Wywiady Repliki: Jeanne Michèle Charbonnet

Chcę być Marszałkową
Jeanne Michèle Charbonnet +
Jeanne Michèle Charbonnet
Jeanne Michèle Charbonnet w "Vanessie", Teatro Massimo w Palermo, 2006 r. +
Jeanne Michèle Charbonnet w "Vanessie", Teatro Massimo w Palermo, 2006 r.

Tagi 

jeanne michele charbonnet, kultura, opera, replika, wywiad, yga kostrzewa
Rozmawiała: Yga Kostrzewa
Współpraca: Maciej Kucharski

W marcu śpiewałaś tytułową partię Elektry w warszawskim Teatrze Wielkim. To był twój pierwszy pobyt w Polsce?

Tak. Od razu się przyznaję, że niewiele wiedziałam o Waszym kraju przed przyjazdem. Udało mi się odbyć kilka spacerów po Warszawie i pojechałam do Krakowa. Fajnie byłoby któregoś roku wynająć samochód i spędzić tu lato. Wielkie wrażenie zrobiła na mnie historia Waszego narodu w ciągu ostatnich stuleci. Horror, a jednocześnie wielka siła i wytrwałość. Zaintrygowały mnie schyłkowe lata polskiej monarchii. No i macie pyszne zupy.

Nie trzeba cię było namawiać do wywiadu dla „Repliki”. Sama w mejlu napisałaś, że jesteś wyoutowana i chętnie odpowiesz na pytania dotyczące kwestii LGBT. To trochę niezwykła sytuacja jak na nasze polskie warunki. Jesteś otwartą lesbijką od „zawsze”?

„Zawsze” – wielkie słowo! Zaczęłam wydobywać się z szafy w dość młodym wieku – 14 lat. Moi rodzice byli otwarci, świadomi politycznie, wychowywałam się wśród ich homoseksualnych przyjaciół, a wiec nie miałam tak trudnego procesu akceptacji mojej seksualności, jak wielu moich przyjaciół. Przez chwilę byłam biseksualna. Przed osiemnastką wyoutowałam się całkowicie i zaczęłam działać politycznie na rzecz osób LGBT. Jestem chyba jedyną wyoutowaną lesbijką wśród śpiewaczek operowych.

Identyfikujesz się z jakimiś postaciami operowymi jako lesbijka?

Nie śpiewałam nigdy lesbijskiej roli w sensie stricte, ale mam na koncie takie miłe chwile, gdy reżyser wymaga „homoseksualnego pocałunkuپh. Tak było w przypadku Izoldy i Brangane oraz Elektry właśnie i Chryzotemis. W tym drugim przypadku to zresztą również kazirodztwo.

Większość kreowanych przeze mnie postaci to silne kobiety. Kocham je za tę siłę i za odwagę przeciwstawiania się rodzinnej tradycji, społecznym konwenansom, w których były zmuszone żyć. One może nie są lesbijkami, ale niezgoda na zastane reguły czyni je outsajderkami – i w tym kontekście łatwo mi jest się z nimi utożsamiać.

Wymagania reżyserów we współczesnej operze bywają szokujące, a w Niemczech, gdzie sporo występujesz, autorska koncepcja jest najważniejsza. Co myślisz o spektaklach „przeznaczonych tylko dla widzów dorosłychپh, jak np. „Uprowadzenie z Serajuپh w berlińskiej Komische Oper?

Chętnie poddaję się reżyserskim koncepcjom, również szokującym, jeśli widzę w nich sens. W Genewie występowałam w „Tannhauserze", gdzie na scenie pojawiał się gwiazdor porno z erekcją i „gwałcił" dziewczynę – był Zeusem gwałcącym Europę. Taki zamysł jednak miał uzasadnienie w libretcie i partyturze. Niemniej, skandal był ogromny, dużo większy niż erekcja Zeusa! Na plakacie umieszczono ostrzeżenie, bilety wyprzedano natychmiast.

Nie brałam udziału w produkcjach, w których wymagano by ode mnie czegoś, czego nie rozumiałam lub w co nie wierzyłam. Co oczywiście nie znaczy, że nie dokonywałam złych wyborów zawodowych. Jeśli za danym pomysłem stoi jakaś inteligentna koncepcja mająca muzyczne, dramaturgiczne, historyczne czy jeszcze inne uzasadnienie – wchodzę w to. Jeśli szok jest jedynym celem – to nie jestem zainteresowana.

W operze Ryszarda Straussa „Kawaler Srebrnej Róży” starzejąca się Marszałkowa oddaje młodego kochanka granego przez kobietę, innej kobiecie. Lubisz tę operę? Chciałabyś zaśpiewać partię Marszałkowej w przyszłości?

