Wywiady IS - Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski

Gra w chowanego i... w "Berka"

powiększ

Marcin Szczygielski i Tomasz Raczek
Fot. prywatne archiwum
- Na piętnastolecie związku i przy okazji premiery gejowskiej książki "Berek", którą napisał Marcin, a wydał Tomek, zrobiliście publiczny coming out. Jakie macie wrażenia?
T.R.: Jesteśmy zaskoczeni aż tak entuzjastycznym przyjęciem naszego ujawnienia się. Spodziewaliśmy się różnych reakcji - i pozytywnych, i negatywnych, tymczasem ciągle odbieramy same gratulacje. Staliśmy się nagle rozchwytywanymi postaciami medialnymi. Nie spodziewałem się również, że ten coming out będzie miał wymiar społeczny. Przypadkiem nastąpił akurat 4 dni po wyborach (w "Fakcie" z 25.10.2007 r.; premiera "Berka" z "comingoutową" przedmową T. Raczka nastąpiła miesiąc później - przyp. MK). Mam wrażenie, że został odebrany trochę jak przypieczętowanie końca IV RP. Liczyłem się na przykład z możliwymi zgryźliwymi felietonami prawicowych publicystów a oni zamilkli. Nagle szydzenie z homoseksualności stało się czymś w najgorszym guście. Klimat społeczny zmienił się raptownie. Przykładem na to stał się list, który znaleźliśmy w skrzynce pocztowej po występie w programie "Dzień Dobry TVN". Na kopercie nie było znaczków ani adresu, więc pełni złych przeczuć pomyśleliśmy: "no, zaczyna się...". Tymczasem w środku był pochwalny pean na naszą część napisany przez sąsiadkę z naszego osiedla. Trochę bardziej skomplikowane są reakcje gejów na nasz coming out.
- Jakie?
M.S.: Geje, którzy do nas piszą i nasi znajomi geje są zaskakująco ostrożni i nieufni. Najczęściej mówią coś w stylu: "Dobrze, że to zrobiliście, ale ja nigdy bym się nie ujawnił". Zresztą wcześniej zgodnie odradzali nam ujawnianie się. W przypadku jednego ze znajomych gejów możemy chyba wręcz mówić o "antycomingoutowej" krucjacie - wciąż wydzwaniał i zaklinał nas, byśmy tego nie robili. Natomiast heterycy widzą w nas po coming oucie otwartych ludzi, którzy powiedzieli coś oczywistego.
- Skąd decyzja o coming oucie właśnie teraz?
T.R.: - Moja droga do publicznego ujawnienia się była długa. Przez wiele lat zgadzałem się na grę polegającą na tym, że wszyscy wiedzą, że jestem gejem, ale ani ja, ani oni o tym nie wspominają. Ta kwestia nie istnieje. Ostatnio zrozumiałem jednak, że w tej grze dochodzi się w końcu do ściany, za którą jest pustka. Zorientowałem się, że dalsze ograniczanie tożsamości hamuje mój rozwój, sprawia, że staję się niewiarygodny. Nie podobał mi się wykreowany wizerunek miłego, kulturalnego pana odbiegający od pełnokrwistego oryginału. Poczułem, że zgadzając się na to sam siebie poniżam. Postanowiłem coś z tym zrobić. Najpierw poćwiczyłem jednak na ... mojej sympatii do francuskiej piosenkarki Mireille Mathieu. Pamiętam jak w szkole kumple z dumą mówili o swych idolach - Deep Purple albo Black Sabbath, a ja wstydziłem się przyznać, że lubię słuchać Mireille. Wyrzekałem się jej, bo czułem, że dla moich kolegów to obciach. Moje samoponiżenie dosięgło zenitu, gdy kilka lat temu w sklepie muzycznym za granicą poprosiłem o jej płyty usprawiedliwiając się, że "to dla mojej mamy". Wyszedłem ze sklepu z poczuciem niesmaku wobec własnej hipokryzji. Zdecydowanie nie miałem już ochoty na kierowanie się tym, co inni powiedzą, czy im się to spodoba, czy będą dzięki temu uważali mnie za autorytet, czy nie. Przecież zawsze lubiłem i nadal lubię być sobą! Przecież wciąż jest we mnie duch małego anarchisty, który niegdyś sprawił, że Zygmunt Kałużyński wybrał mnie sobie na swojego zawodowego partnera. A więc nigdy więcej ustępstw na rzecz hipokryzji! Od tamtej pory zacząłem nienaturalnie donośnym głosem pytać w sklepach o Mireille Mathieu, wykłócać się ze sprzedawcami, gdy okazywało się, że nie posiadają jej płyt itd. Nauczyłem się mówić bez wstydu: "Tak, lubię Mireille Mathieu!". Następnym krokiem było powiedzenie otwarcie: "Tak, jestem gejem!".
