Koza zniewolona

Między ideologią a rozsądkiem

- Piotr Diaków -

Sprawdza się stara życiowa zasada: czym coś ma mniejszą wartość tym większe wywołuje emocje. Niestety w takich momentach czasem zapominamy o zdrowym rozsądku i wytaczamy najcięższe działa przeciwko czemuś, co na to nie zasługuje. Rysunek kozy w "Rzeczpospolitej" bez wątpienia do takich rzeczy należy. Niektórzy, w tym Wojtek Szot w swoim ostatnim artykule na Innej Stronie, postanowili powalczyć z homofobią publicystów i rysowników. Bardzo dobrze, że coś się dzieje w tym kierunku, jednak nie jestem w stu procentach przekonany, że jest to kierunek najwłaściwszy.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy jest, oczywisty mogłoby się wydawać, fakt, że poza prymitywnym żartem, rysunek i błyskotliwy komentarz Rybińskiego niewiele za sobą niosą. Tego typu rzeczy płodzi się gdy zapanuje zupełna nędza intelektualna, a autorowi brakuje merytorycznych argumentów. Oczywiście prawnicy "Rzeczpospolitej", jak na wszystko zresztą, mają gotową odpowiedź: "ależ to satyra". Drodzy Panowie, prawdziwa satyra ma to do siebie, że unika jak ognia zacietrzewionej ideologi oraz zwykłego chamstwa.

Znalazła się grupa osób, które poczuły się urażone publikacjami w "Rzeczpospolitej", co mnie szczególnie nie dziwi ponieważ sam czuję się zniesmaczony tym co miałem okazję zobaczyć i przeczytać. Jednak forma w jakiej postanowiły działać budzi już u mnie wątpliwości. Występowanie na drogę sądową, czego oczywiście nikomu nie odmawiam, nie uważam za najszczęśliwsze rozwiązanie.

Jedynym efektem, jaki możemy w ten sposób osiągnąć, jest danie do zrozumienia osobom produkującym tego typu satyryczne gnioty, że boli, że warto przelewać na papier swoje chamskie wizje bo to odnosi zamierzony skutek. Humor obrazkowy imć Krauzego ma to do siebie, że przedstawia jego wypatrzoną wizję rzeczywistości, w której dominują, czyhające na naszą rzekomą katolicko-narodową tożsamość, pederaści, agenci SB, zgnilizna Unii Europejskiej oraz lumpenliberałowie III RP. Dla tego człowieka nie ma ratunku, ogarnięty swoimi chorymi obsesjami nie przyjmie nauki płynącej z ewentualnego korzystnego dla nas wyroku sądu. Tego typu akcję poczyta sobie to za kolejną napaść na swoje niedorzeczne ideały, której należy dać jeszcze silniejszy odpór. Zwycięstwo może mieć jedynie charakter prestiżowy i to mocno dyskusyjny. Dla przeciętnego Kowalskiego, zapleśniałego w fotelu przed telewizorem, może się wydać co najmniej dziwne, że w kioskach Ruchu zalegają tony satyrycznych publikacji, atakujących inne grupy społeczne w sposób jeszcze bardziej chamski i prymitywny, a jakoś tylko "te geje" wzniecają awanturę. Jakkolwiek takie postrzeganie sprawy jest mocnym nadużyciem, należy pamiętać, że Kowalski odrobinę racji ma.

I bardzo naiwny jest ten, kto sądzi, że pomyślnie rozstrzygnięta sprawa sądowa stanie się nauką dla osób operujących w mediach chamstwem. Będzie dla nich sygnałem, że przegrali bitwę ale wojna toczy się dalej, że należy szukać innych dróg, na których można dokopać pedałom. Oczami wyobraźni widzę pana Krauzego w szale twórczym, gdy z wypiekami na twarzy płodzi kolejne "dzieło", tym razem na tyle przemyślane by nas zabolało, jednak od strony prawnej było "czyste".

