Moim zdaniem - edukacja seksualna w polskich szkołach jest nie obowiązkowa, co za tym idzie dzieci, których rodzice nie wyrażają na to zgody mają do tego prawo. Rodzice powinni być poinformowani że na zajęciach będzie omówiony program prawidłowo i żetelnie bo w tym momencie, albo jest to świetnie pominięte, albo jest tak jak w artykule powyżej. Na lekcjach powinny być spotkania z ludźmi który mają cos na ten temat do powiedzenia - młodzi działacze lokalnych grup LGBT itd.
Mam nadzieje,że doczekamy się chwil, w których edukacja seksualna w szkole będzie traktowała równorzędnie Homoseksualizm jak i heteroseksualizm, gdy już nie będzie różnicy kto jaki jest i będzie miał świeży pogląd na temat. Pozdrawiam
Swoja droga to bardzo ciekawe, że w kraju gdzie jednak nie wykłada się kreacjonizmu tylko darwinizm zamiast edukacji seksualnej jest wychowanie do życia w rodzinie.
W Polsce mamy chyba ogólnie jakieś głęboko zakorzenione tabu seksualne. Wskazuje na to choćby nieporadność języka opisującego "te sprawy". Ale jeśli szkoła ma być miejscem pierwszego kontaktu z faktami naukowymi, to musi z tym tabu walczyć. Konieczne jest chyba wypracowanie sposobu mówienia o seksualności, który jest pozbawiony ocen moralnych. Jeśli ktoś w mówi dzieciakom, że seks oralny jest zły, a prezerwatywy to grzech, to w moim odczuciu popełnia wielki błąd. Zachowania seksualne nie są złe ani dobre. Mogą mieć tylko takie, czy inne konsekwencje. Jeśli coś się wiąże ryzykiem zarażenia choroba weneryczną, zajściem w ciążę itd., to trzeba o tym młodym powiedzieć. Myślę, że dziewczyna, która zaszła w ciążę ponieważ stosowała kalendarzyk (inaczej zwany ruletką watykańską) jak kazała katecheta, powinna dostawać alimenty od Kościoła.
W takim odmoralizowanym języku można już spokojnie mówić o homoseksualizmie jako o pewnym naturalnym fakcie.
cmr:
Niemile widziane jest też wyrywanie zębów, ale czasem trzeba dla własnego dobra :) Nawet jeśli uznamy, że każdy ma prawo wychować dziecko zgodnie z własnymi przekonaniami, to wypada przystać na to, że istnieje pewien ogół wiedzy i zachowań, które należy dziecku wpoić, żeby mogło sprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Jeśli będziemy milczeć na temat seksu to pozostawiamy młodych ludzi bezradnych w obliczu jednej z ważniejszych dziedzin życia, co może zaowocować niechcianymi ciążami i większą zachorowalnością na choroby weneryczne. Mówienie o seksualności w kategoriach moralnych też jest moim zdaniem niekorzystne społecznie bo może wypuszczać ze szkoły jednostki obciążone zaburzeniami na tle seksualnym, spowodowanymi bezpodstawnym konfliktem między wiarą/moralnością a popędem seksualnym. Ale to by oznaczało, że ktoś musi powiedzieć tym nastolatkom, że seks przedmałżeński nie jest zły. A to zjedna mu co najmniej jednego potężnego wroga :)
cmr:
W sytuacji gdzie funkcjonuje tylko jedna teoria opisująca rzeczywistość wszyscy uznają ją za prawdę. Ale wystarczy, że autorytet w postaci pedagoga nawet na jednej lekcji powie, ze gay is ok i już daje alternatywę odbierając homofobicznym koncepcjom miano prawdy niepodważalnej. I już się trzeba zastanowić jak to jest. Dla młodego homoseksualisty, który w domu słyszy ciągle "pedały do gazu" akceptacja ze strony pedagoga może być przyczynkiem do zaakceptowania siebie.
