Polskie kino przedwojenne pozostaje fascynującym zjawiskiem, które wciąż nie zostało należycie opisane i odzyskane. Uśpiony jest więc też cały potencjał interpretacji genderowych, o które aż proszą się niektóre filmy. Szczególnie dotyczy to produkcji
z lat 30. XX wieku, kiedy realizowano wyjątkowo dużo komedii cieszących się szczególną sympatią u publiczności. I chociaż ich fabuła była często żałośnie przewidywalna, miały lekkość i wdzięk, a więc zalety, których próżno szukać w produkowanych dziś taśmowo komediach romantycznych, nie wspominając o przebojowych piosenkach pisanych przez takie tuzy jak
Marian Hemar czy
Julian Tuwim.
Tożsamość na jedną noc
Nawet biorąc pod uwagę, że przedwojenne kino polskie całym garściami czerpało z farsy opartej na humorze wynikającym z pomyłki: brania danej osoby za kogoś innego, to i tak lista filmowych przebieranek musi robić wrażenie. Czego tu nie ma? W „Pawle i Gawle” (1938) dorosła kobieta udaje „cudowne dziecko” i jako nadzwyczaj uzdolniona dziewczynka odbywa tournee. W „Dwóch Joasiach” (1935) sekretarka rzucając kolejny raz pracę ze względu na wieczne zaczepki swoich szefów zaczyna udawać brzydulę. Tytułowa „Jadzia” (1936), współwłaścicielka sklepu ze sprzętem sportowym jest wiecznie mylona z mistrzynią tenisa. W „Jego ekscelencja subiekt” (1933) sympatyczny sprzedawca damskiej garderoby zostaje omyłkowo wzięty za bogatego radcę. W „Ja tu rządzę” (1939) młody hrabia udaje biedaka i zatrudnia się jako praktykant u szewca... I tak dalej, wymieniać można długo. Jak widać nowa tożsamość jest przyjmowana wyjątkowo chętnie, a każdy powód do jej zmiany może być dobry.
Być mężczyzną
Szczególnie popularne były sytuacje, w których komizm polegał na przebraniu się za przedstawiciela lub przedstawicielkę innej płci. Sztandarowym przykładem jest
„Czy Lucyna to dziewczyna?” (1934) Juliusza Gardena opowiadający historię Lucyny (Jadwiga Smosarska), córki bogatego przemysłowca, która po studiach wraca z zagranicy, ale aby móc zacząć pracować, musi udawać mężczyznę, więc wciela się w inżyniera Juliana Kwiatkowskiego. Podobny schemat wykorzystuje film
„Książątko” (1937) Konrada Toma i Stanisława Szebego. Tym razem główną bohaterką jest urzędniczka Władzia Majewska (Karolina Lubieńska) kochająca się skrycie w dziedzicu Rolskim (Eugeniusz Bodo). Chcąc być bliżej swego ukochanego wyjeżdża na urlop do Krynicy, ale okradziona w podróży, by się utrzymać, przemieni się w chłopaka, Władka i przyjmie posadę fordansera w hotelu.
W obu przypadkach najbardziej znaczące będą perypetie miłosne obu bohaterek, co oczywiście powoduje wiele zabawnych momentów, choćby w tej scenie, gdy Lucynie vel Julianowi zaproponowana zostanie wspólna kąpiel nago:
”Czy Lucyna to dziewczyna?”
Na początku filmu sytuacja wydaje się dość skomplikowana, bo Lucyna/Julian zakochuje się w swoim szefie Stefanie Żarnowskim (Eugeniusz Bodo), który z kolei pała uczuciem do sekretarki Tuni (Krystyna Skalska). Szybko okazuje się jednak, że Tunia zainteresowana jest także nowym mężczyzną, który pojawił się na horyzoncie i bez żenady próbuje go uwodzić, choćby w tym fragmencie:
”Czy Lucyna to dziewczyna?”
Identyczna sytuacja ma miejsce w przypadku Władzi, która jako Władek wywołuje zainteresowanie wielu kobiet. Już na początki pracy fordansera zwraca na siebie uwagę:
”Książątko”
Nasza broń kobieca
Jeszcze częściej w filmach międzywojennych pojawiali się mężczyźni przebrani za kobiety. W sumie naliczyłem cztery tytuły:
„Romeo i Julcia” (1933) Jana Nowiny-Przybylskiego, „Piętro wyżej” (1937) Leona Trystana, „Niedorajda” (1937) Mieczysława Krawicza i
„Sportowiec mimo woli” (1939), także Krawicza. Właściwie tylko w „Niedorajdzie” udawanie kobiety napędzało akcję, w pozostałych wypadkach było to raczej urozmaicenie fabuły i sprowokowanie śmiechu wśród publiczności.