Oczywiście do sądu nie pozywa środowisko LGBT, które, jak wiadomo, nie posiada osobowości prawnej i nie może być stroną tego typu sporu, a osoby zgromadzone wokół "Stowarzyszenia Otwarte Forum". Nie jest moją intencją zabranianie komukolwiek występowania w swoim imieniu przed sądem. Jednak nadawanie osobom niepodzielającym poglądów Wojtka Szota miana niewolnika, sugerowanie impotencji społecznej oraz dowodzenie, że każdy kto ma nieco inne zdanie od autora jest opętany przez "heteromatrix" godzi w podstawowe zasady prowadzenia debaty publicznej. Argumenty drugiej strony obala się własnymi, a nie przez przypisywanie jej szeregu cech właściwych dla jednostki niezdolnej do prowadzenia rzeczowej dyskusji. Autor skupił się niestety na przedstawieniu części środowiska jako ciemnej, niezdolnej do samodzielnego myślenia gawiedzi, której należy przetłumaczyć co jest dla niej dobre i czego potrzebuje. Zaprezentowanie odmiennego stanowiska, zdaniem Wojtka Szota, jest niechybnie oznaką "zniewolenia", do którego zostaliśmy przyzwyczajeni i wtłoczeni przez ów mityczny "heteromatrix". Co gorsza "niewolnicy" nie potrafią uszanować gejowskich mesjaszy, co rusz stępujących z niebios, by na drodze awantur i wdawania się w pyskówki z osobami, które na to nie zasługują, przynieść nam wolność, radość oraz powszechne szczęście.

Osobiście wolność środowiska LGBT, którą autor wspomnianego tekstu odmienia przez wszystkie możliwe przypadki, na ogół w kontekście "walki z terrorem większości", "hegemoni heteroseksualnej" itp., rozumiem przez zbudowanie w społeczeństwie pozytywnego obrazu osób definiujących swoją seksualność w sposób odmienny odmienny od heteroseksualnej większości. Nawet nie tyle pozytywnego, co prawdziwego. Obrazu osób, żyjących, pracujących, kochających, uczących się, słowem: w niczym nieustępujących reszcie współobywateli, którzy mają swoje prawa, marzenia, plany, ideały oraz potrzeby. A przede wszystkim prawo do realizowania swojej seksualności w indywidualny, niezagrażający reszcie, sposób. Jedyną drogą do sukcesu jest praca organiczna polegająca na uświadomieniu mieszkańcom naszego kraju tych banalnych, być może, truizmów.

Niestety osoby podejmujące działania zmierzające do wyedukowania naszego społeczeństwa spotykają się z ostracyzmem środowiska. Dotarcie do szkół, pedagogów, lekarzy oraz osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie małych społeczności jest pracą bardzo mozolną i niewdzięczną. Wbrew pozorom działalność organizacji LGBT na tym polu przynosi pozytywne skutki, w ciągu ostatnich kilku lat na własnych oczach obserwujemy przemianę dokonującą się w mentalności Polaków. Chociażby na przykładzie kozy, która pod koniec lat dziewięćdziesiątych przeszłaby niezauważona jako coś "normalnego", podczas gdy w 2009 roku wywołała oburzenie wielu środowisk oraz publicystów, a komentarze na gazeta.pl pokazują, że spora część społeczeństwa dostrzega w tym coś głęboko niestosownego.

Co gorsza praca tych osób jest na ogół niedoceniana, a koronny argument brzmi: "bierzecie pieniądze z Unii i nic się nie dzieje". I tu jest pies pogrzebany, w opinii wielu osób powinno się "dziać". Najlepiej dużo i głośno, zaś sam skutek to sprawa drugorzędna. Łatwo nastraszyć sądem, napisać buńczuczny artykuł i "zrobić akcję". Łatwo naprawiać świat ideologią. Niestety efekty będą marne, a takie działanie tylko podgrzeje waleczność obydwu stron. Nie lepiej by każdy z nas rozejrzał się wokół siebie i spróbował powalczyć z homofobią na samym dole, a przede wszystkim docenił cudze wysiłki na tym polu? Nie lepiej poświęcić trochę czasu na przekonanie czytelników, że warto zrobić coś samemu? W zaciszu swojej małej społeczności, bez krzyków, spokojnie i do przodu.

Zastanawia mnie, że nikt zadał sobie dotychczas zasadniczego pytania: skąd panowie Krauze, Rybiński i im podobni biorą pieniążki na chlebuś i masełko, które dają im siłę do dalszej pracy "twórczej"? Ano stąd, że ktoś to czyta, kupuje i płaci za to. Stąd, że ich radosna "twórczość" pada na podatny grunt, że w polskim społeczeństwie istnieje popyt na tego typu gnioty. Ów popyt nie bierze się znikąd, jego źródłem są panujące w naszym narodzie uprzedzenia i fobie, które nakręcają spiralę zapotrzebowania na tego typu publikacje. Uderzając w tony rewolucyjne, wzniecając przeideologizowane awantury nic nie osiągniemy. Jedyne co możemy zrobić, to przeciąć spiralę wzajemnej akceptacji autorów i czytelników. I to nie odstrzeliwując poszczególnych publicystów i rysowników na drodze pyskówek i awantur, a edukując końcowego odbiorcę.