M.S.: - Dla mnie decyzja o coming oucie zapadła w sierpniu tego roku, gdy zacząłem pisać "Berka". Liczyłem się z tym, że parę jajek w moją stronę może po tym polecieć, też nie przewidziałem aż tak fenomenalnej reakcji. Tomek jeszcze wtedy nie był pewny, czy to zrobi, ale gdy wpadł na pomysł coming outu w przedmowie do "Berka" - zgodziłem się oczywiście bez namysłu.
- "Berek" to Twoja piąta powieść. W czterech wcześniejszych nie ma wątków gejowskich, nie ma też scen erotycznych jak w "Berku".
M.S.: - Tak, "Berek" jest niewątpliwie przełomem w moim pisaniu. Zawsze chciałem tworzyć książki popularne, traktujące o sprawach "ogólnych" a kwestia gejowska wydawała mi się parę lat temu z jednej strony niszowa, a z drugiej - przeze mnie samego już całkiem "przetrawiona". Większe wrażenie robiło na mnie wyzwolenie się z korporacji, w której wcześniej (jako dyrektor artystyczny w "Playboyu" i dyrektor kreatywny w G+J Polska - przyp. MK) pracowałem i stąd taki temat tych pierwszych powieści. Choć teraz widzę, że się w nich autocenzurowałem. Potem nadeszła IV RP i mój gniew na zaprzepaszczanie siebie w korporacyjnym stylu życia ustąpił złości na narastającą nagonkę na gejów. Wypowiedzi Giertycha i innych dotyczące "propagandy homoseksualnej" i ważność, jaką nadawano tym absurdom przez cytowanie ich w najważniejszych wiadomościach sprawiły, że poczułem się tłamszony i wkurzałem się. Na dodatek, ten cały radiomaryjny ruch, moherowe berety, który wcześniej wydawał mi się raczej nieszkodliwy, śmieszny, w IV RP zaczął dużo znaczyć. Nigdy wcześniej jako gej nie czułem się tak wściekły - zacząłem odczuwać potrzebę buntu. Wziąłem urlop, pojechałem nad morze i w ciągu kilku dni obmyśliłem całą książkę.
- O czym więc jest "Berek"?
M.S.: - Bohaterowie "Berka" to 30-letni gej Paweł oraz jego sąsiadka 60-letnia Anna, "moherowy beret". Nie cierpią się i właściwie prawie w ogóle się nie widują. Splot okoliczności, którego nie chcę zdradzać, sprawi, że dojdzie do brzemiennej w skutki konfrontacji. "Berek" ma z założenia bardzo "przyjazną" formę, jest lekko i prosto napisany...
- Czyta się go błyskawicznie.
M.S.: - ...a sceny erotyczne były dla mnie prawdziwą przyjemnością. Nie tylko dlatego, że miewałem w trakcie ich pisania erekcję. To było po prostu wyzwalające doświadczenie.
- Macie nadzieję, że "Berek" jako pierwsza polska popularna powieść gejowska wypełni pewną lukę na literackim rynku?
M.S.: Dokładnie tak. Byliśmy kiedyś na odczycie Błażeja Warkockiego na temat polskiej literatury gejowskiej, na którym autor drobiazgowo analizował różne odniesienia, niuanse, wzmianki. Uświadomiliśmy sobie wtedy, że poza "Lubiewem" Michała Witkowskiego i książkami Bartosza Żurawieckiego nie ma u nas tzw. literatury gejowskiej (choć ostatnio zaczyna się to zmieniać). A mainstreamowej literatury gejowskiej nie ma w ogóle.
T.R.: - Postanowiłem poszukać takich pozycji za granicą, przetłumaczyć je i wydać. I wciąż mam ten pomysł, ale "po drodze" zdarzył się "Berek". Zresztą myślę, że od teraz tematyka gejowska będzie stale obecna wśród książek wydawanych przez "Latarnika".
- Nie obawiasz się łatki wydawcy "gejowskich książek"?
T.R.: - Nie! Zrobiłem zbyt wiele różnych rzeczy w życiu, by dać się zaszufladkować, ale też nie boję się łączenia mnie z tematyką gejowską. Mam 50 lat, jestem niezależny i wolny, nie tylko w znaczeniu ekonomicznym. Mam na myśli wolność wewnętrzną. Mogę sobie pozwolić na realizowanie marzeń. A to jest przywilejem nielicznych. Znam sporo 30-, 40-letnich gejów, którzy prowadzą podwójne życie. Szczególnie dotyczy to tych, którzy do Warszawy przyjechali z innych miast i miasteczek. Są jak doktor Jekyll i Mr Hyde. Tam, skąd pochodzą, wykonują heteroseksualny "program obowiązkowy" zaplanowany przez rodzinę a w Warszawie są gejami, nierzadko w stałych, długoletnich związkach. Te dwa życia oznaczają swoistą schizofrenię i - na dłuższą metę - prowadzą do frustracji. Oni nie mają wolności wewnętrznej, nie planują coming outów, ale książki o gejach na pewno chętnie kupią.
