mówcie co chcecie, ja drugi akt toski zeffirelliego z covent garden mogę oglądać w kółko i bez końca. moment zabójstwa scarpia z tym MORI MORI MORI bezcenny :D i chociażby za tę ekspresję la divinę uwielbiam.
Myślę, że to nie jest odpowiedznie miejsce, aby dyskutować o technice wokalnej Callas (mało kto miałby ochotę to czytać, a prowadzenie dwuosobowego dialogu w "komentarzach" nie jest ciekawą formą rozmowy). Zapraszam więc http://operaforum.blogspot.com/.
Rzeczywiście, chyba z każdym zdaniem powyższego artykułu dałoby się polemizować ( delikatnie rzecz ujmując). A w części poświęconej poświęconej recepcji opery przez gejów jest po prostu żenujący. Może jednak ma swoje dobre strony, chociażby ze względu na możliwość poznania autorów wszystkich krytycznych opinii. ;) Swoją drogą, marzy mi się, że miłośnicy muzyki poważnej i opery będą mieć na IS swój kącik.
A co do meritum to polecam biografię Steliosa Galatopulosa - "Maria Callas". Dokładna i rzeczowo napisana a przy tym dość interesująca. Jeśli ktoś szuka CD z Callas to, wbrew temu, co twierdzi Autor, jest i zawsze było ich zatrzęsienie. Najłatwiej są chyba dostępne te z EMI Classic. Przy czym warto zwrócić uwagę, ze opery nagrane dla tej firmy w latach pięćdziesiątych mają gorszy dźwięk (mono) a z kolei w tych z lat sześćdziesiątych, stereofonicznych, artystka nie jest już w tak fenomenalnej formie.
A co do meritum to polecam biografię Steliosa Galatopulosa - "Maria Callas". Dokładna i rzeczowo napisana a przy tym dość interesująca. Jeśli ktoś szuka CD z Callas to, wbrew temu, co twierdzi Autor, jest i zawsze było ich zatrzęsienie. Najłatwiej są chyba dostępne te z EMI Classic. Przy czym warto zwrócić uwagę, ze opery nagrane dla tej firmy w latach pięćdziesiątych mają gorszy dźwięk (mono) a z kolei w tych z lat sześćdziesiątych, stereofonicznych, artystka nie jest już w tak fenomenalnej formie.
piotreczek89:
Jeżeli sądzi Pan, że prezentowane wykonanie jest perfekcyjne, to chciałbym dowiedzieć się w oparciu o jakie argumenty postawił Pan swój sąd? Liczę na rzeczowe przedstawienie swojego stanowiska, a nie bajeczkę w stylu pewnego "krytyka", który to w następnym życiu pragnie być Marią Callas.
Callas najlepsza była, jest i będzie! I basta! Artykuł lekko mnie razi, a jeszcze bardziej komentarze. Divy wszechczasów lepiej słuchać, niż ją opisywać. Co do filmiku, to wykonanie jest perfekcyjne, gorzej z jakością odtwarzania, ale ma już swój staż, więc bądźmy wyrozumiali. Pewnie zostanę źle zrozumiany, ale myślę, że jeśli już mówi się o takim zjawisku, jak Callas, to powinien być to tylko kontekst Jej twórczości i fenomenalnego, wielooktawowego głosu.
Jeżeli sądzi Pan, że prezentowane wykonanie jest perfekcyjne, to chciałbym dowiedzieć się w oparciu o jakie argumenty postawił Pan swój sąd? Liczę na rzeczowe przedstawienie swojego stanowiska, a nie bajeczkę w stylu pewnego "krytyka", który to w następnym życiu pragnie być Marią Callas.
Przyłączam się do poniższego apelu. Kolejny raz czytam tekst na innej stronie z niesmakiem. W tym przypadku urwałem lekturę w połowie i nie zamierzam tracić czasu na stek bzdur, w którym autor łączy homofobię z heterofobią (btw. heterofobia została podkreślona na czerwono a homofobia nie - słownik internetowy jest homofobiczny :P), rzuca żenującymi stereotypami, a przede wszystkim wyciera sobie twarz Callas, masturbując się nią jednocześnie. W zasadzie jeden plus tego tekstu: poczułem się dowartościowany, że nie jestem typową "ciotką", skoro moimi ikonami nie są ani Streisand, Garland, a na pewno już nie Villas. Rozumiem, że dla wielu ich pierwiastek męski, nazbyt uwypuklony może pociągać inne osoby homoseksualne, ale jak dla mnie to trzy przeciętne kobitki.
W zasadzie nie chce mi się więcej pisać o tym tekście, bo nie wart on takiej uwagi. Co do apelu Mieczyka. Rozumiem redakcję innej strony, że nie wszystkich można zadowolić. Skoro jednak decydujecie się na "promowanie" sztuk elitarnych i poświęcacie postaciom wybitnym dla świata Sztuki, to proszę miejcie "jaja" i pewien poziom. Skoro opera jest domeną gejów - co wynika z powyższego, to na Jowisza, jest cała masa pasjonatów, którzy spłodziliby lepszy, ciekawszy i może jednocześnie bardziej rzetelny tekst.