O, tak, kocham tę operę. Zarówno za głęboki humanizm bohaterów, jak i za doskonałość muzyczną. Chętnie zaśpiewałabym partię Marszałkowej, choć do niej trzeba kogoś z lżejszym od mojego głosem (który się z czasem zmienia, więc mam szanse). Chciałabym zaśpiewać tę partię i skonfrontować się z problemem kobiecego dojrzewania i starzenia się. Ach, no i z przyjemnością zagrałabym gorącą scenę łóżkową ze ślicznym Oktawianem granym przez kobietę. Myślę, że to jedna z najbardziej seksownych scen w operze w ogóle.

Opera to gatunek szczególnie popularny wśród gejów i lesbijek?

Bardziej wśród gejów niż wśród lesbijek. Geje to mężczyźni, a mężczyźni zarabiają więcej, a opera to nie jest tania rozrywka, więc choćby z tego powodu popularność opery wśród lesbijek jest mniejsza. Poza tym, koncepcja oparta na zwielokrotnionych emocjach, egzaltacji i dramacie oraz „glamour” przemawia do wielu gejów ma swoje miejsce w gejowskiej kulturze.

A opera jako „schronienie” dla tych, którzy nie wpasowują się w sztywne standardy męskości i kobiecości?

Opera jest kombinacją form sztuki – teatru, video, architektury –wszystkie aspekty czynią ją odrealnioną i większą niż życie. To może być – i jako idea, i jako miejsce, nawet sam budynek – „bezpieczna przystań", i dla wykonawców, i dla publiczności. To tu funkcjonowali kastraci, mężczyźni grający kobiety i wreszcie kobiety w męskich rolach.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że Santa Fe w Nowym Meksyku w USA, gdzie mieszkasz, to lepsze miejsce dla tęczowej rodziny niż Paryż, mimo że we Francji związki osób tej samej płci są uznawane przez prawo, a w stanie Nowy Meksyk – nie.

Gdy z moją partnerką rozważałyśmy przeprowadzkę do Paryża, okazało się, że nasz dziś 12-letni syn, może tam znaleźć się w problematycznej sytuacji. Napotkaliśmy na trudności w znalezieniu dla niego takiej szkoły, w której nie byłby gorzej traktowany, nie spotkałby się z ostracyzmem i tak dalej. Musiałby raczej ukrywać, że ma dwie mamy. A w Santa Fe nie ma z tym problemu. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że żyjemy w Santa Fe życiem uprzywilejowanym, bez problemów finansowych – mogę dla niego wybrać praktycznie każdą szkołę. I również wiem, że wciąż jest w USA wiele miejsc, w których geje i lesbijki są dyskryminowani/-e. Widać to po tym, ile wciąż pracy mają nasze organizacje LGBT. Ale na co dzień wiele z nas – osób LGBT – spotyka się z akceptacją. Brakuje jeszcze równościowych praw.


 

Ciągle gorący jest temat małżeństw homoseksualnych w USA. W 2008 r. ich zwolennicy przegrali referenda w kilku stanach. Jakie są szanse na zwycięstwo w przyszłości?

To już tylko kwestia czasu, kilku lat. Bigoci, którzy straszą społeczeństwo gejami i lesbijkami, nie będą przecież wiecznie wygrywać! Ubolewam, że jak na razie nie zostali pokonani. Jeśli spojrzymy na dane, ile pieniędzy i energii włożył Kościół mormoński w referendum dotyczące Proposition 8 (zakaz małżeństw homoseksualnych) w Kalifornii, w homofobiczną kłamliwą propagandę, to nic dziwnego, że batalię sprzed 2 lat przegraliśmy. W moim Nowym Meksyku przez zaangażowanie Kościoła katolickiego nie przeszła ustawa o związkach partnerskich. Czego oni się tak boją? Ale nie chcę tylko narzekać. Kiedy 30 lat temu wkraczałam w lesbijski świat w Chicago jako aktywna nastoletnia lesba, sytuacja była diametralnie inna. Byłyśmy wtedy skupione na samopomocy, grupach wsparcia. Trzymałyśmy się razem, same dla siebie tworząc wyizolowany bezpieczny krąg. Dziś już nie muszę walczyć o siebie, o swoje „ja”. Ale moi homoseksualni przyjaciele w Chile, gdzie teraz śpiewam, bywają odrzucani przez rodziny, pozostawiani bez środków do życia. Jest wiele do zrobienia. W Warszawie poznałam dziewczynę, która szeptem wyjawiła mi, że jest lesbijką. Natychmiast poprosiła, bym nikomu tego nie mówiła. W USA już zupełnie nie spotykam się z taką postawą. Wiem, wiem – mieszkam w liberalnym otoczeniu.

Twój syn ma 12 lat, jesteś ze swoją partnerką od 25 lat. Bierzesz udział w festiwalach tęczowych rodzin? W Polsce Kampania Przeciw Homofobii zorganizowała 2 takie imprezy, ale tęczowe rodziny się na nich nie pojawiły – strach przed ostracyzmem jest zbyt wielki.

