freakthemighty:
Homoseksualizm nie "przestał być" chorobą dlatego, że pewnego dnia tak zadecydowano. Wielu psychologów i psychiatrów doszło jedynie - i aż - do wniosku, że chorobą nigdy nie był. Postrzega homoseksualizmu jako chorobę było po prostu błędne i ta błędna perspektywa została zmieniona.
(...)Zmiana nie została spowodowana żadnymi przełomowymi odkryciami tylko liberalizacją obyczajową, która zaczyna się zwykle w klasach wyższych, do których należą także naukowcy.(...)
Homoseksualizm nie "przestał być" chorobą dlatego, że pewnego dnia tak zadecydowano. Wielu psychologów i psychiatrów doszło jedynie - i aż - do wniosku, że chorobą nigdy nie był. Postrzega homoseksualizmu jako chorobę było po prostu błędne i ta błędna perspektywa została zmieniona.
Nauka nie opowiada się po liberalnej stronie! To po prostu liberalne podejście do seksualności nie kłóci się ze stanowiskiem dzisiejszej nauki.
A tak na marginesie to jedyna brzydka rzecz jaka przychodzi mi do głowy i wiąże się z medycyną to wizja gdzie ludzie potrafią zbadać i zmienić orientację dziecka. Eugenika gejowska:)
pozdrawiam
A tak na marginesie to jedyna brzydka rzecz jaka przychodzi mi do głowy i wiąże się z medycyną to wizja gdzie ludzie potrafią zbadać i zmienić orientację dziecka. Eugenika gejowska:)
pozdrawiam
No cóż, nie podzielam chyba po prostu Twojej wiary w bezstronność nauki i pożytki z technokracji. Jak sam zauważasz przez kilkadziesiąt lat nauka z całą powagą twierdziła, że homoseksualizm to zboczenie, które należy leczyć. Zmiana nie została spowodowana żadnymi przełomowymi odkryciami tylko liberalizacją obyczajową, która zaczyna się zwykle w klasach wyższych, do których należą także naukowcy. Dawniej więc nauka uprawomocniała opcję z dzisiejszej perspektywy konserwatywną, a dzisiaj wspiera liberalną, z czego akurat nasze środowisko słusznie się cieszy. I w tym sensie nauka jest polityczna, bo oczywiście zgodzę się, że jej społeczny autorytet jest znacznie większy niż autorytet naszej klasy politycznej, co właśnie daje jej tak ogromną władzę. Podobną władzę mają media, też jakoby nie wartościujące, a nie chcemy być rządzeni przez TVN ani Gazetę Polską... Cieszymy się z arbitralności czy wręcz autorytatywności nauki dopóki jest po naszej myśli, ale nie zawsze tak było i nie zawsze tak musi być - cechą nauki jest ciągłe podważanie własnych sądów. A czy sama nauka nie traci, nie wiem - ja się zastanawiam czy poważny ośrodek opublikowałby dzisiaj badania, w których odkryto poważne korelaty środowiskowe orientacji seksualnej, dajmy na to te nieszczęsne relacje z ojcem? Albo choćby, że np. geje mają gorszą orientację w terenie ;) Tak czy inaczej, póki co, więcej my zyskujemy niż nauka traci, także APA pod tęczową flagą jak najbardziej mi odpowiada ;)
Tylko gwoli ścisłości nauka sama przejęła dyskurs o homoseksualności robiąc z seksualnych "wrogów kościoła" zboczeńców. Start miała zły ale nie ma się co dziwić badania nad orientacją mają miejsce stając się jednym z obszarów zainteresowań naukowców.
Mylisz się za to freakthemighty kiedy mówisz że nauka staje się polityczna. Ona jest z polityką i kulturą w jakieś relacji (bardziej na zachodzie) ale dzisiaj to politykom musi zależeć żeby żyć z nią w zgodzie niż na odwrót. Mówiąc wprost, w kwestii homoseksualności polityk raczej nie podważa dokonań nauki która wypowiada się z pozycji arbitra (i tym samym staje się kandydatem klasy średniej) albo zaczyna z naukowcami "dyskutować" stając się oszołomem.