W zasadzie nie chce mi się więcej pisać o tym tekście, bo nie wart on takiej uwagi. Co do apelu Mieczyka. Rozumiem redakcję innej strony, że nie wszystkich można zadowolić. Skoro jednak decydujecie się na "promowanie" sztuk elitarnych i poświęcacie postaciom wybitnym dla świata Sztuki, to proszę miejcie "jaja" i pewien poziom. Skoro opera jest domeną gejów - co wynika z powyższego, to na Jowisza, jest cała masa pasjonatów, którzy spłodziliby lepszy, ciekawszy i może jednocześnie bardziej rzetelny tekst.
Cóż, a ja myślałem, że moja złośliwość na coś się zda - jakże się myliłem!
Ale jak ktoś znajdzie kompozytora o nazwisku Brittens, to jak kittens obiecuję wszystko odmiauczeć..
Tymczasem niezdolność do odmiany nazw własnych staje się powszechna.
No chyba że autor jest faktycznie takim ignorantem, że myślał, że opera
Benjamina Brittena "Billy Budd" (kogo? czego? Billy'ego Budda)
naprawdę nazywa się "Billy Budda".
Myślę, że Herman Melville miałby ubaw po pachy, gdyby się dowiedział, że wcale nie jest autorem
"Billy Budd. Sailor",
jeno "Billy Budda. Saviour". ;)
Pomijając stosunek do Callas, uwaga do redakcji: uprasza się o zamawianie tekstów o gay icons, a zwłaszcza tych z obszaru tzw. "kultury wysokiej", u osób, które mają jakiekolwiek [chciałbym powiedzieć: pogłębione, ale obawiam się, że to niedosiężne] pojęcie o tym, o czym piszą. A po chwili refleksji, stwierdzam, że napisanie ciekawego tekstu o gay icon z kultury popularnej jest trudniejsze, bo jak pokazują komentarze do tego tekstu, w przypadku fenomenu-ą-ę można łatwo zamydlić ludziom oczy. [to mogłoby dotyczyć wszystkich tekstów, ale czy obchodzą nas dogłębne analizy polityczne, przepastne teksty o historii, bezdenne interpretacje tekstów kultury? no pewnie, że nie.;)]
Ale jak ktoś znajdzie kompozytora o nazwisku Brittens, to jak kittens obiecuję wszystko odmiauczeć..
Tymczasem niezdolność do odmiany nazw własnych staje się powszechna.
No chyba że autor jest faktycznie takim ignorantem, że myślał, że opera
Benjamina Brittena "Billy Budd" (kogo? czego? Billy'ego Budda)
naprawdę nazywa się "Billy Budda".
Myślę, że Herman Melville miałby ubaw po pachy, gdyby się dowiedział, że wcale nie jest autorem
"Billy Budd. Sailor",
jeno "Billy Budda. Saviour". ;)
Pomijając stosunek do Callas, uwaga do redakcji: uprasza się o zamawianie tekstów o gay icons, a zwłaszcza tych z obszaru tzw. "kultury wysokiej", u osób, które mają jakiekolwiek [chciałbym powiedzieć: pogłębione, ale obawiam się, że to niedosiężne] pojęcie o tym, o czym piszą. A po chwili refleksji, stwierdzam, że napisanie ciekawego tekstu o gay icon z kultury popularnej jest trudniejsze, bo jak pokazują komentarze do tego tekstu, w przypadku fenomenu-ą-ę można łatwo zamydlić ludziom oczy. [to mogłoby dotyczyć wszystkich tekstów, ale czy obchodzą nas dogłębne analizy polityczne, przepastne teksty o historii, bezdenne interpretacje tekstów kultury? no pewnie, że nie.;)]
Callas najlepsza była, jest i będzie! I basta! Artykuł lekko mnie razi, a jeszcze bardziej komentarze. Divy wszechczasów lepiej słuchać, niż ją opisywać. Co do filmiku, to wykonanie jest perfekcyjne, gorzej z jakością odtwarzania, ale ma już swój staż, więc bądźmy wyrozumiali. Pewnie zostanę źle zrozumiany, ale myślę, że jeśli już mówi się o takim zjawisku, jak Callas, to powinien być to tylko kontekst Jej twórczości i fenomenalnego, wielooktawowego głosu.
Akurat w tym nagraniu to nie ma się czym zachwycać, pojawiło się nosowanie,zbyt mocne oparcie najwyższych dźwięków na gardle, no i zupełnie rozedrgane coś w stylu vibrato. Bardzo żałuję,że Callas nie dała się poznać w repertuarze barokowym:-(
MARIA CALLAS PRAWDZIWA GWIAZDA OPEROWEJ MUZYKI...GLOS KTORY ZNIEWALA I POWODUJE PRAWDZIWY DESZCZ EMOCJI...UTWOR Z OPERY CARNEM FENOMENALNY!
strony: 1 2

























1
0





