- Dlaczego tak niewiele osób homoseksualnych ujawnia się publicznie?
M.S.: Bo mają we własnym przekonaniu dużo więcej do stracenia niż zyskania. Na szali stawiają swe kariery. Ale myślę, że przede wszystkim chodzi o coś innego: o ich wątpliwość, czy staną na wysokości zadania, czy będą potrafili się odnaleźć w tej zupełnie nowej sytuacji, jako jawni geje.
T.R.: To nie jest chyba strach przed tym, że świat zrobi im krzywdę, to raczej obawa przed sobą. Przecież coming out jest jak wejście na scenę w blasku reflektorów. Jak zareaguje publiczność? Co jej powiedzieć? I jak to zrobić? Ja też zastanawiałem się, co zrobią choćby mój listonosz i dostawca wody mineralnej po przeczytaniu "Faktu" z moją deklaracją, że jestem gejem. Czy będą klaskać, czy gwizdać? I jak będę się czuł wiedząc, że oni wiedzą? Ale to były niepotrzebne obawy. Czuję się dobrze a pan od wody mineralnej nic nie powiedział tylko uścisnął rękę na pożegnanie, czego wcześniej nigdy nie robił. Zrozumiałem przekaz.
Mam nadzieję, że nasz coming out zachęci inne znane osoby i wkrótce będziemy mieli następnych ochotników. Byłoby wspaniale, gdyby udało się wykorzystać ten moment, w którym sprawy gejów i lesbijek spotykają się z większą życzliwością społeczeństwa niż dotąd. Potrwa to pewnie parę miesięcy, jeśli ten czas zmarnujemy, trzeba będzie zaczynać od nowa.
- Od jakiegoś czasu byłeś coraz bardziej aktywny na polu kwestii LGBT. W warszawskim kinie Luna prowadziłeś spotkanie z Grażyną Szapołowską na temat jej niemieckiego filmu z wątkami lesbijskimi, na swoim blogu wnikliwie analizowałeś postać geja ze spektaklu "Darkroom" (Teatr Polonia Krystyny Jandy) a w maju tego roku wziąłeś udział w ceremonii wręczenia Hiacyntów Fundacji Równości.
T.R.:- Jestem bardzo wdzięczny Tomaszowi Bączkowskiemu, że zaprosił mnie na tę uroczystość...
M.S.: - ...Tomek wręczał nagrodę producentom serialu "Magda M.". Chciałem podprowadzić go pod scenę, co byłoby pewnym sygnałem, że jesteśmy razem, ale zaprotestował. Jeszcze w maju br. nie był do końca przekonany, czy robić coming out.
T.R.: - Ale na tej imprezie zdarzyło się coś dla mnie ważnego. Stałem na scenie, gdy nagrodę odbierała Claudia Roth (szefowa niemieckich Zielonych, stała uczestniczka polskich Parad Rowności, bojowniczka o prawa mniejszości seksualnych i laureatka Hiacynta dla Polityka/-czki Roku - przyp. MK). Jej kilkuminutowe brawurowe, pełne niesamowitej energii przemówienie dosłownie mnie porwało. Miałem łzy w oczach. Jestem przekonany, że moją obecną pewność siebie jako geja w dużej mierze zawdzięczam jej. Myślałem: "Boże, gdybyśmy u nas mieli takich polityków!"
- W niektórych komentarzach dotyczących Waszego coming outu pojawiły się opinie, że to zabieg komercyjny.
T.R.: Och to wieczne małostkowe szukanie dziury w całym... Jakby ktoś cedził przez zęby: "Patrzcie, jaki chytry! Ma dom nad rwącą, niebezpieczną rzeką i jeszcze sobie młyn wybudował, cwaniak jeden!".
Jestem bardzo wdzięczny Marcinowi, bo to on delikatnie popychał mnie do coming outu i w końcu umożliwił mi go w tak komfortowej formie - w przedmowie do swej ksiązki. Cieszę się, że dotarłem do tego momentu, bo łatwo było skręcić gdzieś w bok lub w ogóle się zatrzymać. Ale ilekroć miałem ochotę przystanąć, on na to nie pozwalał. Posiadanie partnera, który mnie mobilizuje i jest ciągłym wyzwaniem to najlepsze, co mogło mi się zdarzyć.
- Jesteście pierwszą w Polsce znaną parą gejowską, na dodatek z długim stażem, więc nie mogę nie zapytać: czy zalegalizowalibyście swój związek, gdyby była taka możliwość?
M.S.: - Jeżeli Tomek by mnie poprosił o rękę, to bym się zgodził.
T.R.: - A ja bym poprosił.

