
© stockxpert.com
To, że geje nie lubią piłki nożnej jest utartym stereotypem. Wielu wręcz twierdzi, że nie lubią sportów w ogóle, a informację o "branżowych" zajęciach sportowych kwitują kwaśnym uśmiechem rzucając kąśliwe uwagi o szatni i spadającym na podlogę mydle pod prysznicem. Jednak nic bardziej mylnego. Powstaje wiele klubów, które potrafią połączyć sportową rywalizację z rekreacją i dobrą zabwaą. Zwłaszcza siatkówka LGBT rozwija się bardzo prężnie. Dowodzi tego historia Łukasza, którą prezentujemy poniżej. Łukasz opowiada o swojej przygodzie z siatkówką (zarówno gejowską i jak i heterycką) w kraju i za granicą a także udziela rad i informacji dla zainteresowanych zmaganiami pod siatką w doborowym gronie.
List naszego czytelnika Łukasza
Po raz pierwszy o siatkówce gejowskiej usłyszałem w czerwcu 2005 r., na krótko przed przeprowadzką do Londynu. Postanowiłem więc wysłać maila do prezesa londyńskiego klubu siatkówki LGBT z zapytaniem czy mógłbym się stawić na treningu. Odpowiedź przyszła następnego dnia. Dostałem dokładne namiary na lokalizację, jako że treningi w sezonie letnim odbywają się w parku i są raczej rekreacyjne z założenia. Zdecydowałem się od razu i w pierwszą niedzielę, jaką spędziłem w Londynie, wybrałem się na gejowską siatkówkę.
Oczywiście wiele myśli krążyło mi w głowie i nie wiedziałem za bardzo czego się spodziewać. Czy geje w ogóle potrafią grać w siatkówkę? Chwileczkę, sam jestem gejem i potrafię... No ale w Londynie, gdzie siatkówka nie jest za bardzo popularna? No i jak to ma w praktyce wyglądać? Trochę zdenerwowany, ale również podekscytowany zjawiłem się w wyznaczonym miejscu. Na początku stanąłem z boku przyglądając się grupie chłopaków (4-5) rozkładających siatkę i linie. Postanowiłem, że najpierw trochę poobserwuję, a jak mi się spodoba, to dołączę do gry. Po pierwszych odbiciach piłki stwierdziłem, że to pomyłka, bo oni co prawda potrafią odbijać, ale grą bym tego nie nazwał... Zdecydowałem, że się nie przebieram, tylko wykorzystam ładną pogodę i trochę poleżę na słońcu. Czas mijał, a grupa powiększała się. Zaczęli grać, a ja przyglądałem się z coraz większą uwagą.
Po jakiejś godzinie zostały rozstawione dwa boiska, a ekipa powiększyła się do około 30 osób. W pewnym momencie jeden chłopak podszedł do mnie i zapytał czy przyszedłem tu na siatkówkę. Był wysoki, dobrze zbudowany i o ciemnej karnacji -- taki typ przystojniaka. Zaczęliśmy rozmawiać i po chwili dałem się namówić, żeby trochę poodbijać:). Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że ten "przystojniak" naprawdę nieźle gra. Dowiedziałem się później, że w okresie letnim duża większość zawodników tego klubu przychodzi do parku raczej w celach towarzyskich niż żeby porządnie pograć i że to, co widzę nie oddaje tak naprawdę poziomu gry zawodników klubu.
Zacząłem więc regularnie chodzić w niedziele na gejowską siatkówkę. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, bo wreszcie mogłem robić coś, co tak bardzo lubię i jednocześnie prawdziwie być sobą. Integracja w grupie zajęła mi trochę czasu (pocałunki na przywitanie, przyjacielskie przytulanie w miejscu publicznym między facetami było mi raczej obce), ale poznawałem coraz więcej ciekawych i sympatycznych osób. Okazało się, że londyński klub liczy ponad 60 osób wszelkich narodowości i kultur, a poziom siatkówki przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Sam grałem kiedyś w Polsce w III lidze, a tu grali nawet byli reprezentanci swoich krajów. Szkoda tylko, że mimo tak licznej polskiej emigracji w Londynie byłem jedynym Polakiem.
