Zagubiona diva

Smutne dzieje Violetty Villas

- Krzysztof Tomasik -

Okładka singla z 1986 r. +
Okładka singla z 1986 r.
Violetta Villas +
Violetta Villas
Violetta Villas +
Violetta Villas
Violetta Villas przed koncertem +
Violetta Villas przed koncertem

Tagi 

diva, kultura, muzyka, violetta villas
Przerysowana, emocjonalna, pełna sprzeczności. Taka była Violetta Villas za życia. Wywoływała liczne kontrowersje, ale po śmierci wzbudza jeszcze więcej emocji. Dziś już wyraźnie widać, że mamy do czynienia z legendą.

5 stycznia minął miesiąc od śmierci Violetty Villas, ale wciąż pojawiają się nowe doniesienia związane z jej osobą. Tabloidy i portale plotkarskie najpierw pisały o przyczynach śmierci piosenkarki, pogrzebie, a teraz prześcigają się w kolejnych informacjach związanych z testamentem gwiazdy i konfliktem pomiędzy jej synem, a opiekunką, Elżbietą Budzyńską, która okazała się główną spadkobierczynią Villas.

Śledząc te doniesienia trudno nie zadać sobie pytania czy koniec gwiazdy musiał być tak tragiczny, i co o tym zdecydowało. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, chociaż trzeba zauważyć, że największym wrogiem Violetty Villas, była ona sama. Wszystkie negatywne cechy jej charakteru, które doprowadziły do tragicznego finału i w dużej mierze zaprzepaszczenia niewątpliwego talentu, można było zauważyć na wiele lat, zanim w jej życiu pojawiła się Budzyńska. Sporo materiału w tej kwestii dostarcza książka „Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia” Izy Michalewicz i Jerzego Danielewicza, która na rynku ukazała się w listopadzie, niespełna miesiąc przed śmiercią artystki.

Mechaniczna lalka

Książka Michalewicz i Danielewicza nie jest biografią w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, to raczej reporterska wersja życia gwiazdy. Autorzy jako pierwsi postanowili opowiedzieć historię Violetty Villas, weryfikując tworzone przez nią wersje wydarzeń i rozmawiając z ludźmi, którzy znali ją na różnych etapach życia. Efektem jest fascynująca opowieść o kobiecie, która stworzyła siebie i swój wizerunek właściwie od zera.

Urodzona w 1938 roku Czesława Cieślak przeszła długą drogę zanim stała się Violettą Villas. Dziewczyna z Lewina Kłodzkiego od początku wiedziała, że chce zostać gwiazdą. Po swojej stronie miała talent, nie tylko znakomity głos, ale też umiejętność bycia na scenie, potrzebę skupiania na sobie uwagi, charyzmę. Zanim zrealizowała marzenia musiała spełnić „powinność” młodej kobiety: wyjść za mąż i urodzić dziecko, chociaż na matkę i żonę wyjątkowo się nie nadawała.

Szybko postawiła na karierę. Lata 60. to okres błyskawicznego zdobywania coraz większej popularności, nagrywania pierwszych przebojów w rodzaju „Do ciebie, mamo” czy „Przyjdzie na to czas”, wydawanie kolejnych płyt, występy zagraniczne, w tym w Paryżu, ale także ZSRR.

Strangers In The Night

Czas przełomu to własny show w Las Vegas. Począwszy od grudnia 1966 r. Villas przez kilka sezonów brała udział w rewii Casino de Paris śpiewając szereg światowych szlagierów, takich jak „Granada”, „O sole mio” czy „Strangers in the Night”. Vegas przypieczętowało styl wokalistki, dodało jej wiary we własny siły, ale też sprawiło, że gwiazda uzależniła się od narkotyków i alkoholu. Walka z nałogami będzie jej towarzyszyć do końca życia.

Występy w Las Vegas zostały zmitologizowane w biografii Villas, przede wszystkim przez samą zainteresowaną. Wizja Polki, która odnosi sukces w niezdobytych Stanach Zjednoczonych, wciąż działa pobudzająco, tym bardziej robiła wrażenie w PRL-u. Stąd Violetta coraz bardziej ubarwiała swój pobyt w USA, opowiadając już nie tylko o samym show pełnym pięknym strojów, biżuterii i stuosobowego baletu, ale też nagrywanych w Stanach płytach i występach w filmach u boku ówczesnych gwiazd – Judy Garland, Glenna Forda i Boba Hope'a. Występach, których oczywiście nikt nie miał okazji obejrzeć.