W Polsce mamy chyba ogólnie jakieś głęboko zakorzenione tabu seksualne. Wskazuje na to choćby nieporadność języka opisującego "te sprawy". Ale jeśli szkoła ma być miejscem pierwszego kontaktu z faktami naukowymi, to musi z tym tabu walczyć. Konieczne jest chyba wypracowanie sposobu mówienia o seksualności, który jest pozbawiony ocen moralnych. Jeśli ktoś w mówi dzieciakom, że seks oralny jest zły, a prezerwatywy to grzech, to w moim odczuciu popełnia wielki błąd. Zachowania seksualne nie są złe ani dobre. Mogą mieć tylko takie, czy inne konsekwencje. Jeśli coś się wiąże ryzykiem zarażenia choroba weneryczną, zajściem w ciążę itd., to trzeba o tym młodym powiedzieć. Myślę, że dziewczyna, która zaszła w ciążę ponieważ stosowała kalendarzyk (inaczej zwany ruletką watykańską) jak kazała katecheta, powinna dostawać alimenty od Kościoła.
W takim odmoralizowanym języku można już spokojnie mówić o homoseksualizmie jako o pewnym naturalnym fakcie.
cmr:
To nie kraj, gdzie mile widziane są tak drastyczne kroki. To nie jest kraj, gdzie w ogóle mile widziane jest ingerowanie w mentalność dziecka.
Niemile widziane jest też wyrywanie zębów, ale czasem trzeba dla własnego dobra :) Nawet jeśli uznamy, że każdy ma prawo wychować dziecko zgodnie z własnymi przekonaniami, to wypada przystać na to, że istnieje pewien ogół wiedzy i zachowań, które należy dziecku wpoić, żeby mogło sprawnie funkcjonować w społeczeństwie. Jeśli będziemy milczeć na temat seksu to pozostawiamy młodych ludzi bezradnych w obliczu jednej z ważniejszych dziedzin życia, co może zaowocować niechcianymi ciążami i większą zachorowalnością na choroby weneryczne. Mówienie o seksualności w kategoriach moralnych też jest moim zdaniem niekorzystne społecznie bo może wypuszczać ze szkoły jednostki obciążone zaburzeniami na tle seksualnym, spowodowanymi bezpodstawnym konfliktem między wiarą/moralnością a popędem seksualnym. Ale to by oznaczało, że ktoś musi powiedzieć tym nastolatkom, że seks przedmałżeński nie jest zły. A to zjedna mu co najmniej jednego potężnego wroga :)
cmr:
Co z tego, że pani 2 godziny w miesiącu będzie mówiła, że "gay is ok", skoro dziecko będzie słuchało czegoś zupełnie innego codziennie w domu.
W sytuacji gdzie funkcjonuje tylko jedna teoria opisująca rzeczywistość wszyscy uznają ją za prawdę. Ale wystarczy, że autorytet w postaci pedagoga nawet na jednej lekcji powie, ze gay is ok i już daje alternatywę odbierając homofobicznym koncepcjom miano prawdy niepodważalnej. I już się trzeba zastanowić jak to jest. Dla młodego homoseksualisty, który w domu słyszy ciągle "pedały do gazu" akceptacja ze strony pedagoga może być przyczynkiem do zaakceptowania siebie.
jak to wygląda u Mnie w szkole. więc nie mam czegoś takiego jak wychowanie do życia w rodzinie, lecz nauczyciele mają godziny społeczne i czasem zostajemy na pogawędkach z pedagogiem. i szczerze mówiąc jest pozytywny pogląd na to, coraz więcej społeczeństwa w szkole nic nie ma do tego, że ktoś jest gejem, czy lesbijką. pani pedagog też tłumaczy, że to nic złego, że każdy ma prawo do miłości i to mi się podoba. tak powinno być wszędzie.
cmr:
cmr:
Mam wrażenie, że sam sobie trochę zaprzeczasz.