Byłam na takich festiwalach, ale tylko w USA. W Warszawie poznałam jedną lesbijkę, która jest mamą. Nie chciała słyszeć o coming oucie. Ciężko ten strach przezwyciężyć. Ale jeśli nie znajdą się pierwsze rodziny, które podejmą ryzyko i nie wyjdą z szafy, nic się nie zmieni. Dla mojej rodziny poczucie, że dokonując coming outu możemy zmieniać postawy to wielka motywacja. Outujemy się, gdziekolwiek jesteśmy. Nigdy nie chciałam okłamywać naszego syna albo prosić go, by ukrywał, że ma dwie mamy lesbijki. To, ile się w ciągu ostatnich lat zmieniło, zawdzięczamy tym, którzy mieli odwagę wyoutować się przed swymi sąsiadami, współpracownikami, parafianami, rodzicami. I dziećmi. W USA też ludzie kiedyś o tym w ogóle nie rozmawiali, a dziś tęczowe rodziny występują w ogólnokrajowej telewizji. No problem!

Czy pytanie, jak Wasz syn został poczęty, byłoby zbyt intymne?

Przez alternatywne zapłodnienie. Ja zaszłam w ciążę, ja go urodziłam. Moja partnerka zaadoptowała go tuż po narodzinach w stanie Nowy Jork, gdzie jest to legalne, sytuacja się różni w zależności od stanu. Na jego akcie urodzenia widniejemy obie, nie jako mama i tata, ani dwie mamy, tylko jako jego rodzice.

Bierzesz udział w debatach na temat homorodzicielstwa?

W USA nie chodzi już teraz o samo istnienie takich rodzin, tylko o kwestie związane na przykład z rozstaniem się partnerów. Zdarzają się straszne sytuacje, gdy po nim jeden rodzic traci prawo do dziecka, ponieważ drugi rodzic – z reguły ten biologiczny – nagle z chęcią wykorzystuje homofobiczne prawo. My – geje i lesbijki – w końcu też jesteśmy tylko ludźmi, a więc istotami zdolnymi do działania również z niskich pobudek – zemsty, złośliwości i tak dalej.
Chcę podkreślić: fakt, że związki homoseksualne nie mają identycznych praw, co związki hetero, godzi bezpośrednio w nasze dzieci, które nie są tak zabezpieczone prawnie, jak dzieci wychowywane w związkach heteroseksualnych.

Jeanne Michčle Charbonnet (ur. 1963) – amerykańska (z francuskimi korzeniami) śpiewaczka operowa, jeden z najważniejszych głosów (sopran) w europejskiej operze. W ostatnich latach występowała m.in. w „Królu Learze”, „Elektrze”, „Tannhauserze”, „Tristanie i Izoldzie” na scenach Paryża, Berlina, Frankfurtu, Wenecji, Genewy, Barcelony, Madrytu, Warszawy. O jej występie w warszawskiej Operze Narodowej w marcu br. J. Hawryluk pisał w „Gazecie Wyborczej”: Charbonnet okazała się niezwykle przekonująca, demoniczna od pierwszego pojawienia się na scenie po tragiczny, krwawy finał.


Wywiad ukazał się w najnowszym numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.

Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.

Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.



podoba mi się (27) nie podoba mi się
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.


Brak nielubiących



elvis18 (23) Bydgoszcz/Poznań   2010.08.07 14:56
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
I mimo wszystko myślę, ze za 25 lat będę też mógł powiedzieć, że "30 lat temu gdy jako napalony nastoletni gej wkraczałem w gejowski świat Bydgoszczy/Torunia to sytuacja wyglądała zupełnie inaczej". Ale tak jak zostało powiedziane - o to trzeba aktywnie walczyć, a nie siedzieć w szafie...
 
life_is_a_river (?)   2010.08.07 10:13
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Dobrze powiedziane: "To, ile się w ciągu ostatnich lat zmieniło, zawdzięczamy tym, którzy mieli odwagę wyoutować się przed swymi sąsiadami, współpracownikami, parafianami, rodzicami. I dziećmi.", zdanie wyrwane z kontekstu ale chyba każdy się zgodzi, że w naszej sytuacji, w naszym kraju nic się nie zmieni jeśli my sami będziemy się chować po kątach i my sami nie zaakceptujemy do końca siebie... i to popieranie homofobii przez samych gej&les ja wiem, że każdy się boi ale ile można?
 
ava40 (24) Gdynia   2010.08.05 22:34
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Patricia Racette i Beth Clayton to jedno z najpiękniejszych małżeństw opery. Co nie zmienia faktu, że lesbijka na deskach opery jest jak kobieta z batutą - to niezwykle rzadkie zjawisko. A i wśród wielbicielek arii operowych wielu safistek nie uświadczysz. Wielka szkoda, bo czy jest coś wspanialszego od głosu Marii Callas czy Montserrat Caballé.
 
ibestia (23) Łódź głównie...   2010.08.05 20:19
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Nie jest jedyną wyoutowaną śpiewaczką operową. Jest nawet operowa para - Patricia Racette (sopran) i Beth Clayton (mezzo).
 

Inne tematy 



Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu

 
teraz wszystkich online: 210
Mamy już 74033 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.021 s.