Jeśli więc nauka włącza się z spory obyczajowe to z korzyścią dla społeczeństwa przy czym niczego nauce tutaj nie ubywa ani w niczym nie musi czuć się zagrożona. Bo w nauce fajne jest to że sama nie wartościuje ale potrafi dostarczyć takich danych że te spory rozpierdziela.
Mylisz się za to freakthemighty kiedy mówisz że nauka staje się polityczna. Ona jest z polityką i kulturą w jakieś relacji (bardziej na zachodzie) ale dzisiaj to politykom musi zależeć żeby żyć z nią w zgodzie niż na odwrót. Mówiąc wprost, w kwestii homoseksualności polityk raczej nie podważa dokonań nauki która wypowiada się z pozycji arbitra (i tym samym staje się kandydatem klasy średniej) albo zaczyna z naukowcami "dyskutować" stając się oszołomem.
Jeśli więc nauka włącza się z spory obyczajowe to z korzyścią dla społeczeństwa przy czym niczego nauce tutaj nie ubywa ani w niczym nie musi czuć się zagrożona. Bo w nauce fajne jest to że sama nie wartościuje ale potrafi dostarczyć takich danych że te spory rozpierdziela.
APA jest ostatnio bardzo aktywne w kwestii praw LGBT i prawie co roku wydaje nową rezolucję - http://www.apa.org/pi/lgbt/resources/policy/index.aspx . Dość podobną do tej ogłosiło już w 2004 r. ("Sexual Orientation & Marriage"). Jest z pewnością czego zazdrościć, choć dla mnie taka działalność i jej publiczny odbiór to także przejaw naturalizacji sporu politycznego i etycznego (i upolitycznienia nauki), co ma także negatywne strony. Nie można już po prostu powiedzieć, że szykanowanie i krzywdzenie drugiego człowieka jest złe, tylko raczej "dyskryminacja powoduje psychologiczny dystres, który negatywnie wpływa na funkcjonowanie jednostki". A gdyby w badaniach wyszło, że te kampanie nie mają wpływu zdrowie psychiczne, albo - traf chciał - mają pozytywny? Należałoby je afirmować? Badania naukowe nie powinny stanowić podstawy ani zastępować debaty na temat fundamentów demokracji czy praw człowieka tylko stanowić jej uzupełnienie. Nauka także zresztą jest polem walki ideologicznej i nawet Terlikowski cytuje w swojej książce jakieś badania, że geje żyją krócej, bo umierają na AIDS... Tu orężem jest oczywiście kompetencja i znajomość metodologii, ale i odniesienie do wartości.
A polskie środowisko psychologiczne nie tylko się boi, ale samo nie jest wolne od uprzedzeń, czemu sprzyja popularność nurtu psychodynamicznego i jego niechlubnej w tym względzie tradycji. Wielu wykładowców akademickich hołduje poglądom z czasów własnej edukacji i choć nie wypowiadają się na ten temat publicznie, to "swoje wiedzą". Także najpierw sami specjaliści muszą się uświadomić, a dopiero później mogą nieść kaganek oświaty w lud. Choć ostatnio np. prof. Anna Brzezińska czy prof. Bogdan Wojciszke opowiadali się publicznie za legalizacją małżeństw jednopłciowych czy adopcji, więc coś się jednak zmienia.
A polskie środowisko psychologiczne nie tylko się boi, ale samo nie jest wolne od uprzedzeń, czemu sprzyja popularność nurtu psychodynamicznego i jego niechlubnej w tym względzie tradycji. Wielu wykładowców akademickich hołduje poglądom z czasów własnej edukacji i choć nie wypowiadają się na ten temat publicznie, to "swoje wiedzą". Także najpierw sami specjaliści muszą się uświadomić, a dopiero później mogą nieść kaganek oświaty w lud. Choć ostatnio np. prof. Anna Brzezińska czy prof. Bogdan Wojciszke opowiadali się publicznie za legalizacją małżeństw jednopłciowych czy adopcji, więc coś się jednak zmienia.
macjej23:
Tak, to pseudonim. Problem w tym, że to pozycja naprawdę wartościowa, swego rodzaju kompendium aktualnych wyników badań nad seksualnością. Jeśli więc coś jest wartościowe i zgodne z dowodami empirycznymi, czyli poparte naukowo, czemu się tego wypierać? Też sądzę, że autor przesadził z "troską o bezpieczeństwo".
