...w Berlinie do takiego zgloszenia - interwencji pojechaloby z 6 radiowozow , takie badania lekarskie zrobione bylyby w ciagu godziny i na koszt Policji.Nie wspominajac juz o fachowym podejsciu do ofiary przemocy chociazby byla ona Gejem. Policja Polska wyjezdza na integracje i nauke do jednostek Policji za granice , powstaje wiec pytanie czy te wyjazdy maja sens...skoro nie chca sie przystosowac do panujacych zasad i prawa w Europie, Swiecie.
No cóż chyba panowie nie byli przygotowani na polskie procedury,
które troszkę się różnią od amerykańskich i szwedzkich :).
A co do policjantów, nasi "niebiescy", bywają czasem naprawdę chamskimi, ograniczonymi i wyśmiewnymi homofobami,
ale nie chcę wkładać ich wszystkich do jednego worka, bo bywają osoby, naprawdę oddane swojej pracy, chęci pomocy innym i nie patrzenia na to czy jesteśmy homoseksualistami,
czy wyznajemy judaizm, islam czy ewangelicyzm,
tylko stoja na straży prawa i porządku, nniczym Chuck Norris. :D
które troszkę się różnią od amerykańskich i szwedzkich :).
A co do policjantów, nasi "niebiescy", bywają czasem naprawdę chamskimi, ograniczonymi i wyśmiewnymi homofobami,
ale nie chcę wkładać ich wszystkich do jednego worka, bo bywają osoby, naprawdę oddane swojej pracy, chęci pomocy innym i nie patrzenia na to czy jesteśmy homoseksualistami,
czy wyznajemy judaizm, islam czy ewangelicyzm,
tylko stoja na straży prawa i porządku, nniczym Chuck Norris. :D
Niedawno zostałem pobity na przystanku autobusowym wracając od znajomych. Uważam, że w tym przypadku moja orientacja nie miała tutaj większego znaczenia - i tak bym został pobity. Ale jeśli już poruszany jest tutaj temat traktowania środowisk lgbt przez policję to chciałbym powiedzieć, że czułem się potraktowany profesjonalnie i odczułem faktyczne zainteresowanie moją sprawą.
Po tym, jak telefonicznie zawiadomiłem policję o zajściu, przyjechał do mnie w ciągu kilku minut patrol, który sprawdził mój stan, wypytał się mnie o zajście i podjął próbę znalezienia sprawców w okolicy. Nie udało się to, ale to już wydaje mi się, że nie wina policjantów. Wezwali oni też karetkę, która po mnie przyjechała. Trochę to trwało, zważywszy na bliskość szpitala, ale pomińmy to.
W szpitalu sprawa wyglądała już trochę gorzej. Kilka godzin czekałem na opis zdjęcia rengenowskiego i konsultację z lekarzem. Ale przynajmniej pozwolono mi się położyć i zasnąć.
Dalej, gdy mój stan się trochę poprawił, zgłosiłem sprawę na policji, co polegało na spisaniu zeznań, podaniu rysopisów itp. Pani, z którą miałem kontakt była miła, nie miała do mnie żadnych uprzedzeń, pomimo iż otwarcie powiedziałem, że zostałem wyzwany od pedałów. Wzbudziło to u niej raczej współczucie. Nie sugerowała, że moje zgłoszenie jest bez sensu ani nic w tym stylu. Dostałem skierowanie na obdukcję, co było dla mnie oczywiste w sytuacji pobicia. Jest to później przecież istotny dowód.
Trwało to wszystko około godziny, ale nie z powodu opieszałości, tylko ze względu na skrupulatność. Uważam, że zgłoszenie sprawy jest naturalnym postępowaniem w takim przypadku. Nie chodzi mi tutaj o osoby, które się wstydzą/boją - zwracam tutaj uwagę osobą zaskoczonym koniecznością spędzenia czasu na komisariacie - skąd policja ma poznać szczegóły zajścia? Mają to wyczytać z wyplutej na miejscu przeze mnie śliny czy złamanych źdźbeł trawy?