Rozmawiał: Mariusz Kurc

Chciał(a)byś zadać własne pytanie Tomaszowi Raczkowi?
Możesz to zrobić na jego profilu: http://www.innastrona.pl/user/abuk/




 Marcin Szczygielski - Berek

 Profile IS - Tomasz Raczek

Tagi:  Tomasz Raczek,  Marcin Szczygielski,  Coming Out

artykuł IS
szukaj w hiacyncie
witryna WWW
e-mail
klip audio
klip video

podoba mi się (3) nie podoba mi się
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.


Brak nielubiących



strony:   1 2
Jacek   (niezalogowany)   2007.12.18 17:57
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Na pewno na alternatywnym w stosunku do Antwerpii.
 
arthrosis   (niezalogowany)   2007.12.14 16:12
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
A do tego ta rażąca okładka...
 
arthrosis   (niezalogowany)   2007.12.14 16:09
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
No przestań...
...na jakim świecie Ty żyjesz?!
 
arthrosis   (niezalogowany)   2007.12.14 16:07
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Święta prawda-
brutalna prawda-
tylko jedna prawda-
ta gorzka prawda=

W pełni się z Tobą zgadzam
 
arthrosis   (niezalogowany)   2007.12.14 16:05
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
coming out w czasie wydania książki-
czy to nie jest dodatkowy chwyt marketingowy...? O_o
 
Jacek (45) Warszawa   2007.12.11 0:53
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
"Dzieci z Bullerbyn"... to chyba niezamierzony, choc zasluzony komplement (zachowujac oczywiscie proporcje miedzy AL a TR).
 
pan gosc   (niezalogowany)   2007.12.08 15:12
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
przeczytałem ksiazke szybko bo napisana jest jak dzieci z bullerbyn i musze powiedzc i ciagle wszytkim to powtarzam ze ksiazka jest naiwna i stereotypowa i nic mnie tam nie zaskoczylo i jestem bardzo rozczarowany bardzo i wydaje mi sie ze gdyby nie raczek o tej ksiazce nie byloby tak glosno swoja droga kupilem ja ze wzgledu an to ze raczek ja polecal i wiem juz ze nie zaufam wiecej jego opinii
 
Jacek (45) Warszawa   2007.12.04 22:41
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Nie sadze, zeby zrobili to z powodow komercyjnych. To, co mowia brzmi szczerze i spojnie. W tej sytuacji trzeba po prostu zyczyc im wszystkiego najlepszego.
 
sebastian326 (?)   2007.11.30 22:22
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Telewizyjny wiwad w Dzień Dobry TVN
http://dziendobrytvn.onet.pl/1451577,aktualnosci.html
 
Mik (39) Lublin   2007.11.30 21:27
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Kochani polscy geje czy też inaczej mówiąc pedały :)
Jeśłi któryś z was krytykantów ma partnera to ujawnijscie się tak samo jak T.R.i M.S. i wtedy porównamy te coming out'y, ciekawe jak wypadlibyście jeśli w ogóle wypadlibyście ... /nie piszę o wypadaniu cegły ze starego muru rzecz jasna!/
Moim zdaniem wystapienie T.R. i M.S. było bardzo naturalne, proste i w dobrym stylu, połączenie z promocją książki podniosło jego rangę. Ja zresztą nie omieszkałem poinformować obydwu Panów o tym, że to było właśnie to, nie mozna było chyba lepiej :)
Za wspaniałe dopełnienie ich związku uważałbym 'ślub' czy też formalną 'rejestrację związku' gdyby pozwalało na to prawo polskie ...a potem oczywiście przejażdżka białą bryczką zaprzężoną w parę białych koni by Warszawka mogła im tego pogratulować! :) albo zamiast bryczki przejażdzka na Harleyach jeśłi tak wolą :)
Wystąpienie T.R. i M.S. to wegług mnie ważny punkt w historri emancypacji polskich gejów, jeśli ktoś tego nie dostrzega to bardzo mi przykro.
 
strony:   1 2




Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie

Zaloguj Zaloguj
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu randka gej książki les gej lgbt

 
teraz wszystkich online: 388
Mamy już 79047 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.03 s.