„Niedorajda” to opowieść o właścicielu warsztatu samochodowego Onufrym (Józef Orwid), który za każdym razem, gdy ma kłopoty finansowe, informuje swoją siostrę w Ameryce (Seweryna Broniszówna), że urodziło mu się kolejne dziecko, a ta przesyła pieniądze. Niestety, w końcu emigrantka postanawia wrócić do kraju i poznać wszystkich krewnych. Zaczyna się maskarada, jeden z pracowników warsztatu Florek (Adolf Dymsza) zaczyna udawać syna swego pracodawcy, a wkrótce także córkę Agatę. Jako dość gruboskórna Agata robi furorę, nie tylko tańcem:
”Niedorajda”
Szybko znajduje także wiernego adoratora:
”Niedorajda”
Jednak bodaj najpopularniejszym występem mężczyzny jako kobietyw kinie przedwojennym był fragment
„Piętra wyżej”, gdzie Eugeniusz Bodo jako „polska Mae West” śpiewa wielki przebój „Sex appeal, to nasza broń kobieca”:
Eugeniusz Bodo - „Sex appeal, to nasza broń kobieca”
Trzeba docenić Eugeniusza Bodo, który odniósł w tej roli wielki sukces. Jest znakomity nie tylko, gdy śpiewa i tańczy na scenie, ale także drocząc się z zafascynowanym nim mężczyzną:
Eugeniusz Bodo, „Piętro wyżej”
Drugie dno
Sytuacja, w której mężczyzna przebiera się i zaczyna być postrzegany jako kobieta, a kobieta jako mężczyzna, zawsze zawiera w sobie drugie dno, nawet jeśli realizatorzy nie mieli takich intencji. Dodatkowo pojawić musi się wątek homoseksualny, bo przecież zanim bohater czy bohaterka ujawnią swoje prawdziwe oblicze trwa złudzenie. W „Czy Lucyna to dziewczyna?” zostaje to wprost wyartykułowane, gdy podczas sceny bruderszaftu Stefan zaczyna podejrzewać, że Julian jest homoseksualny i wprost pyta go przeginając się: „Ty całujesz jak dziewczyna. A może ty lala?”. Także siedzący obok nich mężczyzna widząc całujących się facetów może ich odebrać jako męską parę. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia w „Książątku”, kiedy (znów po wypiciu sporej ilości alkoholu) Rolski zaczyna opowiadać Władkowi/Władzi, że uczucie, które ich łączy nie jest zwyczajne: „Ja pana też polubiłem. To nawet dziwne, bo to nawet nie jest uczucie przyjaźni, tylko diabli wiedzą... jakiś sentyment czy coś. Zupełnie jak gdyby pan nie był mężczyzną”. Dodatkowo i niejako przy okazji pokazywana jest w tym filmie umowność płci, bo pomysł udawania mężczyzny zaistnieje, gdy Władzia zostaje wzięta za chłopaka nie będąc jeszcze przebrana.
Oczywiście pojawić się muszą pytania, na ile twórcy tych filmów byli świadomi przekazywanych treści, a na ile pragnęli jedynie zrealizować konwencjonalne i popularne komedie. Być może zresztą jedno nie wyklucza drugiego? Zadziwiające jest, że w czołówkach wszystkich tych tytułów tak często powtarzają się te same nazwiska. Choćby Eugeniusz Bodo, wielki gwiazdor międzywojennego kina. Nie tylko kochają się w nim bohaterki „Czy Lucyna to dziewczyna?” i „Książątka”, on sam wystąpił jako kobieta w „Piętro wyżej”, którego był zresztą współscenarzystą. Z kolei Adolf Dymsza na ekranie przebierał się za kobietę aż trzykrotnie: w „Sportowcu mimo woli”, „Romeo i Julci” oraz „Niedorajdzie”. Współreżyserem „Książątka” był Konrad Tom, scenarzysta „Czy Lucyna to dziewczyna?” oraz autor dialogów w „Romeo i Julci”. „Książątko” wyreżyserował z nim Stanisław Szebego, jeden z najważniejszych producentów filmowych międzywojnia, swego czasu związany z amantem Witoldem Contim. Szebego jako reżyser stawał za kamerą tylko dwa razy, po raz pierwszy na początku kariery przy „Niewolnicy miłości” (1923), a po raz drugi właśnie przy „Książątku”.
Kiedy ogląda się tak znakomitą, a jednocześnie kampową, scenę jak występ Bodo w „Piętro wyżej” trudno uwierzyć, że wszystkie przekazywane tu znaczenia pojawiają się przypadkowo. Poczynając od Mae West, którą aktor parodiuje. West była bowiem gwiazdą amerykańskiego kina lat 30., ale także gejowską divą, jedną z pierwszych aktorek mających wpływ na produkcję swoich filmów i jedną z pierwszych, która otwarcie mówiła o seksualności.