Musical, kabaret czy wieczór karaoke

Po premierze "Queer Castingu"

- Marcin Pietras -

Plakat +
Plakat
Próba (www.faktoriamilorda.pl) +
Próba (www.faktoriamilorda.pl)
Próba (www.faktoriamilorda.pl) +
Próba (www.faktoriamilorda.pl)

Tagi 

queer casting, teatr, sebastian dorosiński, musical, kabaret, sztuka, kultura, warszawa
Na premierę Queer Castingu wybrałem się po latach psioczenia na brak gejowskich inicjatyw parascenicznych w Polsce. Nie miałem dotąd okazji zweryfikować nadmorskich poczynań Sebastiana Dorosińskiego w sopockiej Faktorii, ucieszył zatem fakt, że postanowił zawitać ze swoją mini-sceną do stolicy. Zapowiedź, że w niewielkiej przestrzeni klubu Galeria będziemy mieli do czynienia z wydarzeniem musicalowo-komediowym brzmiała szumnie, jednak można się było spodziewać, że bliżej mu będzie do kabaretu. Tymczasem skończyło się na udramaturgizowanym wieczorze karaoke, z wszelkimi tego gatunku zaletami i - niestety w większości - wadami.

Po pierwsze: dramatycznie nierówny poziom, tak repertuaru, jak i wykonania. Jedna postać Gertrudy, od początku do końca konsekwentnie zbudowana przez Małgosię Gertner, i doskonale wyśpiewana, od razu punktuje całą resztę zespołu, która może od niej już tylko mniej lub bardziej odstawać. Nie wszystkie braki warsztatowe da się wyrównać wdziękiem osobistym - i odwrotnie. Do jaśniejszych punktów zaliczyć należy niewymuszenie przegięty wdzięk Piotra Mazurkiewicza, dynamizm Roberta Dobosza czy stoicki wdzięk Zosi Gembskiej. Zupełnym nieporozumieniem trąci wspieranie się na premierze ściągą z tekstów. Do rangi gwiazdy na tle niektórych wykonawców urastała dziewczyna, która wpuszczała widzów do klubu, a w przerwie przejęła rolę klasycznej dworcowej babci klozetowej, improwizując rozmowy z kolejnymi klientami. Niestety, ona na scenie nie występowała.

Karaokopochodnym piętnem i niedopatrzeniem reżyserskim jest brak łączności między postaciami

Mimo istnienia osi dramaturgicznej (przebiegły producent telewizyjny prowadzi z żoną eliminacje do musicalowej wersji Queer as Folk), piosenki często pojawiają się ot tak, wcinając się w rozwój wydarzeń, jakby dla samego pochwalenia się pomysłem na kolejny pastisz. Skutek w postaci stylistycznego miszmaszu  podczas ponad dwóch godzin występów (nie licząc 30-minutowej przerwy) nadwyręża cierpliwość widza i obraca się przeciw samym wykonawcom - z założenia zmysłowa wersja przedwojennego "Seksapilu" wypada zupełnie nieprzekonująco, zapewne także z uwagi na zmęczenie chłopięcego trio.

Innym karaokopochodnym piętnem i niedopatrzeniem reżyserskim jest brak łączności między postaciami, które często mówią i śpiewają do nie wiadomo kogo, bo ani do scenicznego partnera, ani do publiczności. Do najbardziej kuriozalnych należą 'dramatyczne momenty' kłótni małżonków-producentów, którzy odkryli wzajemnie zdrady, poczynione z (nomen-omen) członkami ekipy aktorskiej. W podobnym przedsięwzięciu nie do końca też korzystnie brzmią typowe dla karaoke muzyczne podkłady midi, ale tu akurat można przymknąć oko - ostatecznie to młode i małe przedsięwzięcie, trudno oczekiwać od razu piosenek w jakości studia nagraniowego. Tu oddać trzeba, że jak na Galerię, przez niemal całe 3 godziny udało się na scenie uzyskać zupełnie dobrą jakość dźwięku.

Zagadką pozostaje, czemu na miejsce wydarzeń wybrał autor Dworzec Centralny. Pomijając, że zupełnie nieprawdopodobne jest wynajęcie peronu pod podobny cel komercyjny (o akustyce takich miejsc nie ma co wspominać), o wiele trafniejszym wydawałoby się umieszczenie akcji po prostu... w gejowskim klubie, do którego wszak też każdy mógłby przyjść na casting. Większość wykonywanych piosenek obraca się wokół życia klubowego, jedną z kulminacji stanowi hymn wykonany przez przybysza znikąd, seksownego Adama Zdeba, "Twój klub" (na kanwie feelowego "Mój dom"). Także inne wątki i postaci swobodnie mogłyby znaleźć zaczepienie w przearanżowanych realiach.