Uważam istniejące procedury, przynajmniej w formie w jakiej ja się z nimi zetknąłem, za uzasadnione. Pomijam tutaj skuteczność wykrycia sprawców. Jej niski poziom nie jest dla mnie zaskakujący, bo jak znaleźć dwóch łysych w białych dresach na blokowisku w pięciuset tysięcznym mieście? Nikłe są szanse. Ale pomimo tego czułem się w obowiązku zgłosić tę sprawę.
Po tym, jak telefonicznie zawiadomiłem policję o zajściu, przyjechał do mnie w ciągu kilku minut patrol, który sprawdził mój stan, wypytał się mnie o zajście i podjął próbę znalezienia sprawców w okolicy. Nie udało się to, ale to już wydaje mi się, że nie wina policjantów. Wezwali oni też karetkę, która po mnie przyjechała. Trochę to trwało, zważywszy na bliskość szpitala, ale pomińmy to.
W szpitalu sprawa wyglądała już trochę gorzej. Kilka godzin czekałem na opis zdjęcia rengenowskiego i konsultację z lekarzem. Ale przynajmniej pozwolono mi się położyć i zasnąć.
Dalej, gdy mój stan się trochę poprawił, zgłosiłem sprawę na policji, co polegało na spisaniu zeznań, podaniu rysopisów itp. Pani, z którą miałem kontakt była miła, nie miała do mnie żadnych uprzedzeń, pomimo iż otwarcie powiedziałem, że zostałem wyzwany od pedałów. Wzbudziło to u niej raczej współczucie. Nie sugerowała, że moje zgłoszenie jest bez sensu ani nic w tym stylu. Dostałem skierowanie na obdukcję, co było dla mnie oczywiste w sytuacji pobicia. Jest to później przecież istotny dowód.
Trwało to wszystko około godziny, ale nie z powodu opieszałości, tylko ze względu na skrupulatność. Uważam, że zgłoszenie sprawy jest naturalnym postępowaniem w takim przypadku. Nie chodzi mi tutaj o osoby, które się wstydzą/boją - zwracam tutaj uwagę osobą zaskoczonym koniecznością spędzenia czasu na komisariacie - skąd policja ma poznać szczegóły zajścia? Mają to wyczytać z wyplutej na miejscu przeze mnie śliny czy złamanych źdźbeł trawy?
Uważam istniejące procedury, przynajmniej w formie w jakiej ja się z nimi zetknąłem, za uzasadnione. Pomijam tutaj skuteczność wykrycia sprawców. Jej niski poziom nie jest dla mnie zaskakujący, bo jak znaleźć dwóch łysych w białych dresach na blokowisku w pięciuset tysięcznym mieście? Nikłe są szanse. Ale pomimo tego czułem się w obowiązku zgłosić tę sprawę.
To teraz jestem juz blizej zrozumienia. A wiec tak. Chodzilo o to, ze sytuacja osob jest specyficzna. Nasze srodowisko to nie tylko wyoutowani, swiadomi swoich praw ludzie. To nadal glownie osoby, ktore sie ukrywaja. Dla takich osob zgloszenie n. p. pobicia jest bardzo trudne, bo obawiaja sie niewygodnych pytan, zaangazowania w sprawe swojej rodziny, ludzi w miejscu pracy. Pobobne problemy pojawiaja sie w przypadku bitych lub gwalconych kobiet. Jednak tutaj kadra policji jest szkolona. Policjanci wiedza jak rozmawiac z poszkodowanymi, znaja problematyke, wiedza ze pokrzywdzonej (czesto przez malznoka) kobiecie trudno jest zlozyc donos. W przypadku ofiar homoseksualnych istnieja podobne problemy. Ja je rozumiem - Ty na pewno tez, ale czy policjant, ktory nie mial z tym nigdy stycznosci tez to zrozumie? Obawiam sie nie. Odsylam do warszawskiej Lambdy, ktora robila badania na ten temat. To nie jest problemy wymyslony (bo to sugerujesz) - to problem realny, poparty liczbami. Uwazam, ze nalezy sie nim interesowac i nie rozumiem skad Twoj opor, bo niby komu/czemu powyzszy tekst mialby szkodzic?
