy są na początku drogi do oswojenia nie-heteronormatywnego kawałka świata. Oswoiłeś/oswoiłaś kluby? "Czajniczki"? Całe mnóstwo durnych i bzdurnych stereotypów? Potrzebę zmian w prawie? Potrzebę różnorodności? Super. Inni dopiero oswajają. I mają do tego prawo. Co osiągasz krytykując ich? Poczucie, że jesteś lepszy? Że stoisz wyżej w jakiejś bzdurnej hierarchii, bo już wiesz, bo już to przerobiłeś/przerobiłaś?
Może Ci się nie podobać artykuł z Wyborczej i pokazana w nim para. Może Ci się nie podobać fakt, że większości Polaków trzeba łopatą do głowy wkładać: "geje i lesbijki są wśród nas i niektórzy/niektóre nawet wyglądają zwyczajnie!". Ale jeśli do jednego zakutego łba to dotrze, jeśli jednej matce otworzą się oczy, jeśli jeden rodzić dzięki temu nie zdecyduje się "leczyć" swojego homoseksualnego dziecka - to już coś.
A "dzieciaki" z cytowanego artykułu wcześniej czy później skoczą do klubu, oswoją gay-community i może nawet za kilka lat, mając już taką możliwość zalegalizują swój związek. Czego serdecznie im i sobie życzę.
A ja pytam: co w tym złego? Co złego w tym, że Wyborcza próbuje pokazać historię dwóch "normalnych" facetów w mało normalnej polskiej rzeczywistości?
Artykuł w Wyborczej czytałam już jakiś czas temu. Jedyna refleksja, która mi do głowy przyszła była taka: smutne. Smutne, że wciąż jeszcze żyjemy w rzeczywistości, gdzie chłopaków takich jak Romeo i Julian, czy dziewczyn o podobnym podejściu jest mnóstwo. Nie dlatego, że są to osoby "miałkie", ale dlatego, że dla bardzo wielu osób przesiąkniętych heteromatriksem do cna - jesteśmy jakoś "chorzy". Nie jeden/nie jedna z nas gdzieś w głębi siebie przeżywał lęk pod tytułem: "czy to normalne?".
Jasne, że takie lęki ograniczają. Jasne, że trzeba je oswajać. Protestować trzeba. Uświadamiać trzeba. Ale z głową i bez agresji.
Idę o zakład, że powyższe wpisy czyta iluś tam "Julianów", którzy są na początku drogi do oswojenia nie-heteronormatywnego kawałka świata. Oswoiłeś/oswoiłaś kluby? "Czajniczki"? Całe mnóstwo durnych i bzdurnych stereotypów? Potrzebę zmian w prawie? Potrzebę różnorodności? Super. Inni dopiero oswajają. I mają do tego prawo. Co osiągasz krytykując ich? Poczucie, że jesteś lepszy? Że stoisz wyżej w jakiejś bzdurnej hierarchii, bo już wiesz, bo już to przerobiłeś/przerobiłaś?
Może Ci się nie podobać artykuł z Wyborczej i pokazana w nim para. Może Ci się nie podobać fakt, że większości Polaków trzeba łopatą do głowy wkładać: "geje i lesbijki są wśród nas i niektórzy/niektóre nawet wyglądają zwyczajnie!". Ale jeśli do jednego zakutego łba to dotrze, jeśli jednej matce otworzą się oczy, jeśli jeden rodzić dzięki temu nie zdecyduje się "leczyć" swojego homoseksualnego dziecka - to już coś.
A "dzieciaki" z cytowanego artykułu wcześniej czy później skoczą do klubu, oswoją gay-community i może nawet za kilka lat, mając już taką możliwość zalegalizują swój związek. Czego serdecznie im i sobie życzę.
ok. zgadzam się. męskość to TEŻ odwaga... ale wiązanie odwagi do bycia przegiętym nadgarstkiem... nie zgadzam się. odważne jest chodzenie za rękę, przytulenie w miejscu publicznym. nawet ja nie jestem do tego zdolny. myślę, że zostałem nieco omylnie zrozumiany... ja lubię dobrze wyglądać, mieć dopasowane ciuchy, czasami nawet się maznę podkładem po nosie... istnieje jednak drobna różnica między poczuciem smaku i gustu (choć o nich podobno się nie dyskutuje) a ów przegięciem i demonstracją o których pisałem wyżej. mam nadzieję, że rozumiecie o co cho.dzi.
Cóż mogę powiedzieć :) Kolejne celne, niczym strzały Tella, spostrzeżenia tego wielce inteligentnego Autora. Brawo i czekamy na więcej :)
Oczywiście podpisuję się pod wszystkim obiema łapkami :)
Oczywiście podpisuję się pod wszystkim obiema łapkami :)
Mozna byc facetem i nie lubic pilki noznej? Mozna, setki tysiecy chlopow tak maja. Mozna byc facetem i nosic kiecke? -> Szkocja, Bliski Wschod. IMO mowienie, ze istnieje tylko jeden sluszny model Prawdziwego Mezczyzny jest cholernie reduktywne. Podobno Prawdziwych Mezczyzn cechuje odwaga - a ile odwagi trzeba, zeby funkcjonowac w tym spoleczenstwie jako znienawidzona przegieta ciota i nie starac sie za wszelka cene dopasowac do ramek przemeskosci?
A męskość nie jest tylko jedna? Alternatywnie męscy mężczyźni są męscy, czy po prostu zniewieściali, czyli niemęscy?
Ale każdy żyje tak jak mu się podoba, i wara od zniewieściałych, ale także nie ma ich co nazywać alternatywnie męskimi...
Ale każdy żyje tak jak mu się podoba, i wara od zniewieściałych, ale także nie ma ich co nazywać alternatywnie męskimi...













0
0






















