lilianne_blaze:
Tak, ale ja mówię o czym innym - o tym, że małżeństwo się zmienia, trochę przez homomałżeństwa, ale głównie to homomałżeństwa wypłynęły na tej fali zmiany podejścia ludzi do tej instytucji.
Tak czy inaczej zmienia się, my chcemy małżeństw, a jak już będziemy mieli to one będą już zupełnie inne niż te, o które walczyliśmy. Być może małżeństwa w ogóle przestaną mieć znaczenie, ponieważ z tym "rozwojem" małżeństw uciekną wszelkie przywileje dla nich przewidziane. Bo jeśli będzie można dowolną konfigurację osób nazwać małżeństwem, to nie będzie już więcej sensu utrzymywać dla tej instytucji żadnych przywilejów.
Tak więc uważam, że dokładamy cegiełkę do bardzo poważnej zmiany w społeczeństwie dotyczącej rodziny, której skutków teraz nie przewidzimy, a znając życie nie będą one pozytywne. Uda się na świecie przeprowadzić to, o czym marzyli twórcy wszelkich totalitaryzmów - zdegradować pojęcie rodziny (która zawsze była uważana za wroga totalitaryzmu) by ludzie znajdowali oparcie tylko w systemie państwowym, który będzie nas kontrolował.
Alez nie musimy ich przedefiniowywac. Twierdzenie ze malzenstwa homo sa czyms nowym to ordynarny rewizjonizm historyczy, sa tak stare jak malzenstwa hetero. To glownie religie abrahamiczne wprowadzily ograniczenie "malzenstwo = malzenstwo hetero", przedtem to wcale nie bylo takie oczywiste jak obecnie probuje sie nam wmowic.
Tak, ale ja mówię o czym innym - o tym, że małżeństwo się zmienia, trochę przez homomałżeństwa, ale głównie to homomałżeństwa wypłynęły na tej fali zmiany podejścia ludzi do tej instytucji.
Tak czy inaczej zmienia się, my chcemy małżeństw, a jak już będziemy mieli to one będą już zupełnie inne niż te, o które walczyliśmy. Być może małżeństwa w ogóle przestaną mieć znaczenie, ponieważ z tym "rozwojem" małżeństw uciekną wszelkie przywileje dla nich przewidziane. Bo jeśli będzie można dowolną konfigurację osób nazwać małżeństwem, to nie będzie już więcej sensu utrzymywać dla tej instytucji żadnych przywilejów.
Tak więc uważam, że dokładamy cegiełkę do bardzo poważnej zmiany w społeczeństwie dotyczącej rodziny, której skutków teraz nie przewidzimy, a znając życie nie będą one pozytywne. Uda się na świecie przeprowadzić to, o czym marzyli twórcy wszelkich totalitaryzmów - zdegradować pojęcie rodziny (która zawsze była uważana za wroga totalitaryzmu) by ludzie znajdowali oparcie tylko w systemie państwowym, który będzie nas kontrolował.
O Konstytucji pisalam juz wielokrotnie, ostatnio pod http://www.innastrona.pl/magazyn/bequeer/zwiazki-jednoplciowe-homomalzenstwa-w-polsce-za-granica.phtml . Brak malzenstw homo lamie zapisana rowniez w Konstytucji zasade rownosci wobec prawa i gdybysmy zyli w panstwie prawa to to bylby wystarczajacy i ostateczny argument za ich natychmiastowym wprowadzeniem.
> Odłóżmy koniec świata na później, a zajmijmy się małżeństwami i potrzebą ich przedefiniowania
Alez nie musimy ich przedefiniowywac. Twierdzenie ze malzenstwa homo sa czyms nowym to ordynarny rewizjonizm historyczy, sa tak stare jak malzenstwa hetero. To glownie religie abrahamiczne wprowadzily ograniczenie "malzenstwo = malzenstwo hetero", przedtem to wcale nie bylo takie oczywiste jak obecnie probuje sie nam wmowic.
