przeczytałem książkę w niecały dzień, książka na prawdę bardzo dobra, chyba moja pierwsza przeczytana książka o takiej tematyce, momentami bardzo zabawna i w połowie realistyczna z zaskakującym zakończeniem, dla mnie zbyt obłudnym, ale jak najbardziej polecam :D
nie znam się na gramatycznych cechach książki ale spodobała mi się fabuła i sam ten konflikt. Ale jeżeli ktoś jest początkujący polecam zacząć od delikatniejszych książek xD
Tandetna proza, kiepski warsztat, grafomański styl i z każdej strony konformizm z gejowskim czytelnikiem. Już dawno nie czytałem tak napisanej pod publikę książeczki. Fantasmagorie i SF pobiły Spielberga i Gwiezdne Wojny. Zdecydowanie mi się nie podoba. Ale nie odradzam jej nikomu, przeczytaj i oceń sam ...
Od daty premiery wydawniczej - czyli mniej więcej dwóch tygodni - w dobrym tonie jest znać treść książki Marcina Szczygielskiego p.t. "Berek". Nie chcąc odstawać od znajomych, poświęciłem część weekendu na jej przeczytanie.
"Berek", to kolejna po "Ja, czyli 66 moich miłości" Żurawieckiego, czy "Barbarze Radziwiłłównie z Jawirzna-Szczakowej" Witkowskiego powieść o światku polskich gejów. Ale nie tylko. To przede wszystkim książka o poszukiwaniu szczęścia i o poczuciu pustki wykraczająca poza ciasne ramy powieści skandalizująco-obyczajowej. Autor pokazuje czytelnikowi dwie równoległe egzystencje: z jednej strony mamy Marcina - dobrze zarabiającego, przystojnego warszawskiego geja, którego dewizą jest hasło FANTA (Fuck And Never Touch Again). Po drugiej stronie korytarza mieszka Anna - typowy moherowy beret, żołnierz legionu Radia Maryja.
W przecięciu ich światów krzyżują się dwie ideologie. O ile "Początek" zawierał manifest Polaka zbuntowanego przeciwko obowiązującemu w Polsce postrzegabiu własnej narodowej, XX-wiecznej przeszłości, o tyle Szczygielski prezentuje nam z jednej strony manifest polskiego geja, a z drugiej strony manifest ideowy polskiego mohera. Mimo, iż pióro ma lekkie, sarkastyczno-szydercze, istota tych manifestów powoduje u czytelnika intelektualny niepokój i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Książka nie robiła by takiego wrażenia, gdyby nie ciekawy zabieg warsztatowy, jakim posłużył się autor. W powieści mamy dwóch narratorów: jednym z nich jest nasz bohater pozytywny - Marcin, a drugim czarny charakter opowieści - moherzyca Anna. Dzięki temu Szczygielski uzyskał efekl lekkości z jaką przekuł w słowo świat przeżyć, odczuć i uczuć przedstawicieli tych dwóch przeciwstawnych sobie światów. Z narracją trzecioosobową, lub tradycyjną jednoosobową, powieść ustraciła by swój zbliżony do pamiętnika charakter, a przez to postrzerzenia dwójki głównych bohaterów nie mogły by być zaprezentowane z taką realnością i wymownością. Nie było by sposobu, na interesujące wskazanie na odmienność między głoszonymi przez Annę hasłami, a światem jej przemyśleń.
Napisałem, że to powieść o poszukiwaniu szczęscia i pustce. Bo mimo pozornych przeciwieństw, bohaterów nadspodziewanie wiele łaczy. Marcin szuka swojej wielkiej miłości w ciemnych zakamarkach gejowskich klubów. Anna szuka szczęścia w zapachu kadzidła unoszącego się w Kościele, podkochując się w księdzu. Oboje są sami: przyjaźnie Marcina oparte są w zasadzie wyłącznie na seksie, Anny na plotkach z koleżanką-dewotką. Anna nie chce, nie potrafi dostrzec, że narzucając swój światopogląd córce powoduje, że również zostaje sama. W stosunku do obojga bohaterów odnieść można treść wypowiedzi kolegi Pawła: "Jeżeli pojawi się ktoś, kto będzie chciał iść przy tobie, a ty przy nim, wtedy wasze drogi będą biec równolegle przez jakiś czas. Niekiedy nawet długi. Ale ostatecznie można polegać tylko na sobie".