Goście Utopii są puści - bywalcy Toro udają, że są w Utopii

Czegóż dowiadujemy się jednak z satyrycznej warstwy przedstawienia o warszawskim życiu klubowym, które dla autora ewidentnie kończy się na czterech miejscach na krzyż? Że w Utopii wszyscy w kosztownych metkach, koafiurach, i z furami, ale tak naprawdę klub zapełniają ludzie puści, niczym drogie dzbany ("Gdybym był w Utopii"). W Toro wszyscy próbują udawać, że są w Utopii; w Fantomie jest duszno i ciemno, w Rasko zaś prawdziwych lesbijek już nie ma, tylko ciotowisko i nieustający festiwal kukieł, czyli zramolałych dragqueens, które nie wiadomo za czym wciąż wylewają na scenę morze łez. Zapewne dlatego, że przekroczyły próg trzydziestki, po której - jak wiadomo - zaczyna się zaawansowana starość.

 
O stolicy dowiadujemy się jeszcze, że tu swoje zrobili tutejszy portal i Biedroń, a Żoliborz jest różowy i aktywny. Tym ostatnim sformułowaniem autor szczególnie trafił w gusta części publiczności, najgłośniejsze owacje wzbudzały bowiem wszelkie, grubo ciosane aluzje analno-oralne. Doskonale przystaje to do mentalności bohaterów, dla których jedynym źródłem informacji oraz gróźb wydaje się publikacja na Pudelku.

"Gdzie się podziały tamte pikiety" i "Lubrykant Fa"

W doborze utworów (podobno 36) otrzymujemy przekrój przez dekady polskiej piosenki, od klasyków: Grechuty, Połomskiego i Rodowicz, przez Geppert, Big Cyc, aż po Ivana i jego "Czarne nogi" czy discopolowy "Lubrykant Fa" Marka Kondrata. Do udanych parafraz zaliczyć można "Dziś prawdziwych lesbijek już nie ma", "Gdzie się podziały tamte pikiety", czy poświęcone randkom w ciemno "Nie dokazuj miły, nie dokazuj". Nie brakło jednak prób nietrafionych i niezbornych, a momentami zdawało się, że gejowska rozrywka polega głównie na upchnięciu w każdej linijce tekstu kilkakrotnie słowa "gej", i żeby każdy jeden był bardziej przegięty od drugiego.

Owszem, kabaret operuje kliszami, przejaskrawia i przegina, i za próbę i wysiłek podjęty przez Dorosińskiego i jego zespół z pewnością należą się wyrazy uznania. Bardzo cieszy, że na polskim nieurodzaju środowiskowej twórczości czysto rozrywkowej pojawiają się kolejne projekty. W tym wypadku przydałoby się jednak także sporo pokory w selekcji materiału - już samo skrócenie przedstawienia do jednego aktu zdecydowanie wyszło by Queer Castingowi na dobre i na pewno pozwoliło podobnym nakładem pracy uzyskać dużo bardziej satysfakcjonujące rezultaty. Sam autor przedsięwzięcia raczej tego nie dostrzega, skoro już na premierze zapowiedział część drugą spektaklu. Oby udała się bardziej, bo póki co widzów pozostawiono z poczuciem, że faktycznie uczestniczyliśmy w castingu, i prawdziwe przedstawienie jeszcze przed nami.


Queer Casting
scenariusz i reżyseria: Sebastian Dorosiński
występują: Edyta Królik, Sebastian Dorosiński, Robert Dobosz, Marek Gabrych, Adam Mikołaj Zdeb, Sebastian Kowalczyk, Małgosia Gertner, Jola Nowak, Zosia Gembska, Piotr Mazurkiewicz, Jacek Kopański
kolejne spektakle: 7 i 14 grudnia 2009 r., klub Galeria


Sebastian Dorosiński jest zwycięzcą konkursu na najlepszą sztukę taeatralną, zorganizowanego przez "Inną Stronę" oraz krakowski Teatr Nowy. Premiera fragmentów jego sztuki p. t. "Dotknięci" została zaprezentowana podczas imprezy z okazji 13. urodzin naszego portalu. 4 grudnia krakowska publiczność będzie mogła uczestniczyć w premierze zwycięskiej sztuki w reżyserii Janusza Marchwińskiego.



podoba mi się (14) nie podoba mi się (1)
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.





adamarp (33)   2009.12.09 20:15
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Być może byłoby więcej pochlebnych opinii, gdyby wystąpił mój wspaniały przyjaciel z Sopotu Krzyś Nowiński.
 
simsons (26) Warszawa, czasmi Białystok   2009.12.08 1:56
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Zajefajny !!! Brakuje takich wydarzeń w Polsce. Sebastianowi i aktorom oraz dźwiękowcu mówię - dobra robota, jestem pod wielkim wrażeniem !
 

Inne tematy 





Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu

 
teraz wszystkich online: 341
Mamy już 74032 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.031 s.