Moj post nie dotyczyl samego zdarzenia (faktu zaczepki i pobicia), ale sposobu postrzegania rzeczywistosci przedstawionego w artykule. Nie wiem jak jest z ta policja, byc moze ta instytucja gorzej traktuje osoby homoseksualne, byc moze nie. Ale jesli nie traktuje takich osob niewlasciwie, to kwestia stworzenia dodatkowych rozwiazan poprawiajacych komunikacje na styku policja - LGBT nie przyniesie zadnych rezultatow, bo po prostu zle dziala instytucja.
Tak, wiem, to jest portal LGBT, i nie przez przypadek tu jestem i komentuje wiadomosci. Lezy mi na sercu lepsze zycie osob LGBT, jednak zalezy mi takze na tym, zeby ludzie nie poslugiwali sie uproszczeniami i komunalami, a odbierali rzeczywistosc w takiej postaci, ktora jest jak najbardziej zblizona do stanu faktycznego.
Tak, wiem, to jest portal LGBT, i nie przez przypadek tu jestem i komentuje wiadomosci. Lezy mi na sercu lepsze zycie osob LGBT, jednak zalezy mi takze na tym, zeby ludzie nie poslugiwali sie uproszczeniami i komunalami, a odbierali rzeczywistosc w takiej postaci, ktora jest jak najbardziej zblizona do stanu faktycznego.
IS to portal LGBT. Artykul rozpoczyna sie od konkretnego przypadku, gdzie poszkodowani miely tylko teoretyczna mozliwosc wniesienia skargi. Ich sprawa przepadla bo procedury w takich przypadkach chronia napastnikow a nie ofiary. Poszkodowani to ofiary homofobii - o czym Twoim zdaniem mamy wiec pisac w tym kontekscie. Problem przemocy wobec gejow i lesbijek jest znacznie szerszy i nalezy o nim porozmawiac. Ten artykul byl wstepem do tej rozmowy.
Nie nalezy jednak do kazdej sprawy mieszac orientacji. Nie lubie takiego "lgbtcentryzmu" - ci dwaj panowie zostali przez policje potraktowani (prawdopodobnie) jak kazdy inny czlowiek, ktory by sie do nich zglosil. Ale poniewaz byli gejami, to zrobila nam sie z tego powodu jakas dyskryminacja...
tak - takie jest prawo (a raczej procedury) i jest głupie. głupie prawo należy zmieniać.
niezglaszane przestępstwa są problemem policji i tylko policji, bo to wskaźnik niskiego zaufania do tej instytucji.
głupie procedury, niedofinansowanie, biurokracja no i wiążąca się z powyższym frustracja funkcjonariuszy.
niezglaszane przestępstwa są problemem policji i tylko policji, bo to wskaźnik niskiego zaufania do tej instytucji.
głupie procedury, niedofinansowanie, biurokracja no i wiążąca się z powyższym frustracja funkcjonariuszy.
Język (polski) powinien opisywać rzeczywistość, a nie konserwować dominację i utrwalać stereotypy. Żeńskie końcówki nie są niczym nowym w języku polskim. Będą brzmieć lepiej, gdy się do nich przyzwyczaisz:)
To, ze geje sie wstydza - to nie klopot policji. Odnosnie sprawy powiadomienia policji - nie wiemy, jak to wygladalo. Panowie zostali pobici, i zglosili to telefonicznie. Zostali poinformowani, ze moga zglosic sprawe na komisariacie. Czy po calym zajsciu z chuliganami bylo jeszcze jakies zagrozenie? Pewnie juz nie, bo bylo po wszystkim. Mam znajoma, ktora jest policjantka i przyjmuje zgloszenia oraz wysyla interwencje. Nie ma takiej mozliwosci, aby patrol nie zostal wyslany - o ile operator nie uzna, ze zagrozenia nie ma.
Czy jak ktos ukradnie mi samochod, ide do domu i dzwonie na policje i czekam na obsluge w swoim domu? A moze ide na komisariat zglosic sprawe?
A kwestia obdukcji? Takie mamy prawo?
Czy jak ktos ukradnie mi samochod, ide do domu i dzwonie na policje i czekam na obsluge w swoim domu? A moze ide na komisariat zglosic sprawe?
A kwestia obdukcji? Takie mamy prawo?













0
0






