> Odłóżmy koniec świata na później, a zajmijmy się małżeństwami i potrzebą ich przedefiniowania
Alez nie musimy ich przedefiniowywac. Twierdzenie ze malzenstwa homo sa czyms nowym to ordynarny rewizjonizm historyczy, sa tak stare jak malzenstwa hetero. To glownie religie abrahamiczne wprowadzily ograniczenie "malzenstwo = malzenstwo hetero", przedtem to wcale nie bylo takie oczywiste jak obecnie probuje sie nam wmowic.
wiesz, jakby nie patrzeć ja to traktuję jako jedynie punkt wyjścia, przecież wiktor nie ma zamiaru dyskutować z samym łozińskim;)
kler:
Nie chciało mi się czytać tekstu Łozińskiego, ale tam nie ma żadnych istotnych argumentów, a wszystkie z dupy (czytałem tylko tekst powyższy). Wobec tego komentowanie takiego tekstu sprowadza się do tłumaczenia jednemu, który mówi że woda jest sucha, że jest mokra. Po co to.
Ta zasada sama w sobie jest głupia. Gdybyśmy nie komentowali tego, co uważamy za głupie - a co istnieje w świadomości ludzi i jest uznawane bez ani jednego ALE - świadomość społeczna (no i w ogóle WSZYSTKO...) nigdy by się nie rozwinęła.
Nie chciało mi się czytać tekstu Łozińskiego, ale tam nie ma żadnych istotnych argumentów, a wszystkie z dupy (czytałem tylko tekst powyższy). Wobec tego komentowanie takiego tekstu sprowadza się do tłumaczenia jednemu, który mówi że woda jest sucha, że jest mokra. Po co to.
tekst jest boski! :) just love it! ciekawam czy panu redaktorowi GN starczyłoby rozmachu intelektualnego aby polemizować :)))
Wiktor - b. dobry tekst. Trochę ironiczny, z poczuciem humoru, jednak zdystansowany, spokojny, spójny. Gratu.
pokrak:
Ta zasada sama w sobie jest głupia. Gdybyśmy nie komentowali tego, co uważamy za głupie - a co istnieje w świadomości ludzi i jest uznawane bez ani jednego ALE - świadomość społeczna (no i w ogóle WSZYSTKO...) nigdy by się nie rozwinęła.
pokrak:
Nie wiem, czy przypadkiem rozprawa z bezsensownym tekstem Łozińskiego ze swojej natury też nie staje się bezsensowna w myśl zasady, że głupoty się nie komentuje.
Ta zasada sama w sobie jest głupia. Gdybyśmy nie komentowali tego, co uważamy za głupie - a co istnieje w świadomości ludzi i jest uznawane bez ani jednego ALE - świadomość społeczna (no i w ogóle WSZYSTKO...) nigdy by się nie rozwinęła.
Nie wiem, czy przypadkiem rozprawa z bezsensownym tekstem Łozińskiego ze swojej natury też nie staje się bezsensowna w myśl zasady, że głupoty się nie komentuje.
Odłóżmy koniec świata na później, a zajmijmy się małżeństwami i potrzebą ich przedefiniowania, która już jakiś czas temu zaistniała, ale wśród "naszych" publicystów o tym cichutko... A ja sobie myślę TAK: skoro przełamana została zasada małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny (co tam ma jakieś archaiczne biologiczne podstawy - to nie ironia), to jakie są racjonalne przesłanki ku temu, żeby za małżeństwo nie uznawać dowolnej konfiguracji osób, bez względu na ich liczbę i płcie? Ja uważam, że takich przesłanek nie ma, i prędzej czy później osoby reprezentujące styl życia zwany poliamoryzmem będą mieć takie same prawa jak związki KM, MM i KK. Bo niby dlaczego nie?