We wrześniu rozpoczął się sezon halowy a my wystartowaliśmy w rozgrywkach ligowych. Amatorska liga londyńska składa się z 3 poziomów, więc każdy może znaleźć zespół odpowiadający swoim umiejętnościom. Klub gejowski, w którym grałem, reprezentowany jest co roku na każdym poziomie i to z niemałymi sukcesami. Ja dołączyłem do najwyższego lewelu i szybko okazało się, że mecze stoją tu na naprawdę wysokim i są nierzadko bardzo zacięte. Jak dla mnie jednym z najfajniejszych momentów sezonu był wyjazdowy mecz przeciwko zespołowi Polonii -- po drugiej stronie siatki sami Polacy, polski sędzia prowadził mecz, a my po przegranych 2 pierwszych setach wygraliśmy mecz 3:2. Ciekawe czy po drugiej stronie siatki byli jacyś geje...? :)
Najciekawszymi momentami sezonu nie są jednak ani treningi ani rozgrywki ligowe. Jak dla mnie (i zapewne wielu innych) są nimi wyjazdy na zagraniczne turnieje siatkówki gejowskiej, gdzie spotykają się drużyny z całej Europy. Tak naprawdę każde większe europejskie miasto ma drużynę siatkówki gejowskiej i prawie każde raz do roku organizuje taki międzynarodowy turniej. Jako, że poziom gry może się bardzo różnić, turnieje te są z reguły podzielone na poziomy: A, B i C i każda z zapisujących się drużyn wybiera poziom dostosowany do swoich umiejętności. Nierzadko na takie imprezy przyjeżdża po kilkaset osób, więc nie trudno sobie wyobrazić jakim przeżyciem są te pierwsze turnieje dla każdego uczestnika. Tam też często nawiązują się znajomości, trwałe przyjaźnie, romanse a nawet wielkie miłości... :) Po turnieju odbywa się ceremonia wręczania medali, pucharów oraz nierzadko specjalnych nagród w kategoriach sportowych, jak najlepszy zawodnik, czy bardziej towarzyskich, jak najbardziej sympatyczny zawodnik lub nawet największa diwa turnieju czy też najseksowniejszy gracz :). Punktem kulminacyjnym jest wspólna impreza, gdzie mimo trudów turnieju zabawa trwa do rana. Zwieńczeniem całego wyjazdu jest brunch, na którym można się podzielić wrażeniami z turnieju oraz ubiegłonocnej imprezy.
Kontakt z klubem: volup@yahoo.com
Siatkówka LGBT w Polsce
Pierwszy zespół gejowski powstał w Warszawie pod koniec 2005 r. Pewnego dnia będąc jeszcze w Londynie natknąłem się na internetowe ogłoszenie zachęcające do wspólnego grania. Od razu wysłałem e-maila do Marcina, organizatora tej inicjatywy, z gratulacjami pomysłu i obietnicą, że wpadnę na trening jak tylko będę w stolicy. Marcin przed powrotem do Polski mieszkał przez kilka lat we Frankfurcie, gdzie grał w tamtejszym gejowskim klubie siatkówki. Jego inicjatywa była bardzo ambitna zważywszy na sytuację w Polsce oraz tolerancję społeczeństwa (a raczej jej brak) dla homoseksualizmu. Początki były trudne, a realizacja założeń trwała długo. Nierzadko w odpowiedzi na ogłoszenia o siatkówce gejowskiej padały słowa: "ze sportu interesują mnie tylko zakupy" albo "wy naprawdę gracie w siatkówkę czy tylko bierzecie razem prysznic?". Trzeba przyznać, że upór i zaangażowanie przyniosły efekty. Dzisiaj, po 2,5 latach istnienia klubu mamy ponad 20 stałych graczy, jeździmy na zagraniczne turnieje (Praga, Frankfurt, Barcelona, itp.) oraz mamy za sobą organizację I-ego w historii turnieju siatkówki gejowskiej w Polsce. Na turnieju tym stawiło się 9 drużyn reprezentujących Warszawę, Trójmiasto, Śląsk, Wrocław oraz Łódź, gdyż jak się okazało wieści rozeszły się po Polsce i kluby gejowskie zaczęły powstawać również poza Warszawą. Obecnie w planach mamy powiększenie klubu, rejestrację stowarzyszenia oraz organizację pierwszego międzynarodowego turnieju siatkówki gejowskiej. Plany są ambitne i do ich realizacji potrzebujemy pomocy. Dlatego też, jeżeli chcielibyście nam pomóc w realizacji tych planów lub po prostu dołączyć do naszego klubu to serdecznie zapraszamy do odwiedzenia strony: _www.volup.pl
_ oraz kontaktu z nami. Mam nadzieję, że przyjście na gejowską siatkówkę będzie jedną z najlepszych decyzji w waszym życiu. Dla mnie na pewno była.
opracował: AK