Ani jeden, ani drugi bohater nie potrafi znaleść ścieżki ku szczęściu. Rozwiązaniem okazuje się odnalezienie "złotego środka" - odrzucenie stereotypów i dostrzeżenie człowieka w człowieku. Czy może, po kantowsku rzecz ujmując, dostrzeżenie osoby ludzkiej w istocie ludzkiej. I chociaż zakończenie jest najsłabszą częścią powieści (jest dość banalne i w gruncie rzeczy nierealistyczne), nie rozczarozuje. Któż bowiem powiedział, że powieść o konfrontacji geja i mohera musi zakończyć się rozlewem krwi?
Polecam. Warto ją przeczytać.
"Berek", to kolejna po "Ja, czyli 66 moich miłości" Żurawieckiego, czy "Barbarze Radziwiłłównie z Jawirzna-Szczakowej" Witkowskiego powieść o światku polskich gejów. Ale nie tylko. To przede wszystkim książka o poszukiwaniu szczęścia i o poczuciu pustki wykraczająca poza ciasne ramy powieści skandalizująco-obyczajowej. Autor pokazuje czytelnikowi dwie równoległe egzystencje: z jednej strony mamy Marcina - dobrze zarabiającego, przystojnego warszawskiego geja, którego dewizą jest hasło FANTA (Fuck And Never Touch Again). Po drugiej stronie korytarza mieszka Anna - typowy moherowy beret, żołnierz legionu Radia Maryja.
W przecięciu ich światów krzyżują się dwie ideologie. O ile "Początek" zawierał manifest Polaka zbuntowanego przeciwko obowiązującemu w Polsce postrzegabiu własnej narodowej, XX-wiecznej przeszłości, o tyle Szczygielski prezentuje nam z jednej strony manifest polskiego geja, a z drugiej strony manifest ideowy polskiego mohera. Mimo, iż pióro ma lekkie, sarkastyczno-szydercze, istota tych manifestów powoduje u czytelnika intelektualny niepokój i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Książka nie robiła by takiego wrażenia, gdyby nie ciekawy zabieg warsztatowy, jakim posłużył się autor. W powieści mamy dwóch narratorów: jednym z nich jest nasz bohater pozytywny - Marcin, a drugim czarny charakter opowieści - moherzyca Anna. Dzięki temu Szczygielski uzyskał efekl lekkości z jaką przekuł w słowo świat przeżyć, odczuć i uczuć przedstawicieli tych dwóch przeciwstawnych sobie światów. Z narracją trzecioosobową, lub tradycyjną jednoosobową, powieść ustraciła by swój zbliżony do pamiętnika charakter, a przez to postrzerzenia dwójki głównych bohaterów nie mogły by być zaprezentowane z taką realnością i wymownością. Nie było by sposobu, na interesujące wskazanie na odmienność między głoszonymi przez Annę hasłami, a światem jej przemyśleń.
Napisałem, że to powieść o poszukiwaniu szczęscia i pustce. Bo mimo pozornych przeciwieństw, bohaterów nadspodziewanie wiele łaczy. Marcin szuka swojej wielkiej miłości w ciemnych zakamarkach gejowskich klubów. Anna szuka szczęścia w zapachu kadzidła unoszącego się w Kościele, podkochując się w księdzu. Oboje są sami: przyjaźnie Marcina oparte są w zasadzie wyłącznie na seksie, Anny na plotkach z koleżanką-dewotką. Anna nie chce, nie potrafi dostrzec, że narzucając swój światopogląd córce powoduje, że również zostaje sama. W stosunku do obojga bohaterów odnieść można treść wypowiedzi kolegi Pawła: "Jeżeli pojawi się ktoś, kto będzie chciał iść przy tobie, a ty przy nim, wtedy wasze drogi będą biec równolegle przez jakiś czas. Niekiedy nawet długi. Ale ostatecznie można polegać tylko na sobie".
Ani jeden, ani drugi bohater nie potrafi znaleść ścieżki ku szczęściu. Rozwiązaniem okazuje się odnalezienie "złotego środka" - odrzucenie stereotypów i dostrzeżenie człowieka w człowieku. Czy może, po kantowsku rzecz ujmując, dostrzeżenie osoby ludzkiej w istocie ludzkiej. I chociaż zakończenie jest najsłabszą częścią powieści (jest dość banalne i w gruncie rzeczy nierealistyczne), nie rozczarozuje. Któż bowiem powiedział, że powieść o konfrontacji geja i mohera musi zakończyć się rozlewem krwi?
Polecam. Warto ją przeczytać.










0
0