Nawet powody powrotu do Polski w 1971 r. zostały odpowiednio spreparowane. Villas miała wrócić do umierającej matki, a potem nie zostać wypuszczona na dalszy podbój Ameryki. W rzeczywistości matka Violetty zmarła w połowie lat 80., a powrót był spowodowany przede wszystkim samotnością i depresją. Łatwo sobie wyobrazić jak trudne musiało być dla nieznającej języka artystki przebywanie kilka lat bez przyjaciół i rodziny, w mieście, które składa się tylko z kasyn, hoteli, burdeli i turystów. Z tamtej perspektywy była odnoszącą sukcesy, ale jedynie gwiazdką. Wróciła do kraju, gdzie była gwiazdą.

Pocałunek ognia

Trudno powiedzieć, kiedy ważną częścią publiczności Villas zostali geje. Może właśnie na początku lat 70., kiedy po powrocie z USA wykrystalizował się jej wizerunek i odniosła ogromny sukces grając jedną z ról w komedii „Dzięcioł” (1970) Jerzego Gruzy, gdzie jako Tylska wyśpiewała przebój „Oczy czarne”. Niewątpliwie ucieleśniała wszystkie cechy divy gejowskiej: ekscentryczna, seksualna, emocjonalna (w czasie występów potrafiła zawodzić i szlochać). Do tego trzeba dodać przerysowaną kobiecość, chociaż właściwie nie ma słowa by opisać jak wyglądała Villas na scenie, wszystkiego było tam za dużo. Kicz? Kamp? Mocny makijaż, głębokie dekolty, długie rękawiczki, kapelusze. Do tego dywan z włosów. Uwodzicielskość. Świetny materiał dla drag queens, które chętnie naśladują Villas, a Jacek Mureno wyspecjalizował się nawet tylko w imitowaniu artystki.

Jak na gwiazdę przystało Villas miała nie tylko humory, była także kłębowiskiem sprzeczności: cyniczna i naiwna, wyuzdana i religijna, profesjonalna i nieprzewidywalna, przekonana o własnej wyjątkowości i niepewna siebie. Jednocześnie była luksusowa i ludowa, ucieleśniała małomiasteczkowe wyobrażenie o bogactwie i pięknie. Pewnie dlatego przez cały okres kariery miała swoją wierną publiczność, a jednocześnie wyśmiewano się z niej, w dobrym guście było nazwać to co robi tandetą.

W roli ofiary Villas zresztą świetnie się odnajdywała. Jakąkolwiek krytykę przedstawiała jako zmasowany atak i prześladowanie. Jak to wyglądało w praktyce dobrze obrazuje wspomnienie Aleksandra Jerzego Rowińskiego, który w 1979 roku pisał w miesięczniku „Jazz”: Kiedyś pokazała mi kilkanaście swoich zdjęć w czarnych szpongach, które – delikatnie mówiąc – nie były w najlepszym guście. Poradziłem aby nikomu nigdy ich nie dawała. Przyrzekła. Tymczasem po kilku tygodniach na I Festiwalu Sopockim (na którym śpiewała „Dla ciebie miły”), rozdawała te zdjęcia na prawo i lewo. W efekcie znalazły się wraz z kpiącym komentarzem w reportażu festiwalowym „Kulis”. A potem zdziwiona pytała mnie dlaczego dziennikarze są dla niej tak nieżyczliwi. Przypomniawszy naszą rozmowę na temat zdjęć, odpowiedziała naiwnie: „Tylko panu się nie podobały”.


 

Nie jestem taka zła

W licznych artykułach, które pojawiły się po śmierci gwiazdy, nagminnie pisano o Villas jako kolorowym ptaku, który nie mógł odnaleźć się w szarym PRL-u. W istocie to okres III RP okazał się dla niej najgorszy. Jeszcze tylko raz, w połowie lat 90. odniosła sukces śpiewając z Kultem przebój „Kochaj mnie, a będę twoją”. Planowane nagrania z Grzegorzem Ciechowskim i Odziałem Zamkniętym nie doszły do skutku. Rozżalona na świat, niedoceniona, coraz częściej zamykała się przed „złymi” ludźmi w swojej twierdzy. Opuszczała ją tylko czasami, by dać koncert, i podreperować domowy budżet. Wykorzystywano jej miłość do zwierząt, podrzucano pod płot niechciane psy, wkrótce jej dom zamienił się w schronisko, nad którym starzejąca się kobieta nie była w stanie panować. Tabloidy interesowało jedynie zamieszczenie zdjęcia brudnej i zmęczonej Violetty Villas, która ciągnie worki z karmą dla swoich zwierząt.