Sprawa wygląda tak: w Polsce nie ma związków partnerskich, bycie gejem/lesbijką wciąż jest powodem do wstydu, a homoseksualizm to jedno wielkie tabu wśród "elit" rządzących, ludzi kultury (zarówno tej wysokiej, jak i masowej).
cmr:
Swoją drogą uważam, że homoseksualizm nie jest znowu tak wielkim zagadnieniem żeby trzeba mu było poświęcać tyle czasu w czasie wychowania seksualnego.
Mam wrażenie, że sam sobie trochę zaprzeczasz.
Sprawa wygląda tak: w Polsce nie ma związków partnerskich, bycie gejem/lesbijką wciąż jest powodem do wstydu, a homoseksualizm to jedno wielkie tabu wśród "elit" rządzących, ludzi kultury (zarówno tej wysokiej, jak i masowej). Tymczasem ktoś wyskakuje z książeczką o dwóch pingwinach-gejach, wychowujących wspólnie dziecko. I jeszcze dziwi się potem, że ktoś jest oburzony. To nie kraj, gdzie mile widziane są tak drastyczne kroki. To nie jest kraj, gdzie w ogóle mile widziane jest ingerowanie w mentalność dziecka. Z resztą tak naprawdę to czego dziecko nasłucha się w szkole traci momentalnie na wartości, kiedy wraca do domu. Co z tego, że pani 2 godziny w miesiącu będzie mówiła, że "gay is ok", skoro dziecko będzie słuchało czegoś zupełnie innego codziennie w domu.
Poza tym - bez przesady: może najpierw niech napiszą bajkę o tym jak dwa pingwiny-geje odnalazły się w tłumie, a dopiero potem walmy związkami partnerskimi, adopcją dzieci itd. Wydaje mi się, że ktoś tu chciał za dużo i za szybko, a to nigdy dobrze się nie kończy.
Swoją drogą uważam, że homoseksualizm nie jest znowu tak wielkim zagadnieniem żeby trzeba mu było poświęcać tyle czasu w czasie wychowania seksualnego. Mężczyźni zazwyczaj łączą się z kobietami, ale czasem zdarza się, że mężczyzna zakochuje się w mężczyźnie, a kobieta w kobiecie. I koniec tematu. Tak się robi w szkołach w Niemczech i nie rozumiem czemu u nas nie można powiedzieć tego w tak jasny i klarowny sposób, dla wszystkich zrozumiały. Homoseksualiści nie są jakimś dziwem natury żeby trzeba im było poświęcać specjalnie więcej czasu. Są normalni, tylko mają inne potrzeby seksualne. I tyle.
Poza tym - bez przesady: może najpierw niech napiszą bajkę o tym jak dwa pingwiny-geje odnalazły się w tłumie, a dopiero potem walmy związkami partnerskimi, adopcją dzieci itd. Wydaje mi się, że ktoś tu chciał za dużo i za szybko, a to nigdy dobrze się nie kończy.
Swoją drogą uważam, że homoseksualizm nie jest znowu tak wielkim zagadnieniem żeby trzeba mu było poświęcać tyle czasu w czasie wychowania seksualnego. Mężczyźni zazwyczaj łączą się z kobietami, ale czasem zdarza się, że mężczyzna zakochuje się w mężczyźnie, a kobieta w kobiecie. I koniec tematu. Tak się robi w szkołach w Niemczech i nie rozumiem czemu u nas nie można powiedzieć tego w tak jasny i klarowny sposób, dla wszystkich zrozumiały. Homoseksualiści nie są jakimś dziwem natury żeby trzeba im było poświęcać specjalnie więcej czasu. Są normalni, tylko mają inne potrzeby seksualne. I tyle.
ta sytuacja musi się zmienić, pamiętam, że mój nauczyciel od wychowania do życia w rodzinie, również twierdził, że homoseksualizm to zboczenie...



















0
0






