Nasuwa się oczywiste pytanie: czy reagować na tego typu przykłady homofobii i zwykłego chamstwa? Zdecydowanie tak, jednak widzę inną, zdecydowanie bardziej skuteczną formę. Poświęcić odrobinę czasu by w sposób kulturalny i rzeczowy odnieść się do zaistniałej sytuacji podejmując  polemikę w prasie. Ktoś mógłby powiedzieć "ależ z czym tu dyskutować?" Na tym właśnie polega nasza siła, na pozbawione argumentów ataki mamy merytoryczną odpowiedź. To widać jak na talerzu, wystarczy dać Kowalskiemu szansę na dostrzeżenie tego oczywistego faktu.




 Bloginie i Blogowie: Wojtek Szot - Niewolnik zrzuca okowy

Tagi:  koza,  rzeczpospolita,  satyra
Podobnie otagowane artykuły:

artykuł IS
szukaj w hiacyncie
witryna WWW
e-mail
klip audio
klip video

podoba mi się (21) nie podoba mi się (10)
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.





strony:   1 2 3 4 5 6
krokodylek (?)   2009.08.31 10:37
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Przedoktoryzowałeś trochę. Nikogo o złodziejstwo itp. nie oskarżam, to absolutnie nie moja bajka. Po drugie nie czuję się niedoceniony, a Ola trochę przesadziła z tym moim aktywizmem - po prostu pomagam przy organizacji Queerowego Maja w Krakowie.
 
wojtekzk (?)   2009.08.31 3:57
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
"pochwały spływają na tych, którzy najwięcej się drą i często niewiele z tego wynika. I to niesprawiedliwe."

Jeśli wszystkie te komentarze które piszesz wynikają tylko z poczucia niedocenienia to jestem ciekaw gdzie się udzielasz, bo ja mam wrażenie, że jednak nawet ludzie nie będący na świeczniku czują się w NGO-sach docenieni. Może czasem za mało, ale jednak o nich się dba, bo stanowią o sile całości. A akurat ci ze świecznika najczęsciej dostają po mordzie... wystarczy popatrzyć na komentarze w necie - działcz=złodziej, przekręt, głupia ideologia. I najdziwniejsze jest to, że sam tą drogą idziesz.
 
wojtekzk (?)   2009.08.31 3:52
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Odpowiem na pytania.

1. Sprawy nie prowadzi kancelaria prawna, pomocy udziala nam Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego, do pomocy zaoferowalo się też kilku innych prawników/prawniczek ze sporym doświadczeniem.

2. Koszty agencji PR są duże, a przy pracy pracują ludzie, którzy z mediami pracują od dawna.

3. "nie zbierają pieniędzy tylko na te dwie rzeczy - prawników i pijarowców. Miast tego bawią się w jakieś głupoty"

Zapraszamy do NGO'sów - szybko się przekonasz, że jest o wiele więcej wydatków niż PR. Niestety to jeszcze nie etap, gdzie można wydawać kasę na takie rzeczy. Sam kiedyś tak myślałem, posiedziałem w środku i wiem, że niestety ale to przerasta obecne możliwości chyba wszystkich.
 
krokodylek (?)   2009.08.27 21:53
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
I jeszcze jedno: to nie jest tak, że sam się czymś zajmując nie mogę się odnieść do tego krytycznie. Brakuje nam również w tym środowisku samokrytyki i to nas spowalnia pod wieloma względami, zafixowujemy się w jakichś przekonaniach i lecimy na oślep bez zastanowienia...
 
krokodylek (?)   2009.08.27 21:30
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Olu, po pierwsze prosiłbym o powściągliwość jeżeli chodzi o styl dyskusji. Bez przytyków, schizofrenii itp.

Po drugie, wyraźnie precyzuję o jakich aktywistów/aktywistki mi chodzi, przeczytaj to zdanie w którym jest mowa na ten temat. Można być aktywistą/ką i robić coś z planem, z konkretnym celem, z pomysłem. Można też awanturować się w mediach, pisać pyskate manifesty, w których obraża się osoby mające inne stanowisko.

Odnośnie "kasy z UE" i "nic nie robienia" to jedna z powszechnych konwencji ataków na organizacje LGBTQ, która mi się bardzo nie podoba, bo ludzie odwalają kawał dobrej roboty, a w zamian słyszą takie rzeczy. Zaś pochwały spływają na tych, którzy najwięcej się drą i często niewiele z tego wynika. I to niesprawiedliwe.