I mój wniosek jest taki, że walczymy o przeniesienie uprawnień tradycyjnego małżeństwa także na nasze związki, ale w tym czasie wszystko się zmieni (i to nie tylko nasza zasługa) i instytucja małżeństwa która nam się tak marzy, już taka wymarzona nie będzie. Bo jeśli będzie małżeństwo dowolnym układem pomiędzy dorosłymi ludźmi, to przestanie istnieć - bo jego istnienie nie będzie miało sensu, bo stanie się jakimś dziwacznym kolektywem, spółką cywilną nastawioną na uzyskanie przywilejów, a nie czymś wyjątkowym i niezwykłym zagłębionym w sens istnienia człowieka.
Chciałbym, żeby narodziła się dyskusja w naszym środowisku na ten temat. Bo może kopiowanie małżeństwa 1:1 to nie jest najlepsza droga? A może autor tego artykułu spróbuje zacząć dyskusje?
Rozumiem, że można mieć obawy związane z postępującym rozwojem technologii i drżeć na samą myśl, że pewnego dnia pojawią się inteligentne maszyny, których obecność zmusi nas do przedefiniowania pojęcia "osoba", "człowiek" i "ludzkość", że zapanuje chaos, anarchia i wreszcie nastąpi koniec świata, ale, proszę, nie panikujmy.
Odłóżmy koniec świata na później, a zajmijmy się małżeństwami i potrzebą ich przedefiniowania, która już jakiś czas temu zaistniała, ale wśród "naszych" publicystów o tym cichutko... A ja sobie myślę TAK: skoro przełamana została zasada małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny (co tam ma jakieś archaiczne biologiczne podstawy - to nie ironia), to jakie są racjonalne przesłanki ku temu, żeby za małżeństwo nie uznawać dowolnej konfiguracji osób, bez względu na ich liczbę i płcie? Ja uważam, że takich przesłanek nie ma, i prędzej czy później osoby reprezentujące styl życia zwany poliamoryzmem będą mieć takie same prawa jak związki KM, MM i KK. Bo niby dlaczego nie?
I mój wniosek jest taki, że walczymy o przeniesienie uprawnień tradycyjnego małżeństwa także na nasze związki, ale w tym czasie wszystko się zmieni (i to nie tylko nasza zasługa) i instytucja małżeństwa która nam się tak marzy, już taka wymarzona nie będzie. Bo jeśli będzie małżeństwo dowolnym układem pomiędzy dorosłymi ludźmi, to przestanie istnieć - bo jego istnienie nie będzie miało sensu, bo stanie się jakimś dziwacznym kolektywem, spółką cywilną nastawioną na uzyskanie przywilejów, a nie czymś wyjątkowym i niezwykłym zagłębionym w sens istnienia człowieka.
Chciałbym, żeby narodziła się dyskusja w naszym środowisku na ten temat. Bo może kopiowanie małżeństwa 1:1 to nie jest najlepsza droga? A może autor tego artykułu spróbuje zacząć dyskusje?
Nie jestem znawcą języka polskiego, ale według mnie ten artykuł jest świetny. Chciałbym zobaczyć minę pana Łozińskiego, kiedy to czyta :D
Gratuluję ciekawego artykułu lingwistycznego! Tego mi brakowało. Wszystko, co zostało tutaj przez p. Dynarskiego napisane oraz przytoczone, w doskonały sposób pokazuję, jaką potęgę stanowi język. Jest to oręże, którym można władać na wiele sposobów, niestety także dla własnych korzyści kosztem innych. Moja znajoma, polonistka nota bene, opowiada mi, że na polonistów kształci się wielu gejów (niestety o les, bi, trans, etc. nie wspominała). Miejmy nadzieję, że będą potrafili oni rozważnie władać naszym pięknym ojczystym językiem właśnie po to, aby nie pozwolić na wprowadzanie ogółu (niestety często niedouczonego i bezmyślnie podążającego za "wężoustymi" dyktatorami rodem z III. Rzeszy) w błąd.




























0
0





