No nie wiem, chyba aż tak źle u nas nie jest(Arkadiusz Brzask to ten pseudonim?). Może autor trochę przesadził w tym poczuciu zagrożenia. (...)
Tak, to pseudonim. Problem w tym, że to pozycja naprawdę wartościowa, swego rodzaju kompendium aktualnych wyników badań nad seksualnością. Jeśli więc coś jest wartościowe i zgodne z dowodami empirycznymi, czyli poparte naukowo, czemu się tego wypierać? Też sądzę, że autor przesadził z "troską o bezpieczeństwo".
"Pojawiające się dowody sugerują, że w stanach, gdzie prowadzi się kampanie skierowane przeciwko równości małżeńskiej, homo- oraz biseksualni mieszkańcy narażeni są na stres, który negatywnie wpływa na ich zdrowie psychicznie"
jeśli któregokolwiek członka społeczności lgbtq zdrowie psychiczne jest przez takie akcje narażone to wnioskuję, że już wcześniej musiało być z tym zdrowiem coś nie tak.... za daleko posunięte wnioski... zdecydowanie
No nie wiem, chyba aż tak źle u nas nie jest(Arkadiusz Brzask to ten pseudonim?). Może autor trochę przesadził w tym poczuciu zagrożenia. Przeciętny seksuolog raczej nie poczęstuje nas jakimiś barwnymi historiami i zachowa się przyzwoicie czyli zgodnie z aktualnym stanem wiedzy. Jest źle w tym tylko sensie, że wiedza o seksualności człowieka, nadal pozostaje w Polsce tajemna i polityczno-etyczna. Ale jeśli uniwersytety i towarzystwa nie zajmują się wyłącznie produkcją wiedzy, to mogły by czasami się włączyć w kampanie społeczne (np lobbować w sprawie podręczników, bo ktoś tam te podręczniki zatwierdza)
Nauka z dobrą polityką nie powinna się gryźć dlatego dziwię się że u nas to wszystko tak długo trwa. Mamy profesorów: Izdebskiego i Lwa-Starowicza a najbardziej znany (i aktywny) pozostaje wciąż jeden Jacek Kochanowski.
Nauka z dobrą polityką nie powinna się gryźć dlatego dziwię się że u nas to wszystko tak długo trwa. Mamy profesorów: Izdebskiego i Lwa-Starowicza a najbardziej znany (i aktywny) pozostaje wciąż jeden Jacek Kochanowski.
macjej23:
W Polsce nawet naukowcy się boją, nie wiem tylko, czego. Autor książki pt. "Homoseksualizm u mężczyzn - aspekty psychologiczne, psychiatryczne i ewolucyjne", w której zbiór wyników badań ukazuje, że homoseksualizm nie jest chorobą, opublikował książkę pod pseudonimem literackim z uwagi na (cytat)"pragmatyczną troskę o bezpieczeństwo [jego] rodziny". Szkoda, ponieważ jego autorytet został przysłonięty pseudonimem. Nie wszyscy są zdolni zagłębiać się w fachową literaturę w języku obcym, a i sporej części ludzi po prostu się nie chce.
(...)Szkoda że polskie towarzystwa naukowe tak rzadko zabierają głos w tej sprawie.
W Polsce nawet naukowcy się boją, nie wiem tylko, czego. Autor książki pt. "Homoseksualizm u mężczyzn - aspekty psychologiczne, psychiatryczne i ewolucyjne", w której zbiór wyników badań ukazuje, że homoseksualizm nie jest chorobą, opublikował książkę pod pseudonimem literackim z uwagi na (cytat)"pragmatyczną troskę o bezpieczeństwo [jego] rodziny". Szkoda, ponieważ jego autorytet został przysłonięty pseudonimem. Nie wszyscy są zdolni zagłębiać się w fachową literaturę w języku obcym, a i sporej części ludzi po prostu się nie chce.
strony: 1 2











































0
0






