Częścią tego zagubienia i braku życzliwego środowisko, stało się błyszczenie piosenkarki w homofobicznych mediach ojca Rydzyka. Jeszcze tylko tam mogła być gwiazdą. Współgrało to zresztą z nasilającą się z wiekiem dewocyjnością artystki. W ostatnich latach w czasie koncertów coraz częściej przemieniała się w kaznodziejkę namawiającą do pojednania się z Bogiem i opowiadającą o swoich z nim spotkaniach. Z czasem postanowiła sama decydować co jest grzechem, błogosławiła ludzi, próbowała pościć, zarówno seksualnie, jak i żywieniowo. Zazwyczaj jednak te próby przegrywały z umiłowaniem przyjemności życiowych.

Teraz nie pozostaje nic innego jak mieć nadzieję, że oprócz skandali związanych z przepychankami wokół dziedziczenia majątku artystki, pojawią się także opracowania dorobku wokalnego Violetty Villas, być może światło dzienne ujrzą nieznane piosenki, przypomniane zostaną najlepsze wykonania. Autorzy książki jako przykład genialnych zdolności piosenkarki podają „Free Again”. Wersja Villas ma być lepsza niż wykonanie Barbry Streisand, czy tak jest w istocie możecie się przekonać słuchając tego utworu i oglądając Violettę w nietypowym dla niej, ascetycznym stroju. Jako swoisty bonus można potraktować zapowiedź wielkiego fana artystki - Bohdana Gadomskiego:





podoba mi się (78) nie podoba mi się (3)
Jeśli chcesz określić że podoba Ci się lub nie najpierw się zaloguj.





strony:   1 2
neguto (28) gdynia   2012.02.10 19:22
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 1
 
shen przyznaj się lepiej u kogo ty sprzątałeś?
 
shen (19) Gdynia   2012.02.10 16:55
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 2
 
i tak jestem bardziej zajebisty
 
vito212121 przyjaciel IS (44) Warszawa   2012.01.26 18:02
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 1
 
Nic do niej nie czułem, jak dla mnie to kobieta jak wiele innych....
 
barobaro przyjaciel IS (30) Słońca   2012.01.19 19:45
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
xlizulizu:
ona była sławna tylko przez to że była ładna.. Zmywała u mojej babci podłogi w restauracji. Zauważył ją biznesmen i mu się spodobała... Blondyneczka, szczuplutka i bum. Nagle sławna bo facet miał kase.
 


Ale z Ciebie kretyn , no !!!!!! do tego małoletni !!!!! Powinno się zabraniać gównarzernii zabierać głos na tematy tego typu !!!!!!!!
 
thalia przyjaciel IS (31) Katowice   2012.01.19 14:29
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Taaa szefowa... dobre sobie. Wielkie marzenia małego chłopca. To napisz książkę o tym może zarobisz na kłamstwach, i bzdurach jakie się wypisuje po śmierci znanych artystów.
 
xlizulizu (?)   2012.01.19 12:23
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 2
 
thalia:
A Twoja babcia u kogo sprzątała????
 

była jej Szefową...

euforia:
ale kawał głosu ma
 

coś w tym jest, ale nigdzie tego nie pokazywała a dzieki wyglądowi wylądowała w show biznesie.
 
thalia przyjaciel IS (31) Katowice   2012.01.19 10:46
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
xlizulizu:
ona była sławna tylko przez to że była ładna.. Zmywała u mojej babci podłogi w restauracji. Zauważył ją biznesmen i mu się spodobała... Blondyneczka, szczuplutka i bum. Nagle sławna bo facet miał kase.
 
A Twoja babcia u kogo sprzątała????
 
euforia przyjaciel IS (24) Warszawa   2012.01.18 21:51
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
xlizulizu:
ona była sławna tylko przez to że była ładna.. Zmywała u mojej babci podłogi w restauracji. Zauważył ją biznesmen i mu się spodobała... Blondyneczka, szczuplutka i bum. Nagle sławna bo facet miał kase.
 


ale kawał głosu ma
 
xlizulizu (?)   2012.01.16 15:47
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 6
 
ona była sławna tylko przez to że była ładna.. Zmywała u mojej babci podłogi w restauracji. Zauważył ją biznesmen i mu się spodobała... Blondyneczka, szczuplutka i bum. Nagle sławna bo facet miał kase.
 
arnika1970 (?)   2012.01.16 13:01
cytuj    zgłoś    podoba sięnie podoba się 0
 
Zmarnowany talent...
 
strony:   1 2

Inne tematy 



Zaloguj się
konto:
hasło:
» logowanie
» zarejestruj się za darmoi skorzystaj z wszystkich funkcji naszego portalu

 
teraz wszystkich online: 121
Mamy już 74647 zarejestrowanych użytkowników.
Dołącz do największej społeczności gej&les w Polsce!

patronat




      czas generowania: 0.049 s.