Odnośnie umniejszania roli aktywizmu, pamiętaj Olu, że wszystko powinniśmy poprzedzić jakąś refleksją, przemyśleć środki, cele, możliwości i ustalić jakiś plan działania na lata (przynajmniej to mój postulat, nie chciałbym usłyszeć, że przedstawiam to jako coś jedynie słusznego, to po prostu mój głos w tej dyskusji).
Na razie niestety jest tak, że kręcimy się w kółko - od akcji do akcji, od podniety do podniety. Tak, biorę w tym udział, ale obserwując to mam coraz smutniejsze refleksje....
 
casi przyjaciel IS (21) Kraków   2009.08.27 18:44
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Przykro mi, ale ten tekst jest totalnie schizofreniczny (prześmiewczo odnosi się do aktywistów/ek LGBTQ jako "schodzących z niebios", zapewne elit.., a z drugiej strony pisze o ogólnej niewdzięczności do rzekomo biorących z UE kasę..) i niespójny ideowo. Poza tym Piotrze, umniejszasz jak tylko się da rolę aktywizmu wykraczającego poza "pomocówkę", a sam się nim zajmujesz! I gdzie tu logika??
 
alejandroalkoba przyjaciel IS (24) Kraków   2009.08.27 15:26
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Brawo Piotrze - 100% poparcia.
 
lelek   (niezalogowany)   2009.08.27 2:58
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Troche moze na boku - dwa pytania - jaka kancelaria prawna prowadzi tę sprawę, jaka firma PRowska zostala zatrudniona do przetworzenia ewentualnego sukcesu sądowego (albo porażki) na pożytek tzw. lgbt?

Od paru lat wzbiera we mnie zdziwienie, dlaczego wszyscy "działający" z telewizora, internetu itp nie zbierają pieniędzy tylko na te dwie rzeczy - prawników i pijarowców. Miast tego bawią się w jakieś głupoty, Byłem parę razy w rozncyh lgbtowych miejscach, widziałem. Ręka będąca w drodze do portfela się zatrzymała, bo nikt tam nie chciał, ani pijarowców ani prawników. a lgbt to troche jak coca-cola. Inwestycja w wizerunek i ochrone prawną wydaje się niezbędna. No trzeba popracować portfelem, żeby powszechnie nie wypadało drukować żartów z kozami (proszę bardziej ideowych o zwrócenie uwagi: "nie wypadało", to nie znaczy "nie wolno było", Jakby "Nie wolno bylo", to bym pierwszy drukowal, i płacił kary w ostatecznosci - bo nikt nie twierdzi, ze wolnosc jest tania.)

A na razie, to ja idę spać, bo jutro muszę zarabiać pieniądze. Dzięki nim, parę drobiazgów da się załatwić, np. pozbyć się kóz z obejścia. Ja ze swojego się pozbylem.

I jeszcze moj ulubiony cytacik (a nie powiem z kogo, no dobra. mozna wyguglac, kogo mam na mysli): "The best way to keep the devil at the door is to be rich".

I widac jak to pieknie dziala (jak juz sie ustali, kto to powiedzial) :)
 
krokodylek (?)   2009.08.26 10:32
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Ależ ja nie mam zamiaru dowodzić kto poczuł się urażony, bo niby skąd miałbym to wiedzieć?
Ale faktem za to jest to, co stoi na piśmie (w piśmie występuje stowarzyszenie). I ten właśnie dysonans jest wadą prawną sprostowania - zostało sporządzone przez inny podmiot niż ten, który faktycznie poczuł się urażony i oczekuje przeprosin. Jeżeli już chcecie robić coś na serio to warto by od strony prawnej miało to ręce i nogi.

Zresztą sam zarzut jakobym twierdził, że "stowarzyszenie pozywa" świadczy o tym, że przed napisaniem komentarza obrzuciłeś jedynie wzrokiem mój tekst bez zapoznania się z jego treścią. Napisałem "Oczywiście do sądu nie pozywa środowisko LGBT (...) a osoby zgromadzone wokół "Stowarzyszenia Otwarte Forum"". Pisałem o osobach, stowarzyszenie uznałem jedynie za ich wspólny mianownik bo nie chciałem się właśnie wdawać w dyskusję o formalizmach, która jak widać okazała się nieunikniona.
 
wojtekzk (?)   2009.08.26 1:51
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Jej ty się uparłeś przy swojej tezie, przez co zaciemniasz obraz. Fakt jest taki, że to nie stowarzyszenie zostało obrażone, tylko konkretne osoby fizyczne, więc to one żądają przeprosin. I to jest fakt prawny, do tego ani mnie nie przekonasz, ani nie spowodujesz że zmienię zdanie, gdyż taki jest stan faktyczny. Dlatego nie mogę się zgodzić z Twoją tezą, która jest błędna - sprostowania domagają się osoby prywatne obrażone przez Rzepę. Ile razy mam to napisać, żeby trafiło?
 
strony:   1 2 3 4 5 6




Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu

 
teraz wszystkich online: 351
Mamy już 74032 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.017 s.